środa, 21 października 2015

Dziewięć.

Nawet nie wiecie, jak bardzo komentarze pod ostatnim odcinkiem podniosły mnie na duchu.
Myślałam, że będzie problemem to, że Tom i Roxen już są parą. Wolałam was więcej nie torturować i w końcu to napisać. A tu taka miła niespodzianka. 
Cóż, zapraszam na dziewiątkę c:

Dziewięć.

Dziś w nocy, zamiast spać, leżałam i miziałam się z Tomem. Ojciec by mnie zabił!
A jak się dowie, że jesteśmy razem.. Co to będzie? "A może jesteś w ciąży?" ? W sumie, już cztery razy słyszałam to pytanie. Tata mi nie ufa, co się dziwić, skoro ma taką piękną córkę. Taka skromna ja. Kiedy Kaulitz opuścił mój pokój, nie zorientowałam się. Spało mi się komfortowo i nawet nie poczułam, kiedy odsunął się ode mnie i po prostu wyszedł przez okno. Nawet zimna nie czułam! To.. Takie wspaniałe uczucie. Nareszcie! Tom tylko mój. Na własność.
Nagle mój telefon zabrzęczał. Esemes. 
Haha! On zawsze potrafi poprawić humor. Boziu, kochany mój! Jestem ciekawa, jak w szkole zareagują na nasz związek. Nawet jak głosy będą negatywne, mam to gdzieś. Kocham Toma, i nie mam zamiaru z niego rezygnować nawet, jeśli oświadczyłby mi się Vin Diesel. 
Ubrałam się w niebieską bluzkę i czarne leginsy. Nie biorę bluzy, przecież w szkole będzie ciepło, poza tym nie idę z buta, tylko jadę z Tomem. Mimo, że jego auto nie ma ogrzewania, będzie ciepło, bo będziemy w nim razem. 
Czy ja naprawdę muszę żyć z tymi debilami?
- No Ale Kaulitz, to trzeba opić! - wrzasnął uśmiechnięty od ucha do ucha Georg.
- Palancie, ja mam szkołę, poza tym kieruję! - burknąłem, wciągając bluzę.
- O jeny, pół piwka cię nie zbawi.
- Wal się, idioto! 
- Dajmy mu spokój, w końcu jego ukochana będzie z nim jechać. - odezwał się Bill.
- A ty się nie wybierasz do szkoły? - wychyliłem się znad kanapy.
- Zbiera mi się na wymioty, muszę wziąć jakieś proszki. Rób dokładne notatki, żeby jutro się nie czepiali.  
No pięknie.. To znaczy, że mam uważać... Na lekcjach? Po*ebało go do reszty? Cóż, rodziny się nie wybiera. 
- Tom..? - usłyszałem wołanie brata
- Co? Rzygasz?
- Kocham cię, wiesz?
- Dobra, albo za dużo wczoraj wypiłeś, albo przeciąłeś mi hamulce w samochodzie. 
- Nie, mówię ci to, bo cię kocham. Kiedyś wiele razy w tygodniu ci to mówiłem, pamiętasz?
- Pamiętam, pamiętam..
Trudno nie zapomnieć. Zawsze byliśmy cholernie bardzo zżyci, nawet matka nam tego zazdrościła. A że mnie nie lubi, robiła wszystko, żeby rozdzielić mnie z Billem. 
Spojrzałem na komórkę - za dziesięć ósma. Pora wyjeżdżać. Zapiąłem bluzę, wziąłem plecak i przerzuciłem go przez ramię, zabrałem kluczyki z szafki i pożegnałem się z chłopakami, wychodząc. 
Wrzuciłem plecak na tylne siedzenie i wsiadłem, szybko zamykając drzwi. Odpaliłem auto, włączyłem radio i wyjechałem na drogę, kierując się pod dom Roxen. 
Stała tam, czekając i przytupując nogami. Była dziwnie szczupła w tej kurtce, co oznaczało, że nie ubrała bluzy.. Tak! Dam jej swoją.. Czy to nie piękne? Ej, moment... Ku*wa, co się z tobą dzieje, Kaulitz? Ogarnij się, bo niedługo się z*ebiesz na dno. 
Stanąłem przy chodniku i odblokowałem drzwi pasażera, żeby mogła wsiąść. Powitaliśmy się całusem w usta.
- Hej - mruknęła
- Yo.
Ruszyłem.
- Billa nie będzie w szkole, zbiera mu się.
- A co z nami? - zapytała niepewnie.
- W sensie....?
- Ujawniamy się już teraz, czy co? 
- Ja też oglądałem "Zmierzch", więc myślę, że tak.
Zaśmiała się. To było dobre! 
- Powiedziałaś mamie? - zdjąłem dłoń z wajchy i musnąłem ją w ramię.
- Co? Nie. - spojrzała na mnie - Poczekam trochę, może dziś jej powiem.
- Spoko.
Gdy dojechaliśmy pod szkołę, myślałam, że zwymiotuję.
napływ emocji mi nie służy. Szczęście, strach, miłość, nienawiść, zazdrość... Na szczęście, gdy otworzyłam drzwi i wysiadłam, zrobiło mi się lepiej. Świeże powietrze naprawdę pomaga. Zatrzasnęłam drzwi i poczekałam na Toma. Zamknął samochód i przerzucając plecak przez ramię, podszedł i wziął mnie pewnie za dłoń, uśmiechając się do mnie. Zbliżył się i musnął delikatnie moje usta.
- A to za co? - spytałam stawiając powolny krok w przód.
- Nawet nie wiesz, ile na to czekałem.
Kiedy tylko Tom otworzył drzwi szkolne, wszystkie spojrzenia znalazły się na nas. Szliśmy za rękę, oboje uśmiechnięci. Tom witał się z kolegami kiwając im głową "cześć", ja odmachiwałam znajomym dziewczynom ręką. W końcu zatrzymaliśmy się pod moją szafką.
- Odnieść ci kurtkę? - zapytał i złapał mnie za obie dłonie.
- Nie mam bluzy.
- Oddawaj - zaśmiał się, ściągając z siebie bluzę. 
Dałam mu swoją kurtkę i szybko założyłam jego "podarunek". Ogromna, ale muszę przyznać, ciepła. Cropp nie próżnuje!
- Zaraz wracam.
Uśmiechnęłam się, a kiedy odszedł, otworzyłam szafkę i wyjęłam z niej woreczek ze strojem na w-f. Kto układał ten plan, ja się pytam!? 
Nagle usłyszałam piszczącą Gabi i Martę.
- Jesteście razem? - wrzasnęły podekscytowane 
- Tak, jesteśmy - odparłam dumna
- Gdzie byłaś cały weekend? Nie odbierałaś telefonu, i nie było się w domu.
- Pojechałam z Kaulitzami na biwak nad jezioro.
- Biwak? - zdziwiła się Gabriela - Jest zima.
- I co z tego? Nie można zaszaleć? 
- Jestem! - wszystkie trzy spojrzałyśmy na Toma, który przyległ do mnie. 
Kaulitz jest ode mnie o co najmniej dwie głowy wyższy, co mi się cholernie podoba. 
- Co masz pierwsze? - spojrzał na mnie.
- W-f. A ty?
- Fizykę. Idziemy pod salę?
- Nie, tu jest lepiej.
- Jak chcesz.
Ścisnął mnie mocniej. Dziewczynom dałam do zrozumienia, żeby poszły, i chyba zrozumiały. Staliśmy tak przylgnięci do siebie, dopóki na korytarz nie wkroczył dyrektor placówki. 
Stanął koło nas i patrzył - był zdziwiony i pod wrażeniem. 
- Ekrem. - chrząknął - Panie Kaulitz, mogę prosić pana na moment?
- Ale..
- Pięć minut. - przekonywał.
Tom niechętnie mnie puścił i wyminął dyrektora, kierując się do jego gabinetu. 
Czego on znowu chce, huh? Przecież nie piję ani nie palę, tylko przytulam własną
dziewczynę, do jasnej ciasnej! Czyżby zazdrosny?
- Usiądź. - powiedział. Zrobiłem to. - Kolejna dziewczyna na jedną noc? Zdajesz sobie sprawę, że ona ma piętnaście lat?
- Nie, panie dyrektorze. Jesteśmy parą od wczoraj, a ja nie mam zamiaru zaciągać jej do łóżka. Kocham ją, i nie chcę jej krzywdzić. Obiję mordę, to znaczy, twarz każdemu, kto ją tknie. 
- Nie wierzę.. - spojrzał na mnie z dezaprobatą - Mnie nie oszukasz.
- Aż tak mnie pan nie lubi? Nigdy pana nie okłamałem. I tym razem też mówię prawdę. 
- Mam cię na oku. Teraz poproś do mnie Roxen.
Prychnąłem cicho i wyszedłem, kierując się w stronę zaczytanej dziewczyny.
- Masz do niego iść - zbliżyłem się do niej - Nie wierzy w to, że cię kocham.
- Czekaj, zaraz wracam - zaśmiała się.
Ja mu dam! Dlaczego wszyscy mogą być szczęśliwie w związku, a u nas muszą
się czepiać? 
Zapukałam cicho i nie czekając na odpowiedź, pchnęłam drzwi i weszłam do gabinetu dyrektora.
