sobota, 19 września 2015

Siedem.

Bardzo przepraszam, że siódemka tak późno. Nie miałam zbytnio czasu, aby ją dokończyć.
Siedem.
Tak więc, kiedy Tom postawił namiot a 
Bill rozłożył w nim śpiwory od razu się położyłam. Bliźniacy prosili mnie, żebym razem z nimi poczekała na resztę, ale nie miałam siły. Jak padłam tak już nie wstałam. Za to do jezdni narobili mnóstwo hałasu.
Najdziwniejsze było to, że kiedy obudziłam się rano było mi bardzo ciepło. Otworzyłam oczy i wszystko stało się jasne - Bill leżał we mnie wtulony i chyba było mu wygodnie. Nie powiem, mnie też, jednak wolałabym, żeby to był Tom. Właściwie, gdzie on jest? Delikatnie i po cichu wysunęłam się z objęcia Czarnego i rozpięłam suwak. Moją twarz otulił przyjemny wiaterek i dzienne światło. Na mostku zobaczyłam Toma siedzącego w kąpielówkach, a obok niego jakiś chłopak. Popijali piwo i o czymś rozmawiali. Wyszłam z namiotu i cicho zapięłam zamek. Uśmiechnęłam się patrząc na Toma i ruszyłam w jego stronę chwiejnym krokiem.
- Nic nie piłaś a wyglądasz, jak skacowana maturzystka. - rzucił Kaulitz widząc mnie wchodzącą na mostek.
- Skąd mam wiedzieć, czy czasem mi reds'a nie dolałeś do tamtej herbaty? - spytałam żartobliwie siadając obok niego.
- Zimno ci było, jak spałaś? - w jego głosie dało się usłyszeć troskę
- Nie, dzięki Billowi. Obejmował mnie chyba cały czas.
- Serio? Nie wiem, nie spałem jeszcze. - westchnął i upił łyk piwa. - Chcesz?
Spojrzałam się na szklaną butelkę i chwilę pomyślałam 
- Ile ma procentów? 
- Trzy - powiedział, obracając butelkę - Oj weź, jesteś pod namiotem. Nikt się nie dowie. 
- No dobra - szepnęłam i wzięłam solidnego łyka. 
- Witaj w naszym świecie. - uśmiechnął się obcy chłopak - Jestem Andreas. 
- Roxy - również się uśmiechnęłam.
- Nie martw się, nie tylko ty jesteś w ten weekend nowa. W tym granatowym namiocie śpi dziewczyna w twoim wieku. Jak ona ma na imię? - zwrócił się do Andreasa
- Anastasia. Aurora nie mogła ze mną przyjechać.
- Aurora to dziewczyna Andreasa. - wtrącił Tom, patrząc na mnie. - Andy, no weź. To już trzecie dzisiaj, a na wieczór musi coś zostać! 
Andreas jednym duszkiem dopił resztę procentów i odstawił butelkę na bok, po czym podniósł się i truchtem ruszył na koniec mostka, skacząc do wody.
- Ja tego ciecia ratować nie będę - prychnął żartobliwie Kaulitz.
- No tak, po pijaku do wody się nie wchodzi - przyznałam. - Właściwie, co będzie wieczorem?
- Ho, kochana, wieczorem to tu jest największa biba. Robimy ognisko, upijamy się jak niejeden, porządny żul, rzucamy się do wody, śpiewamy i tak dalej. 
- To fajnie, tylko... - nie skończyłam, bo przerwał mi wchodzący na mostek Bill.
Nie żałuję, że zabraliśmy Roxen ze sobą. Chyba jej się podoba wyjazd.
Bill mi ją kradnie, ale to nic. Ona będzie moja. Jestem pewien swoich uczuć, ale na razie jej o nich nie powiem. Poczekam do przyszłego weekendu. Wtedy, u rodziców... U mamy. Powiem jej, że ją kocham bardziej niż swoją rodzicielkę. Bo to prawda! Roxen jest śliczna, miła, jest.. Idealna. Po prostu. 
- Bill! - zaśmiałem się - Jak się spało?
- To piwo w nocy raczej nie było mi potrzebne. - podrapał się po głowie - A tobie, Roxy?
- Mi przyjemnie, zwłaszcza, kiedy byłeś we mnie wtulony. Było mi cieplutko. - zmarszczyła pieszczotliwie nos.
- Mnie też było ciepło. - uśmiechnął się Czarny. - Piłaś?
- Łyka - szepnęła, pokazując palcami maleńką miarkę.
- Czuć - prychnął żartobliwie i wyrwał mi butelkę z rąk, upijając łyka.
- Ej! Piwo jest w samochodzie, weź sobie swoje! - wyciągnąłem rękę za moimi plecami i pacnąłem Billa w głowę.
- Ała! - zaśmiał się i chciał mi oddać, ale Roxen przechyliła się w tył i mu na to nie pozwoliła.