- Chciałem z tobą porozmawiać. 
- Słucham.
- Tom nie jest uczniem, któremu ufam. Jeśli będzie nakłaniał cię do współżycia, lub coś w tym...
- Spokojnie, tym razem jest inaczej - uśmiechnęłam się.
- Stylu, zgłoś się do mnie.
- Może być pan spokojny, serio. Kochamy się.
- Daję wam tydzień, góra dwa. Później przyjdziesz z płaczem, że cię do tego zmusił.
- Jest pan bardzo pewny siebie, jak widzę.
- Ty też, jak mniemam.
Wyszłam akurat wtedy, kiedy zadzwonił dzwonek. Ughhh... W-f. 
Przytuliłam mocno Toma i przejęłam od niego mój plecak i woreczek.
- I co? - spytał, przytulając mnie.
- Nico, spoko. Możemy być parą - zaśmiałam się i puknęłam kilkakrotnie palcem w usta. 
Chyba zrozumiał, bo uśmiechnął się zadziornie i nachylił, by mnie pocałować. 
- Minus dziesięć punktów Kaulitz! - usłyszeliśmy skrzek nauczycielki.. Pani Flag.
- Za co?! - spojrzał na kobietę.
- Za całowanie się na korytarzu, i to po dzwonku.
- Niech już pani da mi spokój, zaczynam żyć od nowa.
- Nie zaczniesz żyć od nowa po tym, co zrobiłeś. Zapraszam pana na fizykę, a panią na pani lekcje! 
Boże, jak ja jej nienawidzę.. Ma ze mną chemię. Jędza postawiła mi trójkę z odpowiedzi, bo brakowało mi punktu z notatki w zeszycie. Cholera mnie bierze, jak ją widzę! 
- Do zobaczenia - szepnął mi do ucha i podążył za nauczycielką, parodiując jej ruchy. 
O mało nie zdradziłam go swoim rechotem. 
Nie poznaję go. Czyż się nie zmienił? Jest delikatniejszy. W słowach, w zachowaniu.. We wszystkim. Może potrzebował księżniczki? Boże, ze mną jest coś nie tak! Nie zachowuję się tak, jak zawsze. A może to lepiej? Że związek mi przysłuży?
Pobiegłam szybko do szatni i w trybie natychmiastowym się przebrałam. Upiekło mi się i nie dostałam spóźnienia, bo wuefista dopiero wchodził do sali.
- Dziś stacje. Rozgrzewka.. Może Jessica.
Jako dziewczyny z 2b mamy w-f z dziewczynami z 3a i chłopakami z 3c. Wtedy Tom ma fizykę, a w środy ma, chyba, geografię.
Jessica trochę nas wymęczyła na tej rozgrzewce. Miałam nadzieję, że nie padnę po tej lekcji.
Wszedłem do klasy za Flag'ową, a wszystkie oczy powędrowały na mnie.
No pewnie, gapcie się! Jak wam gongi powystrzelam, od razu przestaniecie.
- Może zapytam? - usiadła na krześle.
Nie zdążyłem usiąść, a padło moje nazwisko.
- Kaulitz, zapraszam.
- Billa nie ma dziś w szkole. - stwierdziłem, grzebiąc w piórniku.
- Jakbym nie wiedziała. Zapraszam cię TOM do biurka. Z zeszytem. 
Niechętnie wyjąłem zeszyt od fizyki z plecaka i podszedłem do nauczycielki leniwym krokiem, rzucając jej ten zeszyt pod nos. Niech się nim wypcha. 
- Kultury, zachowuj się jak na twój wiek przystało. Dajesz zły przykład uczniom.
- Bo ze mną się nie zadziera. Robię to, żeby ich w tym uświadomić.
- Sugerujesz, że z tobą zadarłam?
- Nie to miałem na myśli.
- Bo fiu-bździu masz w głowie! Zajmij się nauką, a nie małolatą z drugiej klasy. Bo jak tak dalej pójdzie, posiedzisz tu do trzydziestego roku życia. Co wiesz na temat napięcia i  natężenia prądu burzy?
- No, W czasie burzy napięcie pomiędzy Ziemią a chmurą dochodzi do 100 000 000V. Prąd płynący w błyskawicy ma natężenie w szczycie około 10 000A a czasami i więcej.
Zwykła letnia burza wyzwala energię o mocy trzynastokrotnie większej niż energia bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę, której ładunek odpowiadał 20 000 ton trotylu - trójnitrotoluenu.
Spojrzała na mnie, a później rozejrzała się wokół siebie. Czy jej już do końca padło na mózg?
- Mam otwartą książkę?
- Nie, dlaczego? - spytałem zdziwiony.
- To niemożliwe, żebyś coś wiedział na temat mojego pytania. 
- Możliwe, jeśli się ma osobę, która otwiera mi drzwi do wolności. 
- Roxen jest za młoda, skąd ona mogła to wiedzieć?
- Jest inteligentna, wystarczy że przeczyta notatkę i wie, o co biega.
- Hmm, to w takim razie pole magnetyczne Ziemi. - wróciła do przeglądania mojego zeszytu. 
- Ziemia zachowuje się tak jak magnes. O właściwościach magnetycznych decyduje będące w ciągłym ruchu płynne jądro Ziemi składające się ze stopionego żelaza z niklem. Ziemia ma dwa bieguny magnetyczne, które nie pokrywają się z biegunami geograficznymi. Magnetyczny biegun południowy znajduje się w kanadyjskim rejonie Arktyki, około tysiąc sześćset km od bieguna geograficznego północnego, a magnetyczny biegun północny leży na Antarktydzie, na Ziemi Adeli, około 2400 km od bieguna geograficznego południowego. Bieguny magnetyczne zmieniają swoje położenie od piętnastu kilometrów do pięćdziesięciu kilometrów rocznie. Kierunki linii pola magnetycznego na równiku są równoległe do powierzchni Ziemi, na biegunach biegną pionowo, zaś w strefie pośredniej biegną pod kątem zależnym od szerokości geograficznej. Na niezbyt wielkiej przestrzeni pole magnetyczne Ziemi można traktować jako jednorodne.
Ponownie na mnie spojrzała. Rozejrzałem się po klasie, a ci znowu się lampili.
- Co? - wzruszyłem ramionami. 
- Zaskoczyłeś mnie, Kaulitz. Przyznam, że mnie zaskoczyłeś. Naturalnie, pozytywnie. 
Kącik moich ust delikatnie uniósł się w górę. 
- Jak powiesz mi, co to neutrina, dostaniesz piątkę z odpowiedzi.
- Neutrina to cząstki poruszające się niemal z prędkością światła w ogromnych ilościach przechodząc przez Ziemię. Masa neutrin jest około milion razy mniejsza od masy elektronu. Neutriny produkowane są w jądrach gwiazd, gdzie zachodzą reakcje termojądrowe, w górnych warstwach atmosfery, gdzie następuje rozpad cząstek w wyniku zderzenia z cząsteczkami atmosfery oraz wewnątrz Ziemi, gdzie zachodzą reakcje rozpadu beta.
- Piątka za odpowiedź i czwórka za zeszyt. Proszę go owinąć, podpisać i podkreślić tematy, poza tym masz nie uzupełnione zadanie domowe sprzed dwóch tygodni. 
- Dobrze, dziękuję. 
Tak to się robi! I nawet niewiele zajęła mi nauka, bo mówiła to Roxen. A ja pamiętam wszystko, co ona mi powie. 
Kiedy zadzwonił dzwonek, byłam zmachana. Kolka mnie złapała, i to cholernie mocna!
Kocham w-f, ale jakoś jak mamy siatkówkę i koszykówkę, nie jakieś testy sprawnościowe czy gimnastykę. Tego nie cierpię! Dostałam plusa za aktywność podczas rozgrzewki. Jess nawet na mnie nie spojrzała. Chyba jest zła. Zła za Toma, że jej go odbiłam. Ale w sumie, nigdy z nią nie gadałam, nie przepadam za nią, więc nie ma co się przejmować jej fochami. Jestem ciekawa, jak Dredziarzowi poszło na fizyce. Pewnie go pytała, boję się usłyszeć, co to za ocena.
Zauważyłam go przy sklepiku szkolnym (który znajduje się tuż przy sali gimnastycznej) uśmiechniętego od ucha do ucha. Nie, co on znowu wymyślił....? 
Podeszłam do niego.
- Co jej zrobiłeś? - spytałam, obserwując go podejrzliwie.
- Pytała mnie.
- Co dostałeś?
- Piątkę - uśmiechnął się - Dostanę za to misiaka? - rozłożył szeroko ramiona i zaśmiał się cicho. Odwzajemniłam śmiech i podeszłam, obejmując go w pasie.
- Gratulację. Widzę, że moja pomoc się przydała. 
- I to nawet nie wiesz, jak bardzo. 

niedziela, 11 października 2015

Osiem.

Rozdziały nie będą dodawane regularnie, więc przepraszam.
Przepraszam też za błędy, nie jestem geniuszem ortografii, za którego się uważałam.

Osiem.

Obudziłam się z lekkim kacem. Bliźniacy byli we mnie wtuleni, co mnie
bardzo rozbawiło. To przyjemne. Dotknęłam opuszką palca nos Toma. Drgnął lekko i zmarszczył go tak, że o mało się nie zaśmiałam. Powtórzyłam ruch. Chłopak otworzył oczy i westchnął.
- Chcesz znowu ponurkować? - spytał i ziewnął.
- Nie, dziękuję. - uśmiechnęłam się. - I co, dziś wyjeżdżamy? 
- Niby tak. - powiedział i zaczął strzelać z palców. - Znudziło mi się przyjeżdżanie tutaj.
- Kiedy zaczęliście? 
- Jakiś rok temu. Dowiedzieliśmy się od Georga, że jego wujek od strony babci ma córkę, która wyszła za mąż za zamożnego faceta i ten w prezencie podarował jej te działkę. Ona ją ogrodziła i w ogóle, chciała tu wybudować chyba.. 
- Schronisko. - wtrącił mu zaspany Bill. - Chciała tu zbudować schronisko.
- Dokładnie, takie dla bezdomnych. - kontynuował Dredziarz. - Nie mogliśmy pozwolić, żeby wypompowali tak dużo wody, więc "przywłaszczyliśmy" sobie tę działkę. Koleś o niej nie pamięta, a ona rzuca forsą na prawo i lewo, więc prędzej czy później to schronisko by zamknęła lub sprzedała.
- Nie obraźcie się, ale to trochę głupie. - stwierdziłam.
- Co? - zapytali równocześnie.
- Jeżdżenie tu co tydzień. Nie lepiej jechać raz w miesiącu, lub raz do roku na przykład na miesiąc? 
- Masz rację. Ale tak czy siak, już mi się tu nie podoba. Trzeba znaleźć coś innego.
- Pamiętaj, że w piątek jedziemy do rodziców. - zaśmiał się Bill - Mama się, lub nie, ucieszy. 
- Tom....?
- Hmm?
- Mogłabym.... Z wami...?
- Pewnie! - uśmiechnął się szeroko - I tak miałem zamiar ci się zapytać, czy byś nie chciała!
- Serio? - odwzajemniłam uśmiech - Miło..
- Bo to ja.. - zrobił komiczną minę.
Około godziny dwunastej byliśmy gotowi do wyruszenia.
Roxen była taka słodka, kiedy spała. Naprawdę. I mówię to JA, Tom Kaulitz we własnej osobie! Nawet zastanawiam się, czy nie założyć sobie profilu na Facebooku. Miałbym lekko ponad sto lajków pod zdjęciami, proste. Ej! To jest myśl! Ale mniejsza, nie teraz. W piątek, gdy pojedziemy do Berlina, zabiorę Roxen na kolację, w podziękowaniu za pomoc. Noo, w nauce. I może właśnie wtedy powiem jej, że.. Że mi się podoba? Dobre! No Kaulitz, widzę, że faktycznie jesteś dobry w te klocki. Ale musisz też je dobrze poukładać, żeby wyszło według instrukcji.. 