- Pobijecie się później - uśmiechnęła się i spojrzała na pływającego Andreasa. - Co robimy? Trochę głodna jestem.
Uśmiechnąłem się patrząc w jej oczy i wstałem, kierując się do samochodu. Mieliśmy przygotowane bułki. Nawet nie potrzebna lodówka, muszę faktycznie wmontować ogrzewanie. Z foliówki wyjąłem trzy i zamknąłem drzwi, wracając do Billa i młodej.
- Masz - uśmiechnąłem się, podając jej śniadanie.
- Dzięki - odparła i ugryzła kawałek.
- Więc, może trochę popływamy? - zaproponował Bill.
- Ja chętnie. Jesteś trzeźwy, jakby co mnie wyłowisz. - odparłem i wstałem.
Troszkę się zaniepokoiłam, bo nie chciałam psuć chłopakom zabawy. Nie chciałam mówić im,
że nie umiem pływać. To chyba nie najlepszy moment, żeby rozwalić wyjazd... Myślę sobie, że mogę trochę później dać się wykazać Tomowi.. Nie wiem jeszcze, jak, ale to zrobię.
- Roxen? - wyrwał mnie głos Billa
- Hmm, co? - zamrugałam oczami i spojrzałam na Czarnego.
- Pytałem, czy idziesz z nami. - twarz Billa wykrzywiła się w zabawny grymas.
- Nie, na razie popatrzę na was. - uśmiechnęłam się blado.
- Jak chcesz. - rzucił Bill ściągając koszulkę. Rybaczki miał już ubrane. Pobiegł na koniec mostka i popychając Toma, wpadł razem z nim do wody. 
- Głupi jesteś. - stwierdził Tom, kiedy wynurzył się z wody.
Bliźniak tylko się zaśmiał i na plecach płynął na środek jeziora.
- Kretynie, pijany jestem, kto mnie uratuje, kiedy ty odpłyniesz?! - wrzasnął przez śmiech Dredziarz.
- Masz Roxy, nie panikuj! - odparł głośno, a ja zesztywniałam.
Przecież, do cholery, ja nie umiem pływać! Czy to jest ten moment, żeby mu to powiedzieć?
Moje rozmyślanie przerwała siadająca obok mnie dziewczyna. Była ode mnie odrobinę niższa. Miała długie blond włosy i brązowe oczy. Była śliczna.
- Hej - uśmiechnęłam się na powitanie.
- Hejka.. - powiedziała nieśmiało.
- Nie martw się, też jestem tu pierwszy raz.. Roxy.
- Anastasia.. - uniosła kącik ust. Wyglądała uroczo, do tego ukazał się jej dołeczek.
- Nie znasz bliźniaków? - spytałam niepewnie
- Nie, a ty pewnie też nie znasz Andreasa - zaśmiała się.
- No, nie. - uśmiechnęłam się.
Polubiłam ją. Rozmawiałyśmy tak, dopóki chłopcy nie wyszli z wody i Bill nie ochlapał nas wodą. Przemoknięta i zziębnięta wróciłam do namiotu. Bluza Toma nadawała się do wysuszenia, ale nie było jak. Na tym odludziu.. Nawet nie ma lampy świetlnej. Ale się wkopałam!
- Tom? - zaczęłam cicho - Powiedz mi, gdzie będziemy się kąpać? 
Na to pytanie Tom szeroko się uśmiechnął i poruszył zabawnie brwiami......?
- Misiu, przecież kiedy wyjdziesz z namiotu masz taką wielką wannę..- westchnął.
- COOO??? Ja się nie będę kąpać w jeziorze! Mamy dwudziesty pierwszy wiek, do cholery, nie piętnasty! 
- Co się tak spinasz..
- Na dworze jest zimno.
- Mówiłaś, że kiedy Bill cię objął w nocy, było ci ciepło. Może teraz też podziała?
- Bardzo śmieszne. - wytknęłam na niego język. - Mhh... Tom?
- Tak?
- Ty serio z tym jeziorem?
- No serio..
No sorry, ale mnie też się zbytnio nie podoba to, że mamy kąpać się
w jeziorze. Nie przeszkadza mi to, że wszyscy mogą mnie widzieć, bo mam się czym pochwalić, ale pokićkało nas z tym, żeby jeździć tam zimą! My faktycznie jesteśmy niepoważni! Dobra, Bill ma rację. Za tydzień jedziemy do mamy. Te dwa dni nam nie zaszkodzą, prawda? Chociaż, znając ją i tego jej fagasa Gordona wszystko jest możliwe. Nie znoszę gościa. Koniec, kropka! 
Gdy zbliżał się wieczór, zaczęliśmy przygotowywać się do ogniska. Andreas nazbierał drewna a Bill wyciągnął skrzynki z piwem. Podczas siedzenia na mostku uważniej przyjrzałem się dziewczynom. Obie śliczne, ale wiadomo - Roxen bardziej. Nie wiem, dlaczego ona mi się tak spodobała. Jest.. Wyjątkowa. Nawet Patricia taka nie była. 