*

- No mówię ci, źle skręciłeś! - stwierdził Bill gapiąc się w mapę.
- Pizda, a nie źle skręciłem! 
- Nigdy nie słuchasz!
- Dupa!
- Tom! - wrzasnął Czarny
- CIĘŻARÓWKAAA! - rozdarła się Roxen a ja od razu skupiłem się na drodze.
Gdzie ona, ku*wa, widzi ciężarówkę?
- Gdzie? - spytałem spokojnie
- No, nareszcie jest spokój. - westchnęła wymieniając esemesy z Georgiem.
- Ei wpadłem na pomysł - pochwaliłem się.
- Co znowu? - Bill wywrócił oczami.
- Założę sobie fejsa. 
- Jakiś ty nowoczesny - prychnęła śmiechem Roxen. - Ale to nie jest taki zły pomysł.
- Widzisz? - uśmiechnąłem się - U mnie nie tylko piękne ciało ociekające seksapilem. Mózg też mam.
- Wielkości mysiego bobka. - warknął Bill. 
Pokazałem mu fuck'a i spojrzałem na drogę. Byliśmy już niedaleko domu. Bill nie miał racji, bo dobrze skręciłem. Jak inaczej wyjaśni to, że przed NASZYM domem stoi JEGO Audi? Hmm? Wróciła od lakiernika, więc nie będę musiał go znosić w swoim samochodzie. 
- No nareszcie, nie będziesz bezcześcić mi auta. - wytknąłem na niego język.
- Dzięki, chłopaki. To był świetny weekend. - uśmiechnęła się Roxen.
- Powiedz to - jęknąłem teatralnie.
- Ale co? - spytała zdziwiona.
- Było zajebiście.
- Nie powiem!
- Powiedz!
- Nie!
- Mów!
- Tom!
- No dobra...
Odstawiliśmy ją pod dom i wróciliśmy do swojego. Przez weekend zajmowali go G&G więc doszedłem do wniosku, że nie roz*ebali nam chaty. Nie pomyliłem się.
Było bardzo czysto, prawdopodobnie nawet nie odwiedzali naszych pokoi. Taa, używana była kuchnia, łazienka i salon. I dobrze! Fajnie mieć takich kumpli. 
Rzuciłem torby obok kanapy i opadłem na mebel bez sił. Byłem nie do życia. Nigdy wcześniej się tak nie czułem. Potrzebowałem snu. Cały czas kierować to nie jest fajna sprawa.
Razem z torbą weszłam do domu. Byłam wykończona, sen w samochodzie
tylko mnie zmęczył, zamiast dodać energii. Mama przywitała mnie serdecznym uśmiechem.
- Cześć, Słonko! Jak było?
- Niesamowicie. Mieliśmy straszną bekę.
- Piłaś?
- Herbatę? Owszem. - powiedziałam, patrząc na nią z zażenowaniem - Tom kupił mi piwo zero procentowe, wypiłam pół i zwymiotowałam. Oczywiście, zostałam wyśmiana.
Błagam, łyknij to! pomyślałam.
- Żałuję, że tego nie widziałam - wytknęła do mnie język i się uśmiechnęła. - Głodna?
- Nie.. Gdzie tata? 
- W Berlinie. Matko kochana, jak on przeżywał ten twój wyjazd.. Najpierw robił mi wykłady, bo ci pozwoliłam jechać, że mogą ci coś tam zrobić, zgwałcą cię, albo coś.. 
Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Bliźniaki i gwałty? Nie, to zupełnie niemożliwe. Morderstwa, kradzieże owszem, ale gwałty? Pfhhh! 
- Tak, Tom mnie zgwałcił i wrzucił do wody, a Bill mnie uratował i też mnie zgwałcił, wiesz?
Myślałam, że mama pęknie ze śmiechu. Wzięłam torbę i poszłam do swojego pokoju. Świeża pościel, umyte okna.. Poskładane, świeże pranie, ogarnięte biurko.. Idealnie!
Widocznie wydoroślałam z radyjka. Grubo się pomyliłam mówiąc, że nie przetrwam bez niego nocy. Trzeba dorosnąć.
Padłam na łóżko zmęczona. Piąta godzina, jutro szkoła. Pamiętam, że wszystko mam spakowane. Pomyślałam, że kiedy się wykąpię to będę mogła iść spać.
Wstałam niechętnie z łóżka i z szafki wyjęłam czystą, białą bieliznę. Z wieszaka zdjęłam swój szlafrok i udałam się do łazienki. Długa kąpiel w wannie dobrze mi zrobi.
Zamknęłam drzwi od łazienki na klucz i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Powoli zaczęłam się rozbierać. Telefon odłożyłam na zamkniętą deskę klozetową, jak zawsze. Zakręciłam wodę i wrzuciłam swoje ulubione, brzoskwiniowe sole kąpielowe. Poczekałam, aż woda zrobi się jasno pomarańczowa i po chwili już ogrzewałam się w pachnącej wodzie. Zamknęłam oczy i już chciałam się zanurzyć, kiedy mój telefon wydał z siebie pisk.
- Esemes? - pomyślałam zdziwiona.
Zaśmiałam się cicho. Tom jest wspaniały. Nie mogę przestać o nim myśleć. Kocham go, śmiało mogę to powiedzieć. Ale.. Czy na pewno Bill mówił prawdę? Sama nie wiem. 
Musiałem jej przypomnieć. Teraz pewnie leży w wannie i się odpręża,
ale ten esemes był koniecznością. W cale nie dlatego, że Bill zmuszał mnie, żebym go wysłał. Raczej dlatego, że straszył mnie, że każe mi stanąć przy oknie na ostatnim piętrze szkoły. W życiu! 
- Nie Geo! - warknąłem i kopnąłem go. - Nigdy ci go nie sprzedam!
- Ale Tom! Kupisz sobie nowy, nie odpowiada ci cena?
- Gówno, a nie cena! Mój samochód! Nigdy go nie sprzedam, choćbym miał żreć karaluchy z ulicy! Łapiesz? NIGDY!
- Tom, stać cię na lepsze auto. - wtrącił Gus.
- Gustav, kopnął się ktoś kiedyś w twarz? Nie wtrącaj się!
- Chłopaki, to nie ma sensu. Dopóki nie przeleci Roxen, auta nie sprzeda.
- Bill do jasnej dupy!
- Nie wiem, czy masz jasną dupę, bo nie patrzyłem.
- Ku*wa mać! 
Odwróciłem się na pięcie i wybiegłem z domu. Przysięgam, kiedyś ich pozabijam. No zatłukę! Puki co, muszę ochłonąć. Postanowiłem, że wybiorę się do Roxen. Skoro siedzi w łazience, będę mógł pogadać z jej mamą. A udobruchać sobie matkę swojej dziewczyny, to dopiero wyczyn. Chociać i tak już mnie pewnie polubiła, po tym, jak wniosłem Roxen do domu. Dobrze jest czasem przybrać maskę zabujanego nastolatka! 
Ej, co ja pie*dolę! Człowieku, ogarnij się. 
Nie no, ja potrzebuję naprawdę dobrego psychologa. Najlepiej rodzinnego. Może mi pomoże. 
Stanąłem pod domem młodej i wcisnąłem dzwonek. Po chwili otworzyła mi jej mama.
- O, Tom! Roxy się kąpie..
- Wiem, spokojnie. Mógłbym poczekać? Pilna sprawa.
- Pewnie, zapraszam - uśmiechnęła się i ustąpiła mi miejsca, żebym mógł wejść.
Wszedłem do kuchni i usiadłem przy stole. 
- Opowiadaj, jak było na biwaku? Co wrzuciliście Roxen do piwa, że zwymiotowała?
Y... Co? Jak.. Aaaaa..! 
- Nic, chyba pierwszy raz piła piwo. Procenty jej nie służą, 
- No i dobrze, niech nie nabiera w tym praktyki. A ogólnie nie sprawiała problemów?
- Nie, ona nigdy! Nie żałowaliśmy, że ją wzięliśmy. Właśnie, w następny weekend jedziemy do Berlina, odwiedzić rodziców. Mogłaby.. Z nami?
- Jeśli nie sprawiała problemów, a podobał jej się ten wyjazd, to dlaczego nie. - zaśmiała się
- Kocham panią, po prostu panią kocham!
- Oby nie dosłownie, bo to złamałoby jej serce... - kiedy wypowiedziała te słowa zrobiła wielkie oczy i umilkła.
- Słucham? - udałem, że nie słyszałem.
- Mówiłam, oby mój mąż kupił mi krem na ręce. Mam problemy z palcami.
O cię Florek, kobieta nie jest ze mną szczera. W sumie, trochę ją rozumiem, w końcu sekrety córki.. Zaraz, co?! Złamałoby jej serce.. Ja.. Ona.. Co?
Usłyszeliśmy, jak młoda wychodzi z łazienki. Trochę się zdziwiła na mój widok.
- Hej, dostałam esemesa. Tak, pamiętam. - przywitała mnie miłym uśmiechem. 
Kiedy przemknęła obok mnie, poczułem jej delikatny, brzoskwiniowy zapach. 
- Cieszę się - uniosłem kącik ust. - Twoja mama się zgodziła.
- To fajnie - rzuciła na nią okiem. - Przyszedłeś tu w konkretnym celu?
- Pogadać.
- Chodź.
Udaliśmy się do jej pokoju. Roxen należy do dziewczyn, które lubią mieć porządek, ale.. Tu nie było się do czego uczepić.
- O czym chciałeś pogadać? - usiadła na łóżku po turecku, robiąc miejsce dla mnie.
- O tobie. - opadłem obok niej.
- O mnie?
- Znaczy, o nas...
- Więc słucham - uniosła jedną brew. W jej oczach dostrzegłem błysk.
- Jakby to powiedzieć... - zacząłem - Ku*wa, robię to drugi raz w życiu, nie jest mi łatwo.. Bo.. Roxen... Jesteś wspaniała.
- Czyżby? - uśmiechnęła się.
- Najpiękniejsza dziewczyna, jaką spotkałem. Nie masz wad.
- Mówi to Tom Kaulitz, szkolny podrywacz.
- Nie, z tobą jest inaczej. Wiem, że coś do mnie czujesz, a za to ja szaleję na twoim punkcie.. Co ty na to, żeby spróbować....?
Spojrzałem na nią niepewnie. Patrzyła mi w oczy.
To już? Powiedział? Serio? Mogę umierać?
- Roxen? - dotknął mojej ręki - Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak! - uwiesiłam mu się na szyi. - Boże, nareszcie! 
- Rozumiem, że nie byłem sam..
- Podobasz mi się od samego początku, ale zawsze bałam się do ciebie podejść..
- Wiesz, że miałem tak samo? Tamte dziewczyny miały być na pokaz, każdej nocy inna.. Ale ty... Jesteś.. Niesamowita. Nie sztuczna, lecz naturalna.. 
- Nie obchodzą mnie botoks i drogie staniki koronkowe.
- Wiem, i za to cię kocham.

*

Leżeliśmy wtuleni w siebie. Długo rozmawialiśmy. Wyciszyłem telefon tuż po tym, jak 
ciągle dzwonił. Miałem jakieś dwadzieścia nieodebranych połączeń i dziesięć esemesów, ale co mi tam. Ona jest dużo ważniejsza. I nagle, wszystko się zmieniło. Poczułem nagłą chęć chronienia jej przed wszystkim. Poczułem się za nią... Odpowiedzialny.
Kiedy skapnąłem się, że jest grubo po północy, ona już spała. Postanowiłem, że nie będę jej budził, dlatego wyskoczyłem przez okno. Na szczęście ma parterowy domek i okno całkiem nisko.
Nie ma to jak biec nocą przed siebie i pilnować nóg, żeby się nie wy*ebać. Co gorsza, wrócić do domu i odrobić lekcje. A bez wujka Google się nie obejdzie, tym bardziej po wczorajszym wieczorze.

*

Okno z esemesem robione w Paincie XD Ale zrobiłam sama, więc mam nadzieję, że zaplusowałam, bo zabrał mi godzinę czasu. Myślę też, że rozdział się spodobał i czekałyście na ten moment <3 Pozdorka! 

sobota, 19 września 2015

Siedem.

Bardzo przepraszam, że siódemka tak późno. Nie miałam zbytnio czasu, aby ją dokończyć.
Siedem.
Tak więc, kiedy Tom postawił namiot a 
Bill rozłożył w nim śpiwory od razu się położyłam. Bliźniacy prosili mnie, żebym razem z nimi poczekała na resztę, ale nie miałam siły. Jak padłam tak już nie wstałam. Za to do jezdni narobili mnóstwo hałasu.
Najdziwniejsze było to, że kiedy obudziłam się rano było mi bardzo ciepło. Otworzyłam oczy i wszystko stało się jasne - Bill leżał we mnie wtulony i chyba było mu wygodnie. Nie powiem, mnie też, jednak wolałabym, żeby to był Tom. Właściwie, gdzie on jest? Delikatnie i po cichu wysunęłam się z objęcia Czarnego i rozpięłam suwak. Moją twarz otulił przyjemny wiaterek i dzienne światło. Na mostku zobaczyłam Toma siedzącego w kąpielówkach, a obok niego jakiś chłopak. Popijali piwo i o czymś rozmawiali. Wyszłam z namiotu i cicho zapięłam zamek. Uśmiechnęłam się patrząc na Toma i ruszyłam w jego stronę chwiejnym krokiem.
- Nic nie piłaś a wyglądasz, jak skacowana maturzystka. - rzucił Kaulitz widząc mnie wchodzącą na mostek.
- Skąd mam wiedzieć, czy czasem mi reds'a nie dolałeś do tamtej herbaty? - spytałam żartobliwie siadając obok niego.
- Zimno ci było, jak spałaś? - w jego głosie dało się usłyszeć troskę
- Nie, dzięki Billowi. Obejmował mnie chyba cały czas.
- Serio? Nie wiem, nie spałem jeszcze. - westchnął i upił łyk piwa. - Chcesz?
Spojrzałam się na szklaną butelkę i chwilę pomyślałam 
- Ile ma procentów? 
- Trzy - powiedział, obracając butelkę - Oj weź, jesteś pod namiotem. Nikt się nie dowie. 
- No dobra - szepnęłam i wzięłam solidnego łyka. 
- Witaj w naszym świecie. - uśmiechnął się obcy chłopak - Jestem Andreas. 
- Roxy - również się uśmiechnęłam.
- Nie martw się, nie tylko ty jesteś w ten weekend nowa. W tym granatowym namiocie śpi dziewczyna w twoim wieku. Jak ona ma na imię? - zwrócił się do Andreasa
- Anastasia. Aurora nie mogła ze mną przyjechać.
- Aurora to dziewczyna Andreasa. - wtrącił Tom, patrząc na mnie. - Andy, no weź. To już trzecie dzisiaj, a na wieczór musi coś zostać! 
Andreas jednym duszkiem dopił resztę procentów i odstawił butelkę na bok, po czym podniósł się i truchtem ruszył na koniec mostka, skacząc do wody.
- Ja tego ciecia ratować nie będę - prychnął żartobliwie Kaulitz.
- No tak, po pijaku do wody się nie wchodzi - przyznałam. - Właściwie, co będzie wieczorem?
- Ho, kochana, wieczorem to tu jest największa biba. Robimy ognisko, upijamy się jak niejeden, porządny żul, rzucamy się do wody, śpiewamy i tak dalej. 
- To fajnie, tylko... - nie skończyłam, bo przerwał mi wchodzący na mostek Bill.
Nie żałuję, że zabraliśmy Roxen ze sobą. Chyba jej się podoba wyjazd.
Bill mi ją kradnie, ale to nic. Ona będzie moja. Jestem pewien swoich uczuć, ale na razie jej o nich nie powiem. Poczekam do przyszłego weekendu. Wtedy, u rodziców... U mamy. Powiem jej, że ją kocham bardziej niż swoją rodzicielkę. Bo to prawda! Roxen jest śliczna, miła, jest.. Idealna. Po prostu. 
- Bill! - zaśmiałem się - Jak się spało?
- To piwo w nocy raczej nie było mi potrzebne. - podrapał się po głowie - A tobie, Roxy?
- Mi przyjemnie, zwłaszcza, kiedy byłeś we mnie wtulony. Było mi cieplutko. - zmarszczyła pieszczotliwie nos.
- Mnie też było ciepło. - uśmiechnął się Czarny. - Piłaś?
- Łyka - szepnęła, pokazując palcami maleńką miarkę.
- Czuć - prychnął żartobliwie i wyrwał mi butelkę z rąk, upijając łyka.
- Ej! Piwo jest w samochodzie, weź sobie swoje! - wyciągnąłem rękę za moimi plecami i pacnąłem Billa w głowę.
- Ała! - zaśmiał się i chciał mi oddać, ale Roxen przechyliła się w tył i mu na to nie pozwoliła.
- Pobijecie się później - uśmiechnęła się i spojrzała na pływającego Andreasa. - Co robimy? Trochę głodna jestem.
Uśmiechnąłem się patrząc w jej oczy i wstałem, kierując się do samochodu. Mieliśmy przygotowane bułki. Nawet nie potrzebna lodówka, muszę faktycznie wmontować ogrzewanie. Z foliówki wyjąłem trzy i zamknąłem drzwi, wracając do Billa i młodej.
- Masz - uśmiechnąłem się, podając jej śniadanie.
- Dzięki - odparła i ugryzła kawałek.
- Więc, może trochę popływamy? - zaproponował Bill.
- Ja chętnie. Jesteś trzeźwy, jakby co mnie wyłowisz. - odparłem i wstałem.
Troszkę się zaniepokoiłam, bo nie chciałam psuć chłopakom zabawy. Nie chciałam mówić im,
że nie umiem pływać. To chyba nie najlepszy moment, żeby rozwalić wyjazd... Myślę sobie, że mogę trochę później dać się wykazać Tomowi.. Nie wiem jeszcze, jak, ale to zrobię.
- Roxen? - wyrwał mnie głos Billa
- Hmm, co? - zamrugałam oczami i spojrzałam na Czarnego.
- Pytałem, czy idziesz z nami. - twarz Billa wykrzywiła się w zabawny grymas.
- Nie, na razie popatrzę na was. - uśmiechnęłam się blado.
- Jak chcesz. - rzucił Bill ściągając koszulkę. Rybaczki miał już ubrane. Pobiegł na koniec mostka i popychając Toma, wpadł razem z nim do wody. 
- Głupi jesteś. - stwierdził Tom, kiedy wynurzył się z wody.
Bliźniak tylko się zaśmiał i na plecach płynął na środek jeziora.
- Kretynie, pijany jestem, kto mnie uratuje, kiedy ty odpłyniesz?! - wrzasnął przez śmiech Dredziarz.
- Masz Roxy, nie panikuj! - odparł głośno, a ja zesztywniałam.
Przecież, do cholery, ja nie umiem pływać! Czy to jest ten moment, żeby mu to powiedzieć?
Moje rozmyślanie przerwała siadająca obok mnie dziewczyna. Była ode mnie odrobinę niższa. Miała długie blond włosy i brązowe oczy. Była śliczna.
- Hej - uśmiechnęłam się na powitanie.
- Hejka.. - powiedziała nieśmiało.
- Nie martw się, też jestem tu pierwszy raz.. Roxy.
- Anastasia.. - uniosła kącik ust. Wyglądała uroczo, do tego ukazał się jej dołeczek.
- Nie znasz bliźniaków? - spytałam niepewnie
- Nie, a ty pewnie też nie znasz Andreasa - zaśmiała się.
- No, nie. - uśmiechnęłam się.
Polubiłam ją. Rozmawiałyśmy tak, dopóki chłopcy nie wyszli z wody i Bill nie ochlapał nas wodą. Przemoknięta i zziębnięta wróciłam do namiotu. Bluza Toma nadawała się do wysuszenia, ale nie było jak. Na tym odludziu.. Nawet nie ma lampy świetlnej. Ale się wkopałam!
- Tom? - zaczęłam cicho - Powiedz mi, gdzie będziemy się kąpać? 
Na to pytanie Tom szeroko się uśmiechnął i poruszył zabawnie brwiami......?
- Misiu, przecież kiedy wyjdziesz z namiotu masz taką wielką wannę..- westchnął.
- COOO??? Ja się nie będę kąpać w jeziorze! Mamy dwudziesty pierwszy wiek, do cholery, nie piętnasty! 
- Co się tak spinasz..
- Na dworze jest zimno.
- Mówiłaś, że kiedy Bill cię objął w nocy, było ci ciepło. Może teraz też podziała?
- Bardzo śmieszne. - wytknęłam na niego język. - Mhh... Tom?
- Tak?
- Ty serio z tym jeziorem?
- No serio..
No sorry, ale mnie też się zbytnio nie podoba to, że mamy kąpać się
w jeziorze. Nie przeszkadza mi to, że wszyscy mogą mnie widzieć, bo mam się czym pochwalić, ale pokićkało nas z tym, żeby jeździć tam zimą! My faktycznie jesteśmy niepoważni! Dobra, Bill ma rację. Za tydzień jedziemy do mamy. Te dwa dni nam nie zaszkodzą, prawda? Chociaż, znając ją i tego jej fagasa Gordona wszystko jest możliwe. Nie znoszę gościa. Koniec, kropka! 
Gdy zbliżał się wieczór, zaczęliśmy przygotowywać się do ogniska. Andreas nazbierał drewna a Bill wyciągnął skrzynki z piwem. Podczas siedzenia na mostku uważniej przyjrzałem się dziewczynom. Obie śliczne, ale wiadomo - Roxen bardziej. Nie wiem, dlaczego ona mi się tak spodobała. Jest.. Wyjątkowa. Nawet Patricia taka nie była. 
Kiedy przyszedł czas na tę mini imprezę, ja i Andreas byliśmy już podpici. Roxen krzywo na mnie patrzyła bo bała się, że nie wytrzeźwieję do jutra. Co, ja nie wytrzeźwieję? 
Siedzieliśmy przy grzejącym ognisku, było tak przyjemnie. Anastasia oparła się o Billa, a mój brat ją objął. Przeszło mi nawet przez myśl, że on już coś do niej poczuł. Ale wątpię, znam swojego bliźniaka - od razu przyszedłby mi się pochwalić. 
Andreas leżał oparty głową o kamień i obserwował buchający ogień, a nasza towarzyszka usiadła sobie pomiędzy gołąbkami, a mną.
- Zimno ci? - spytałem ją cicho 
- Trochę.. - szepnęła.
- Chodź do mnie.
Odpiąłem swoją bluzę i kiedy usiadła bokiem na moich kolanach, objąłem ją i zapiąłem z powrotem. Jak dobrze jest nosić rozmiary XXL! 
- Od razu lepiej. - zaśmiała się.
- Tom, nie podrywaj! - burknął Andreas.
- A ty już nie pij więcej, bo ledwo leżysz. - warknąłem.
- A co, ku*wa, mam stać i się zataczać? 
- Jak wolisz, ale nie pij tyle. Nie zdążysz wytrzeźwieć, a pijanego nie puszczę cię za kierownicę. 
- I tak masz w dupie to, czy żyję, czy nie. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej i patrzył na mnie z pogardą.
- Masz rację, bo mówiąc te słowa miałem na myśli Anastasię.
- Wal się. 
Roxen cicho się zaśmiała i mocniej we mnie wtuliła. Dwie godziny później już siedziała na mostku, a Andreas był tak cholernie pijany, że naprawdę, ledwo leżał. 
- Andy, idź spać.. - namawiał go Bill.
- Sam idź spać, złamasie! Ja jestem trzeźwy! 
- Właśnie widzę! - warknęła Anastasia. 
- Ty się zamknij! Hej, Tom, patrz, co teraz zrobię!
Niestabilnym, chwiejnym truchtem ruszył w stronę mostka, na którego końcu siedziała Roxen. Pod tym mostkiem było jakieś sześć metrów głębokości.
- Andreas! Nie możesz pływać, utopisz się! - krzyknął Bill.
Ale on chyba nie miał zamiaru skakać.. Dobiegł do tej wyciszonej dziewczyny i z całej siły pchnął ją do wody. 
- Andy, idioto! - burknęliśmy równo z Billem.
Cisza.
Roxen nie wypływa z wody.
- Roxen? - spytałem, patrząc w miejsce, do którego spadła. - Roxen! 
- Tom, co się dzieje?! - wrzasnął Bill
- Roxen! - nie zwracałem uwagi na jego krzyki. Teraz ona była ważniejsza. - Cholera, idioto po*ebany! - pośpiesznie zdjąłem buty, bluzę, bluzkę i spodnie. W kąpielówkach wskoczyłem do wody. Stało się jasne, że skoro nic nie piła, to nie umie pływać.
Na całe szczęście szybko ją znalazłem i wyciągnąłem na brzeg. Zrobiłem jej sztuczne oddychanie i wróciła do żywych. Gdyby.. Zabiłbym go. Zabiłbym własnego przyjaciela. 
- Dlaczego nie powiedziałaś, że nie umiesz pływać? - spytałem, okrywając ją swoją bluzą. 
- Wstydziłam się.. 
- Roxen, mogłaś się utopić! Gdybyśmy byli pijani, byłoby po tobie! 
- Przepraszam, ja.. Nie myślałam, że to tak się skończy.
Chciałam się rozpłakać, ale nie mogłam. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego,
że Andy jest strasznie pijany i mogłam się domyślić, żeby nie wchodzić na ten pieprzony mostek. 
I ku mojemu zdziwieniu Tom strasznie mocno mnie przytulił. 
- Nie chcę cię stracić. Uważaj na siebie. - szepnął mi nad uchem.
No tak! Słowa Billa... Zachowanie Toma wobec mnie.. 
- Tom, ja cię strasznie przepraszam - powiedział Andreas siedzący obok "pary". - Nie chciałem jej nic zrobić.
- Wiem, Andy. Ale jesteś cholernie głupi. Mówiłem, nie pij dużo. 
- Sorry.
- Roxen.. Gdybyś mogła.. Nie mów o tym nikomu, okej? NIKOMU..
- Nie powiem, daję słowo.
Do wieczora zdążyłam wyschnąć, Tom nie odstępował mnie na krok. Najedliśmy się, dostałam trochę piwa.. Później chyba Tom odniósł mnie do namiotu. I znowu poczułam ciepło.. Albo to Bill po raz kolejny się do mnie przylepił, albo Tom. Nie miałam jednak siły, żeby otworzyć oczy. Zasnęłam w mgnieniu oka.