Kiedy przyszedł czas na tę mini imprezę, ja i Andreas byliśmy już podpici. Roxen krzywo na mnie patrzyła bo bała się, że nie wytrzeźwieję do jutra. Co, ja nie wytrzeźwieję? 
Siedzieliśmy przy grzejącym ognisku, było tak przyjemnie. Anastasia oparła się o Billa, a mój brat ją objął. Przeszło mi nawet przez myśl, że on już coś do niej poczuł. Ale wątpię, znam swojego bliźniaka - od razu przyszedłby mi się pochwalić. 
Andreas leżał oparty głową o kamień i obserwował buchający ogień, a nasza towarzyszka usiadła sobie pomiędzy gołąbkami, a mną.
- Zimno ci? - spytałem ją cicho 
- Trochę.. - szepnęła.
- Chodź do mnie.
Odpiąłem swoją bluzę i kiedy usiadła bokiem na moich kolanach, objąłem ją i zapiąłem z powrotem. Jak dobrze jest nosić rozmiary XXL! 
- Od razu lepiej. - zaśmiała się.
- Tom, nie podrywaj! - burknął Andreas.
- A ty już nie pij więcej, bo ledwo leżysz. - warknąłem.
- A co, ku*wa, mam stać i się zataczać? 
- Jak wolisz, ale nie pij tyle. Nie zdążysz wytrzeźwieć, a pijanego nie puszczę cię za kierownicę. 
- I tak masz w dupie to, czy żyję, czy nie. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej i patrzył na mnie z pogardą.
- Masz rację, bo mówiąc te słowa miałem na myśli Anastasię.
- Wal się. 
Roxen cicho się zaśmiała i mocniej we mnie wtuliła. Dwie godziny później już siedziała na mostku, a Andreas był tak cholernie pijany, że naprawdę, ledwo leżał. 
- Andy, idź spać.. - namawiał go Bill.
- Sam idź spać, złamasie! Ja jestem trzeźwy! 
- Właśnie widzę! - warknęła Anastasia. 
- Ty się zamknij! Hej, Tom, patrz, co teraz zrobię!
Niestabilnym, chwiejnym truchtem ruszył w stronę mostka, na którego końcu siedziała Roxen. Pod tym mostkiem było jakieś sześć metrów głębokości.
- Andreas! Nie możesz pływać, utopisz się! - krzyknął Bill.
Ale on chyba nie miał zamiaru skakać.. Dobiegł do tej wyciszonej dziewczyny i z całej siły pchnął ją do wody. 
- Andy, idioto! - burknęliśmy równo z Billem.
Cisza.
Roxen nie wypływa z wody.
- Roxen? - spytałem, patrząc w miejsce, do którego spadła. - Roxen! 
- Tom, co się dzieje?! - wrzasnął Bill
- Roxen! - nie zwracałem uwagi na jego krzyki. Teraz ona była ważniejsza. - Cholera, idioto po*ebany! - pośpiesznie zdjąłem buty, bluzę, bluzkę i spodnie. W kąpielówkach wskoczyłem do wody. Stało się jasne, że skoro nic nie piła, to nie umie pływać.
Na całe szczęście szybko ją znalazłem i wyciągnąłem na brzeg. Zrobiłem jej sztuczne oddychanie i wróciła do żywych. Gdyby.. Zabiłbym go. Zabiłbym własnego przyjaciela. 
- Dlaczego nie powiedziałaś, że nie umiesz pływać? - spytałem, okrywając ją swoją bluzą. 
- Wstydziłam się.. 
- Roxen, mogłaś się utopić! Gdybyśmy byli pijani, byłoby po tobie! 
- Przepraszam, ja.. Nie myślałam, że to tak się skończy.
Chciałam się rozpłakać, ale nie mogłam. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego,
że Andy jest strasznie pijany i mogłam się domyślić, żeby nie wchodzić na ten pieprzony mostek. 
I ku mojemu zdziwieniu Tom strasznie mocno mnie przytulił. 
- Nie chcę cię stracić. Uważaj na siebie. - szepnął mi nad uchem.
No tak! Słowa Billa... Zachowanie Toma wobec mnie.. 
- Tom, ja cię strasznie przepraszam - powiedział Andreas siedzący obok "pary". - Nie chciałem jej nic zrobić.
- Wiem, Andy. Ale jesteś cholernie głupi. Mówiłem, nie pij dużo. 
- Sorry.
- Roxen.. Gdybyś mogła.. Nie mów o tym nikomu, okej? NIKOMU..
- Nie powiem, daję słowo.
Do wieczora zdążyłam wyschnąć, Tom nie odstępował mnie na krok. Najedliśmy się, dostałam trochę piwa.. Później chyba Tom odniósł mnie do namiotu. I znowu poczułam ciepło.. Albo to Bill po raz kolejny się do mnie przylepił, albo Tom. Nie miałam jednak siły, żeby otworzyć oczy. Zasnęłam w mgnieniu oka.