sobota, 15 sierpnia 2015

Zwiatun

Zwiastun tego bloga :D Co myślicie? Mnie się bardzo podoba. Polecam Zwiastunową Wyspę a zwłaszcza Lex May :)


Czekam na opinię :) Mnie osobiście bardzo się podoba. Normalnie z 15 razy już go oglądałam xD

piątek, 14 sierpnia 2015

Sześć.

O Boziu! Jesteście! 6 komentarzy! Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie to ucieszyło :)
Cieszę się, że jednak czytacie to słabe wypociny :/ 
Daję plamę, bo odcinki miały być dłuższe, a w cale nie są.

Sześć.
Tom ruszył, a ja wygodnie oparłam się o siedzenie. Było chłodno,
gdyż on faktycznie nie ma ogrzewania. Zastanawia mnie, kto zaspreyował Billowi samochód. Ale jest coś ważniejszego - Tom na mnie leci. Tom Kaulitz na mnie leci. Chociaż, Bill może robić sobie ze mnie jaja. Ale, co jak co, jemu raczej można ufać.. Nie dał mi jeszcze powodu, żeby było inaczej. Tak, Bill jest człowiekiem godnym zaufania. Zrobiło mi się cieplej dzięki bluzie Toma. W jego samochodzie jest czysto, czego nie mogę powiedzieć o aucie rodziców. Mnóstwo jakichś papierków, piasek na dywanikach i okruszki ciastek na fotelach. Okropne. 
Dziwne wydało mi się też to, że bliźniacy w ogóle się nie odzywali. Znowu coś kombinują? Myślałam, że przegadają całą drogę. A tu BUM - ani słowa. Zmrużyłam oczy. Skoro nic nie mówią, chyba mogę iść spać, prawda?  Zsunęłam się trochę i ułożyłam do spania. 
Przeraża mnie ta cisza ze strony Billa. Normalnie to nadaje i nadaje.
Bez przerwy. Najczęściej mówi o tym, że moglibyśmy w weekendy odwiedzać rodziców w Berlinie, a nad jezioro wybierać się maks dwa razy w miesiącu. Może faktycznie tak byłoby lepiej, ale jest mały problem - mama za mną nie przepada, a Billa uwielbia. Oboje nienawidzimy jej fagasa Gordona i tej małej bździągwy Karen. Karen to nasza młodsza, przyrodnia siostra. Jest zarozumiała i ciągle na nas donosiła, mimo że do bioder nam nawet nie dorastała. Trzynastolatka która uważa siebie za najpiękniejszą dziewczynę w Berlinie. Co? Najpiękniejszą? Ona chyba śni. Ma bardzo bujną wyobraźnię i to jest jej minus. Klasowa prymuska. Kochana córunia tatunia i mamuni. O nas prawie w cale nie pamiętają. Gordon to bogaty snob, który rzuci milionem euro i ma, co tylko chce. Uważa nas za kryminalistów, a co gorsza - dokładnie owinął sobie mamę wokół palca. A co my mieliśmy do gadania? Mieliśmy po sześć lat! Nie spytała nas o zdanie, czy chcemy zacząć od nowa. Po ślubie z Gordonem odcięła nas od taty. Kupę lat go nie widzieliśmy. Podobno Gordon załatwił mu zakaz zbliżania się do mamy i do nas. Już nie wspomnę o tych dniach, kiedy uważał, że mamy za mało dyscypliny i za każdą pyskówkę z moich ust skierowanych do mamy byłem bity. Billa tykał rzadziej, bo u Billa wszystko byłoby widać. W pierwsze święta po przeprowadzce do Hamburga pojechaliśmy do nich. Zjedliśmy kolację, a kiedy okazało się, że nie przywieźliśmy młodej prezentu, zaczęła odstawiać jakieś scenki."Tak bardzo was kocham, chciałam tylko jedną lalkę..". Więcej nie przyjechaliśmy. No do cholery, ona miała dziesięć lat! Jaka NORMALNA dziewczyna bawi się lalkami w wieku dziesięciu lat? Ja i Bill samochodziki Hot Wheels rzuciliśmy w kąt już w wieku ośmiu lat, bo zainteresowaliśmy się muzyką. Mama była z nas dumna, a Gordon powtarzał "Tracicie czas na tę muzykę. Zanim się obejrzycie, stracicie również dzieciństwo". Może i miał wtedy rację, ale gdybym rzucił wtedy grę na gitarze, zaimponował bym Roxen w kawiarni? Bo o ile się orientuję, spodobało jej się moje hobby. A imponować takiej igiełce, jak ona, to naprawdę jest sztuka.
- Bill? - spytałem cicho. - Coś ci jest?
- Chciałbym się zobaczyć z mamą. - westchnął.
- Obiecuję ci, że pojedziemy do nich w ferie. To tylko dwa miesiące, wytrzymaj. 
- Tak długo? Nie możemy sobie odpuścić jezioro w przyszłym tygodniu i zamiast marnowania nad nim czasu, pojedziemy do mamy? Trudno to zrobić? 
- Okej, ale skoro jedziemy na weekend, ja zabieram Roxen.
- I mama znów pomyśli, że to dzi*ka na jedną noc. - charakterystycznie uniósł jedną brew.
- Niech spróbuje nazwać ją dzi*ką w mojej lub jej obecności, a pożałuje, że się urodziła.
- Skończmy już ten spór, ta kobieta dała nam życie.
- A po jednej, głupiej sprawie, odstawiła nas na bok. - prychnąłem, zwalniając. - Korek? o ósmej wieczorem?!
Zgasiłem silnik i zapinając bluzę, wysiadłem z samochodu. Obejrzałem się, czy aby coś nie próbuje nas wyprzedzać. Nic nie jechało, więc ruszyłem przed siebie. Chwilę później kroku dotrzymał mi również Bill.
- Roxen śpi? - zapytałem cicho
Skinął mi głową. Zatrzymaliśmy się przy zbiorowisku. 
- Co się stało? - zwróciłem się do obcego mężczyzny
- Ten chłopak wpadł pod koła samochodu, który heblował tu, na drodze. 
- Żyje? - wtrącił Bill
- Reanimowali go, ale zmarł na miejscu.
Wstrząsnęło mną. Okropne, zginąć pod... Ouu.. Karma. I wszystko znów wraca. Spojrzałem na Billa, nasze spojrzenia się spotkały. Czuł to samo, co ja w tym momencie.
- Luz, Tom. Wracajmy do auta. - poklepał mnie po ramieniu.
Kiedy zorientowałam się, że stoimy, ocknęłam się. Przestraszyłam się,
kiedy zauważyłam, iż chłopaków nie ma w samochodzie. Rozejrzałam się gwałtownie. Uspokoiłam się, kiedy zobaczyłam ich kierujących się w stronę samochodu.
- Co się stało? - spytałam, kiedy wsiedli do środka.
- Chłopak został potrącony, musimy wszystkich ominąć i jechać dalej. - odparł Tom, zapinając pas.
- Biedny.. - szepnęłam, siadając normalnie. - Która godzina?
- Piętnaście po ósmej. - rzucił Bill, zerkając na wyświetlacz telefonu.
- Jesteśmy daleko od tego jeziora, czy blisko?
- Misiu, jeszcze kilka godzin drogi przed nami. - Dredziarz odwrócił się i spojrzał mi w oczy.
- Nie będzie problemu, jeśli włączę sobie muzykę w słuchawkach? - upewniłam się
- Nie, spoko. Miłej zabawy. - uśmiechnął się Czarny.
Również się uśmiechnęłam i włączyłam Samy'ego - "Poesie Album". Oparłam się wygodnie i spojrzałam przez okno. Ciemno, przydrożne lampy oświetlały nieznacznie drogę, ukazując prószący śnieg. No ja się pytam, dokąd my, do jasnej - ciasnej, jedziemy? Znów przymrużyłam oczy i zasnęłam. 
Jakieś trzy godziny później przejeżdżaliśmy koło jakiegoś zajazdu
otwartego dwadzieścia cztery godziny na dobę. Pomyślałem, że pewnie Bill i Roxen są głodni, więc skręciłem.
- Co ty robisz? - ciszę przerwał zdezorientowany, młodszy Kaulitz.
- Jedziemy na kolację po kolacji. - rzuciłem, wzruszając ramionami.
Zaparkowałem tuż przed wejściem i zgasiłem silnik. Obejrzałem się na młodą, znów spała. Wysiadłem z samochodu i podszedłem do jej drzwi, głośno je otwierając. Nie usłyszała, przez różowe słuchawki tkwiące w jej uszach. Pociągnąłem kabelek w dół, wyrywając je. Wzdrygnęła tylko, pośpiesznie mrugając oczami. Uśmiechnąłem się.
- No śpiochu, idziemy coś zjeść. - zaśmiałem się widząc, jak bardzo jest zamulona.
- No weź, spać mi się chce. - machnęła ręką i wtuliła się w wiszącą na niej grubą bluzę.
- Nie po dobroci, to siłą. - rzuciłem, odpinając jej pas.
Wziąłem ją na ręce. Wyglądałem, jak książę niosący Śpiącą Królewnę. Nogą zamknąłem drzwi i skierowałem się do wejścia baru. Roxen objęła mnie rękami i wtuliła się we mnie. Zimno jej.
Weszliśmy do pomieszczenia. Przy barze siedziało kilku zarośniętych, pijanych jak byk facetów. 
Przy stoliku pod oknem siedział starszy mężczyzna, pijący kawę i czytający gazetę. Nikt nie zwrócił na nas uwagi.
Poczułam, jak Tom kładzie mnie na czymś śliskim i drewnianym.
Kiedy otworzyłam oczy, leżałam na ławce. Była polakierowana. Usiadłam i przetarłam oczy. 
- Co chcesz? - usłyszałam ze strony Toma.
- Zupę pomidorową. - odparłam, nawet nie zaglądając do karty.
- Widzę, że czytamy sobie w myślach. 
W pewnym momencie do stolika podeszła kelnerka.
- Trzy zupy pomidorowe i trzy herbaty. - rzucił Bill.
Kobieta uśmiechnęła się i odeszła. Bliźniacy rozsiedli się wygodnie, rozglądając się po lokalu. Przypominał on karczmę, taką, jak w górach. Ale zdecydowanie, nie byliśmy w górach. Na okładce menu pisało "Zajazd Pod Kaczką Wita". Jestem w domu. Już wiem, że to nie karczma. 
("Jestem w domu"  oznacza, że już się wie, o co chodzi. "Jestem w domu" = "A, już wiem, o co chodzi")
Po pół godzinie dostaliśmy talerze gorącej zupy pomidorowej. Chłopcy jedli bez ceregieli, nie przejmowali się nawet tym, że zupa jest gorąca. W wyniku czego oni skończyli dużo wcześniej, niż ja. W końcu jednak się doczekali - ja również zjadłam. Po chwili kelnerka przyniosła nam herbatę. 
- Czemu się zgodziłaś? - spytał po chwili Tom.
- Po prostu, spytaliście, a ja się zgodziłam. - westchnęłam.
- Ale widzę, że nie jesteś przekonana. Jest zima. 
- To czemu pytaliście? - na to pytanie Tom spuścił wzrok. Speszyłam go. 
Bill tylko chrząknął i zajął się swoim napojem.
- Tom? Czemu pytaliście? - powtórzyłam, patrząc na Dredziarza z uwagą.
- Em, muszę do toalety. - rzucił Bill i wstał, kierując się do wspomnianego pomieszczenia.
- Po prostu. - wzruszył ramionami i upił łyka herbaty.
- Nie, Tom. Ja chcę wiedzieć. 
- Bo chciałem, żebyś się urwała od życia codziennego. 
- A co cię obchodzi moje życie codzienne? - chyba nie przemyślałam tego pytania.
- Roxen, jesteś moją przyjaciółką. Chciałem, żebyś się rozluźniła.
- Fajnie, dzięki - uśmiechnęłam się.
Chciałam, żeby pomyślał, że zrobiłam to celowo. Również się uśmiechnął. Gdy wrócił Bill zawołaliśmy kelnerkę i zapłaciliśmy, wychodząc z powrotem na dwór.
Zerknęłam na telefon - już po pierwszej. Kiedy Tom otworzył samochód wskoczyłam do niego i mimo tej grubej bluzy, zakryłam się kocem i zapięłam pas.
- Jeśli chcesz, odwieziemy cię do domu. - Tom spojrzał na mnie ze współczuciem w oczach.
- No co ty. Jesteśmy kawał drogi od domu, nie pozwolę ci się teraz cofać. Poza tym, chciałam jechać. Jestem tu z własnej woli, nikt mnie do tego wyjazdu nie zmuszał. Przestań. - uśmiechnęłam się.
Kącik ust Toma uniósł się lekko w górę, a sam Kaulitz odpalił auto i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Tym razem już ich nie olewałam. W ciągu godziny naśmialiśmy się tyle, ile w całym życiu nie mogłam. Dowiedziałam się, że Bill kocha filmy z serii "Szybcy i Wściekli" a Tom popiera jego zdanie. Z kolei starszy Kaulitz zrobił sobie dredy w wieku trzynastu lat.
- Dlaczego ubierasz się jak chłopak? - spytał Tom.
- Bo wasze ubrania są wygodniejsze od damskich. Nie muszę martwić się, czy widać mój dekolt. Poza tym, fajniej wyglądam. 
- Z tymi wygodniejszymi się nie zgodzę. - wtrącił Bill - Mi wygodnie jest w obcisłych ubraniach.
- I dlatego każdy chłopak, którego poznajesz, pyta cię o twoją orientację. - parsknął Dredziarz, a jego brat szturchnął go łokciem.
Miałam z nich niezły ubaw. Kiedy Tom zaparkował zrozumiałam, że jesteśmy na miejscu. 
- Powiedzcie, że jest tu domek letniskowy.
- Chyba cię coś boli - burknął Tom - Śpimy w namiotach - uśmiechnął się.
Namioty? Oni naprawdę są powaleni. Spać w namiotach w środku zimy. Nie poinformowali mnie o tym, kiedy się pakowałam! Ale w sumie, ja sama mogłam się domyślić, że jest zima. Mogłam się nie zgadzać na ten wyjazd, ale odmówić Kaulitzom to jak zachorować przed upragnionym koncertem.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Pięć

Nie jest dobrze, panienki :( Nie widzę aktywności :o

Pięć
                                                                              - Pieprzysz od rzeczy - machnąłem ręką
- Tom, naprawdę jesteś taki głupi? - Bill aż otworzył szerzej oczy - Słyszałem, że wczoraj chciała ci coś powiedzieć, zanim G dwa weszli na chatę. Nie naburmuszyła się, kiedy nazwałeś ją Skarbem. Ślepy jesteś czy ki czort?!
- Majaczyła, była zmęczona twoim ciągłym gadaniem.
- Cymbał - prychnął Bill i wysiadł z samochodu - A ja ci mówię, że kiedy jej powiesz o swoich uczuciach, ona też to zrobi.
- Tak, jasne - zaśmiałem się - "Wiesz, Roxen, kocham cię. Bardzo cię kocham". "Oh, Tom, ja ciebie też, ucieknijmy stąd i zamieszkajmy na Majorce, miejmy trójkę dzieci i bądźmy szczęśliwi" - prychnąłem
- Kretyn. - warknął Czarny, wchodząc do domu.
Boże, czy ten dzień musi się tak dłużyć? Dochodzi czwarta,
a ja chętnie już bym wyjeżdżała. Usłyszałam, że tata wchodzi do domu, więc wyszłam z pokoju.
- Hej tato! - przywitałam się z nim - Nie masz problemu, że jadę na weekend nad jezioro, co?
- Z kim? Sama na pewno nie, nie umiesz pływać. - zdjął kurtkę i powiesił ją na stojaku.
- No chyba cię coś boli - prychnęłam - Chyba nie będziemy się kąpać, zima się zaczyna...
Czekaj, Bill pisał w sms'ie, żebym ubrała strój, wzięła ręcznik.. Oni liczą na to, że ja wejdę do wody?!
- Możesz jechać, jeśli będzie ktoś pełnoletni. 
- Będą nawet dwie pełnoletnie osoby. Dziękuję. - uśmiechnęłam się i wróciłam do pokoju.
Wybrałam numer, z którym pisałam dwie godziny temu. Jest sygnał!
- Ym, cześć Bill - zaczęłam - Chciałam cię o coś spytać..
- No?
- Chyba nie będziemy się kąpać, co?
- Nie umiesz się bawić, Roxy? Po to jedziemy nad jezioro!
- Bill, jest początek zimy do cholery! 
- Jak nie chcesz, nie musisz się kąpać. Ja i reszta nie omieszkamy nie popływać.
- Jesteście morsami?
- Roxy, mogłoby być minus pięćdziesiąt stopni, my musimy trochę popływać.
- Dobra, jak chcecie. Podjedziecie po mnie czy mam przyjść?
- Jeśli chcesz się załapać na kolację przed wyjazdem, możesz przyjść. 
- Już idę - zaśmiałam się - O której ta kolacja?
- Za półtorej godziny - zaśmiał się
- Debil - również się zaśmiałam i się rozłączyłam.
Schowałam telefon w kieszeń, wzięłam spakowaną torbę i wysunęłam się z pokoju.
- Idę do bliźniaków! - krzyknęłam, ubierając kurtkę.
- Przyjdziesz jeszcze? - spytała mama
- Nie, poczekam u nich za kolacją i zjem z nimi, od razu po kolacji jedziemy..
- Masz tu pieniądze, gdyby toalety były płatne. Nie siadaj na deski! Myj ręce po każdym wyjściu z toalety. Jedz dużo! Zadzwoń, jak dojedziecie. - jej kazania wydawały się nie mieć końca.
- Mamo, ja nie mam dwunastu lat. Pa! - wrzasnęłam i wyszłam z domu, kierując się do Kaulitzów.
Zimno! Gdzie oni chcą jechać nad to jezioro, do Afryki? Chyba kpią.. Nie pojechałabym, jeśli Tom by nie jechał. A dwa dni spędzone z Tomem, bez Gabi i Marty, bez nauczycieli.. To coś pięknego. Po prostu.
Stanęłam przed drzwiami i roztarłam zmarznięte dłonie, naciskając na dzwonek. Po około dwóch minutach otworzył mi nieznajomy chłopak o długich, kasztanowych włosach.
- O, hej Roxy! Wchodź! - uśmiechnął się i wziął moją torbę.
- Hej wszystkim! - uśmiechnęłam się, patrząc na trzech pozostałych chłopaków czających się w kuchni.
- Roxen! - zaśmiał się Tom - Przyszłaś.
- Nie, przy czołgałam się. Jasne, że przyszłam - po tych słowach wszyscy wybuchli śmiechem. - Poza tym, jestem Roxy, nie Roxen.
- Wolę ci mówić Roxen. - prychnął Tom
- Ale to denerwujące! - splotłam ręce na piersi
- Masz pecha! - wytknął na mnie język i znów się uśmiechnął.
Podszedł do mnie uśmiechnięty Bill i nachylił mi się do ucha, po czym szepnął:
- Pełne imię Toma to Tomas. Nienawidzi, kiedy babcia mówiła na niego Tomas! - cicho się zaśmiał i zasłonił usta dłonią, odwracając się od brata i chichrając.
- Hej, Tomas! Co na kolację? - dogryzłam mu, patrząc na niego perfidnie.
Wyprostował się od gazówki i wziął głęboki wdech. Wkurzyłam go. BINGO!
Zabiję gnoja, no zabiję. Tylko on wiedział, że nie cierpię, gdy ktoś
nazywa mnie Tomas. Zemszczę się. Jak dojedziemy, w ubraniach wywalę go do wody. Taki prezencik od braciszka.
Odwróciłem się z uśmiechem.
- A więc to tak? - rzuciłem się na nią, a ona zaczęła uciekać.
- Nie, odwal się! - wybuchnęła śmiechem, wdrapując się na schody.
Tak się śmiała, że ledwo po nich stąpała.
- No, Roxen! Co jest!
Ja również się śmiałem, pozostali mieli pewnie z nas ubaw. W pewnym momencie popełniłem błąd - pociągnąłem ją za koszulkę. Dziewczyna przychyliła się do tyłu i straciła równowagę. W ostatniej chwili ją złapałem.
- Wszystko okej? - spytałem cicho, patrząc w jej oczy.
- Tak, w jak najlepszym.. - szepnęła, nie odrywając ode mnie wzroku.
Lekko się pochyliłem, przymknąłem oczy. Ona zrobiła to samo. Już miałem ją pocałować, kiedy z kuchni dobiegł głos Billa.
- Tomas! Roxen! Kolacja gotowa!
No przysięgam, że go kiedyś rozszarpię.
Postawiłem Roxen na schodach i powoli z nich zszedłem. Skierowałem się do kuchni.
- Co to było, Tom? - spytał Georg - Szybki seksik?
- Morda Geo - zaśmiałem się.
Widocznie młodą też to rozbawiło, bo się zaśmiała.
Czy on.. Mnie? Prawie.. Było tak blisko.. Chciał? Naprawdę?
Czy Tom Kaulitz, lat osiemnaście, chciał mnie pocałować? Mnie? Małe gówno, z małymi cyckami, brzydką piętnastolatkę? Serio?
- Poszli na anal - stwierdził Bill.
- Ty też? Zamknij jadaczkę i nakładaj. - warknął Tom i usiadł przy stole.
Po około godzinie byliśmy najedzeni. Bliźniacy poszli na górę po torby, a ja zostałam z tymi dwoma sama w kuchni.
- A więc, ty jesteś Roxen, tak? - spytał ten niższy, grubszy. - Jestem Gustav.
- Widzę, że wiele się o mnie opowiada w tym domu. - uśmiechnęłam się.
- Tom miał rację, jesteś śliczna. Jestem Georg. - ten w długich włosach również się uśmiechnął.
- Że co? - chyba się przesłyszałam - Co Tom powiedział o mnie?
- Że jesteś śliczna. - wzruszył ramionami. - Ale nie wiesz ode mnie.
- Jasne, spoko. - zachichotałam.
Naprawdę Tom powiedział, że jestem ładna? To chyba drugi raz.. Tak, wtedy, kiedy się z nim zderzyłam na korytarzu, też powiedział, że jestem ładna. Ale, dlaczego?
- Ruszać dupy i jedziemy! - krzyknął uśmiechnięty Tom zbiegając po schodach.
- Masz koc, Roxy? Tom nie ma ogrzewania.. - szepnął do mnie Bill
- Mam bluzę..
- Tom, czekaj, skoczę po koc! - wrzasnął Czarny i wbiegł na górę
- A po ch*j ci koc! - zaśmiał się Dredziarz.
- Bądź gentelmenem, jak Bill. Ten koc ma być dla Roxy - zwrócił mu uwagę Georg.
Ten tylko na mnie spojrzał i uniósł brwi.
- Jestem! - Bill skoczył na podłogę i podał mi koc.
- Będę pilnował tego domu, jak własnego. Obiecuję. - uśmiechnął się Geo
Bliźniacy tylko przytaknęli i wsiedli do samochodu. Ja odwróciłam się w stronę szatyna i uśmiechnęłam się na pożegnanie, robiąc to samo.
Zastanawiam się, dlaczego się zgodziła. Skoro wypytywała Billa,
czy naprawdę mamy zamiar się kąpać, mogła nie jechać, prawda? Ale skoro jedzie, mam szansę wrzucić ją do wody. Tak, właśnie tak! Wrzucę ją do wody! Albo nie, bo się rozzłości i gówno będzie, nie randka. Pomyślmy, wszystko jest? Gitara.. Jest. Ubrania, buty, czapki, szczoteczka i pasta do zębów, ręczniki.. Są. No, luz. To jedziemy.
W ogóle jestem ciekaw, czy będzie spała, czy będzie z nami nawijać. Ale w sumie, do jadaczkowatych panienek nie należy, kolejny plus. 
Dobra, plan jest taki - Ona zostanie w samochodzie, kiedy ja i Bill będziemy rozkładać namiot. Później, skoro należy do zmarzluchów, Owinę ją w swoje bluzy. Rozpalę jej nawet ognisko przed nosem, byle było jej ciepło. Mi tam na lajcie, zawsze ciepło. Bill jest trochę dziwny, bo za każdym razem, gdy wchodzi do wody i z niej wychodzi, mówi "Już więcej nie włażę do wody w zimę". A i tak do niej wchodzi. No fuck logic! Ale to Bill, widać, że mój brat. Właśnie.. Mój brat. Zawsze nierozłączni, zawsze razem. We dwoje przez świat, dwaj supermeni. Nic nas nie rozdzieli. Już nigdy, przenigdy. Nawet żadna dziewczyna. Nawet Roxen.
Boże, czy ja się serio tak wkitrałem w ten niedoszły związek? Ja jej się nawet nie podobam! No błagam! Już sam fakt, że właśnie gadam w myślach sam do siebie mnie przeraża. Halo? Ktoś tu jest? Halo! Pusto! 
Powieki jakoś same mi się przymknęły. Tom włączył radio,
które cicho grało piosenkę P!nk. Powoli zasypiałam.
Jakoś o wpół do dziewiątej zostałam obudzona przez Toma. Poinformował mnie, że jest postój na toaletę i na ewentualne zakupy. Poszłam do łazienki i szybciutko załatwiłam sprawę. Wróciłam do samochodu, w którym siedział Bill.
- Powiem ci coś, bo mam tego dosyć - rzucił cicho. Uniosłam jedną brew.
- Co takiego? - spytałam zdziwiona.
- Ale nic nie wiesz, okej? - kiwnęłam głową - Tom na ciebie leci.
To jakieś jaja?! Tom Kaulitz z Hamburga na mnie leci?! O choroba wenecka religijna!
- Polewasz ze mnie - zmarszczyłam nos.
Czarny tylko spojrzał poważnie w moje oczy i nawet nie mrugnął - mówił prawdę.
Kiedy ktoś patrzy szczerze w twoje oczy i nie mruga, to jest szczery. Nie ma ani grama żartu w wypowiedzianych przez niego słowach. 
Po chwili w samochodzie pojawił się też Tom.
- To co, jedziemy dalej?
Pokiwałam tylko głową, uśmiechnięta od ucha - do ucha.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Cztery.

                 Wszystko dobrze się układało w tych całych korkach, dopóki bliźniacy nie zaczęli się kłócić. To była katastrofa!
- Głąbie, symbioza to nie jest roślina! - krzyknął Bill, stojąc twarzą w twarz ze swoim bratem.
- A ja ci mówię, że jest! Nie spieraj się ze starszym!
- Idioto, 10 minut to żadna różnica! Symbioza to nie jest roślina, downie! - Tom zrobił krok w stronę Billa.
Siedziałam przerażona na kanapie, z książką na nogach i ich obserwowałam. Czekałam na odpowiedni moment.
- Jasne! Jestem starszy, dziewczyny do mnie lgną, jestem przystojniejszy i mam lepsze auto! - wrzasnął Tom, wytykając bratu język.
- Tak, tobie przytrafiła się uroda, mnie rozum. Roxy, co to jest symbioza?
Już się uśmiechnęłam i chciałam odezwać, ale Tom mi wtrącił.
- Nie zmieniaj tematu! Sami do tego dojdziemy!
Coś tam dalej sobie krzyczeli, a ja próbowałam interweniować, ale się nie dało. Wstałam, podeszłam do nich, a oni pewnie nawet tego nie zauważyli.
- CHŁOPAKI!!! - krzyknęłam tak głośno, jak tylko mogłam.
Zamknęli się i spojrzeli na mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Symbioza to zjawisko ścisłego współżycia przynajmniej dwóch organizmów. - odparłam, splatając ręce na piersi.
Chłopcy zerknęli na siebie i wyraźnie się zarumienili. Po chwili jednak Tom przerwał tę zabawną ciszę.
- Czyli seks. - wzruszył ramionami.
- Tom! - jęknął Bill, wywracając oczami
- No co? Taka prawda, symbioza to seks innych organizmów.
O mało nie wybuchnęłam śmiechem. Doskonale wiedziałam, że starszy Kaulitz nie myśli o niczym innym, ale palnąć takie coś w obecności dziewczyny, to po prostu nie wchodziło w grę. Jednak w tym domu wszystko jest możliwe.
- Już? Skończyliście? - spytałam, zamykając książkę - Jestem głodna.
- Zaraz nasmażymy frytek, zjesz z nami.
- Frytki? Tom, jest dwudziesta druga godzina. - uśmiechnęłam się
- Bill robił spaghetti o drugiej w nocy, w zeszłym tygodniu. - westchnął i wszedł do kuchni.
Głośno się zaśmiałam, patrząc Billowi w oczy. Czarny tylko się zarumienił i szybkim krokiem poszedł na górę.
Weszłam do kuchni opierając się o blat. Uważnie obserwowałam "robotę" Dredziarza.
- Co tak patrzysz? - spytał w końcu, z uśmiechem na twarzy - Pierwszy raz widzisz, jak ktoś robi frytki?
- Nie - zaśmiałam się
- Patrzysz się jak łysy na grzebień. - mruknął żartobliwie - Rodzice nie dzwonią? Wiedzą, że jesteś u mnie?
- Mój tata zostaje dziś dłużej w pracy, mama wie, że i ja mogę wrócić później. - odparłam, oblizując wargę.
- No i prawilnie - pokazał mi kciuka w górę i wrócił do swojego zajęcia.
W kuchni pojawił się Bill z jakimś pudełkiem.
- Roxy chodź ze mną na chwilę do salonu, okej? - pokazał mi ruchem głowy salon i ruszył w jego stronę.
Dołączyłam do Czarnego i usiadłam obok niego na kanapie. Chłopak otworzył pudełko i moim oczom ukazały się różne błyskotki, biżuteria i tak dalej.
- Skąd to masz? - spytałam z zainteresowaniem
- Ukradłem - prychnął żartobliwie - Przez wiele lat mojego stylu trochę się tego uzbierało, a chcę kupić coś nowego, a czegoś starego się pozbyć. Pomyślałem, że będziesz zainteresowana.
Uśmiechnęłam się.
- To miłe - rzekłam cicho
- Wybierz sobie, co chcesz. Tu są te rzeczy, których chciałem się pozbyć, a wszystkiego ci przecież nie wcisnę. Chyba, że chcesz.
- Nie, co ty! Nie będę żebrać o biżuterię! - zaśmiałam się.
Po dokładnym przeanalizowaniu każdego pierścionka czy kolczyków wybrałam dwie pary ślicznych, złotych i czarnych kolczyków i trzy, śliczne pierścienie osadzane diamencikami.
- Tylko uważaj, bo to prawdziwe brylanty - rzucił po chwili, nie patrząc na mnie - Nie zgub ich.
- Pra.. Prawdziwe? - moje oczy przypominały teraz opony od rowera - Bill, nie mogę tego przyjąć.
- Ale dlaczego? To tylko pierścionki.
- Bill, to są brylantowe pierścionki, nie mogę. - odłożyłam je do pudełka.
Bill głęboko westchnął, i naprawdę cichym szeptem policzył do dziesięciu. Chyba się zdenerwował.
- Jesteś nienormalna. Bierz je.
Objął mnie ręką i dłoń przyłożył do ust, ciągnąc mnie do tyłu. Oboje się śmialiśmy, a ja nie mogłam zdjąć z ust jego dłoni. Polizanie go nic by nie dało, miał rękawiczkę na ręce. Na szczęście moim wybawcą został Tom, wnoszący do pokoju dwie miseczki po brzegi zapełnione frytkami.
- Kretyni. - pokręcił głową i szeroko się uśmiechnął.
Wrócił do kuchni, by po chwili znów tu przyjść i przynieść jeszcze jedną miskę z frytkami, dla siebie.
Zalali boki miseczek keczupem i zaczęli się delektować, włączając telewizor. Leciał jakiś horror.
                 Spojrzałem ukradkiem na Roxen i lekko się uśmiechnąłem. Kumpel Marty powiedział mi,
że ona panicznie boi się horrorów.
Odłożyłam pustą miseczkę na stolik i podszedłem do Roxen, siadając z jej drugiej strony. Objąłem ją i puknąłem palcem Billa dając mu do zrozumienia, żeby sobie poszedł. Uśmiechnął się, kiwnął lekko głową i wstał, wracając do pokoju.
Młoda lekko się we mnie wtuliła i położyła dłoń na mojej piersi. Po chwili wbiła mi palce w koszulkę, mocno ją marszcząc. Przestraszyła się.
- Co jest? - spytałem cicho
- Wyłącz to, proszę. - szepnęła masując pogniecione miejsce
- Boisz się? - objąłem ją drugą ręką
- Nie lubię horrorów. Obciach, co nie?
Cicho prychnąłem. To normalne, że dziewczyna boi się horrorów. Ale to Roxen, ona zawsze będzie idealna.
- Nie. - schyliłem lekko głowę, spoglądając w jej oczy.
- Tom? Chciałam z tobą szczerze, bardzo szczerze porozmawiać.. - ona też spojrzała w moje oczy.
- Słucham cię, skarbie.
Już miała się odezwać, kiedy do domu weszli Georg i Gustav. Młoda wyraźnie się przestraszyła, gwałtownie się ode mnie odsuwając. Cholera jego mać! Nie w tym momencie!
- Cześć Tom! Bill już chrapie? - rzucił na wstępie Geo i usiadł na fotelu obok.
Spojrzałem na niego oczami rządnymi mordu. Chyba nie załapał, o co chodzi. Gustav usiadł obok mnie, lekko się uśmiechając i poruszając zabawnie brwiami.
- Tom, odwieziesz mnie? - spytała zaspanym tonem dziewczyna.
Od razu się zerwałem i chwyciłem kluczyki z komody. Jak wróciłem coś do niej mówiłem, ale Roxen już nie kontaktowała. Zasnęła.
                          Poczułam delikatny wiaterek muskający moją twarz. Czułam, że latam, choć to było
niemożliwe. Coś nie grało. Kiedy już bardziej się wybudziłam poczułam, jak ktoś kładzie mnie na siedzeniu w samochodzie. 
- Tom mnie odwozi - moja pierwsza myśl.
Nie chciałam psuć tej pięknej chwili więc postanowiłam, że nie otworzę oczu i niemal od razu wróciłam do krainy snów. 

---

Obudziłam się u siebie, w swoim łóżku, tyle że w ubraniach. Nie związałam włosów, będę mieć poplątane końcówki.
Co się w ogóle wczoraj stało? Nie pamiętam nic, co działo się po tym, jak siedziałam wtulona w Toma. Pusta luka. Dziś sobota, jest luz. Czekaj, sobota? Tom mówił, że w piątki wyjeżdżają na ten odpoczynek.. Zaraz... Dzisiaj jest piątek!
- Która godzina?! - spytałam sama siebie, zrywając się z łóżka.
Cholera, zaspałam do szkoły! Już nigdy więcej żadnych korków w środku tygodnia!
Skoro już zaspałam, to postanowiłam, że położę się z powrotem do łóżka. Czułam się jakby ktoś na mnie wisiał, nie miałam siły nawet leżeć. To okropne. 

---

Wszystko mnie dziś irytowało. Nie wiem, może zbliża mi się okres, ale kompletnie nic mi dziś nie pasowało. Od rana nie wychodzę z pokoju, a hałas dochodzący z kuchni mnie denerwuje. Nie rozmawiałam jeszcze z mamą, w sprawie wczorajszego wieczora. A chyba powinnam, nie? 
- Mamo? - krzyknęłam, wychodząc z pokoju - Jak ja się znalazłam w łóżku?
- O, hej skarbie! - uśmiechnęła się - Tom to naprawdę miły chłopak. Przywiózł cię, wziął na ręce i sam wniósł do domu. Ja tylko otwarłam drzwi od domu i pokazałam mu, gdzie jest twój pokój. Silny z niego chłopak. 
- Jak to "wniósł do domu"? Pozwoliłaś mu wejść?
- A czemu nie? Przystojny, miły, pomocny i do tego silny. I jak się orientuję, to on ci się podoba, tak?
- No tak.. - zarumieniłam się - Bill i Tom kompletnie nie nadają się do współpracy. Na początku wszystko było okej. historia i matma poszły nieźle. Ale biologia to kompletna porażka! Tom myślał, że symbioza to roślina, i o to pokłócił się z Billem. Nawet nie wiesz, jak na nich patrzyłam. Kłócili się o to, czy symbioza to roślina, czy coś innego. Normalnie śmiać mi się chciało!
- Nareszcie znalazłaś kogoś w swoim rodzaju. - przyznała mi mama - Widać, że kiedy tylko o nim mówisz lub masz coś z nim zrobić, po prostu cię nosi. To właśnie jest miłość. 
- Szkoda, że nieszczęśliwa. - szepnęłam i wróciłam do pokoju z jabłkiem w ręku.
Skoro mam dzień wolny, to chyba mogę poszperać w necie, co? Na pewno będzie coś pisać o sprawie Kaulitzów... Bo musieli mieć rozprawę, skoro dwa lata spędzili w poprawczaku, co nie?
Co my tu mamy... " Ciężarna kobieta potrącona przez nieletniego, pijanego nastolatka.. ", "Kobieta przeżyła, jednak straciła dziecko", "Pijany nastolatek spowodował wypadek samochodowy. Kierowca busa nie żyje!"... O Boże! Bill zabił człowieka! W sumie, to oboje, bo jeszcze to dziecko.. No nie ważne. Zamknęłam tą stronę. To było przecież dawno temu, chłopcy zapłacili już karę. Nawet nadal ją płacą. 
Usłyszałam brzdęk mojego telefonu. Kto i czego znowu chce? Nieznany numer.. Otworzyłam sms.
" Cześć, tu Bill. Tom się pyta, z resztą ja też, czy nie chciałabyś jechać z nami dzisiaj nad jezioro. Wyjeżdżamy po siódmej, wracamy w niedzielę po piętnastej. Co ty na to? " 
Zgodzić się? Czy nie zgodzić? Co zabrać? Mówić ojcu? Cholera!
" Cześć Bill, pewnie. Spytam tylko mamę i spakuję potrzebne rzeczy, Właściwie, co ja mam zabrać? ;o "
Rzuciłam telefon na biurko i czekałam za odpowiedzią Czarnego. Po pięciu minutach ją dostałam.
" No wiesz, pfffh... Ręcznik na pewno, strój możesz mieć na sobie. Bieliznę, koc, jakąś poduszkę.. Ciepłą bluzę, długie spodnie, spodenki.. Poza tym, dziś mieliśmy kartkówkę z biologii.. Dzięki Tobie oboje zgarnęliśmy czwórki! Dzięki wielkie! :D "
Kiedy tylko to przeczytałam uśmiechnęłam się. Może jednak nie są takimi tumanami, co? Będą z nich ludzie.
A tymczasem, zaczęłam się pakować. W kalendarzyku sprawdziłam termin okresu. Uff, mam jeszcze tydzień, więc luz. Spakowałam wszystko, o czym mówił Bill. Wybiegłam z pokoju informując mamę o moim dzisiejszym wyjeździe.
- Co? Ale jak to, na trzy dni?! Kto jeszcze będzie? Mogę mu zaufać?
- Oj no... Będzie Bill, będzie Tom, ktoś tam jeszcze... Wiem, że każdy ma partnera lub partnerkę. Wyjeżdżamy dzisiaj, wracamy w niedzielę.. Nad jezioro. Przestań! Opowiem ci, co robiliśmy, jak już wrócę, bo z góry wszystko opowiadać, to naprawdę nic łatwego! 
- No okej, możesz jechać. Mam nadzieję, że mogę ci ufać.
- A zawiodłam cię kiedyś? - prychnęłam
- No nie... Okej, możesz jechać. Weź spakuj sobie jedzenie i trzy butelki wody mineralnej. Żadnego piwa! 
- Przestań! Nie będę się zatruwać tym gównem!
         Nie wiem, czy to był dobry pomysł.. Roxen na pewno się nie zgodzi na ten wyjazd.. No ludzie, 
 znamy się od dwóch tygodni. Ale to nie był mój pomysł, tylko Billa! Oczywiście ten kretyn powiedział młodej, że ja chciałbym ją zabrać.. Powalony cymbał.
- Ona ci nie odmówi, Tom. - rzekł Bill, kiedy wracaliśmy do domu. - Wyraźnie coś pomiędzy wami jest.
- A ty niby skąd wiesz? - syknąłem
- A choćby stąd, że cię nie odtrąciła, kiedy ją objąłeś?!