sobota, 15 sierpnia 2015

Zwiatun

Zwiastun tego bloga :D Co myślicie? Mnie się bardzo podoba. Polecam Zwiastunową Wyspę a zwłaszcza Lex May :)


Czekam na opinię :) Mnie osobiście bardzo się podoba. Normalnie z 15 razy już go oglądałam xD

piątek, 14 sierpnia 2015

Sześć.

O Boziu! Jesteście! 6 komentarzy! Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie to ucieszyło :)
Cieszę się, że jednak czytacie to słabe wypociny :/ 
Daję plamę, bo odcinki miały być dłuższe, a w cale nie są.

Sześć.
Tom ruszył, a ja wygodnie oparłam się o siedzenie. Było chłodno,
gdyż on faktycznie nie ma ogrzewania. Zastanawia mnie, kto zaspreyował Billowi samochód. Ale jest coś ważniejszego - Tom na mnie leci. Tom Kaulitz na mnie leci. Chociaż, Bill może robić sobie ze mnie jaja. Ale, co jak co, jemu raczej można ufać.. Nie dał mi jeszcze powodu, żeby było inaczej. Tak, Bill jest człowiekiem godnym zaufania. Zrobiło mi się cieplej dzięki bluzie Toma. W jego samochodzie jest czysto, czego nie mogę powiedzieć o aucie rodziców. Mnóstwo jakichś papierków, piasek na dywanikach i okruszki ciastek na fotelach. Okropne. 
Dziwne wydało mi się też to, że bliźniacy w ogóle się nie odzywali. Znowu coś kombinują? Myślałam, że przegadają całą drogę. A tu BUM - ani słowa. Zmrużyłam oczy. Skoro nic nie mówią, chyba mogę iść spać, prawda?  Zsunęłam się trochę i ułożyłam do spania. 
Przeraża mnie ta cisza ze strony Billa. Normalnie to nadaje i nadaje.
Bez przerwy. Najczęściej mówi o tym, że moglibyśmy w weekendy odwiedzać rodziców w Berlinie, a nad jezioro wybierać się maks dwa razy w miesiącu. Może faktycznie tak byłoby lepiej, ale jest mały problem - mama za mną nie przepada, a Billa uwielbia. Oboje nienawidzimy jej fagasa Gordona i tej małej bździągwy Karen. Karen to nasza młodsza, przyrodnia siostra. Jest zarozumiała i ciągle na nas donosiła, mimo że do bioder nam nawet nie dorastała. Trzynastolatka która uważa siebie za najpiękniejszą dziewczynę w Berlinie. Co? Najpiękniejszą? Ona chyba śni. Ma bardzo bujną wyobraźnię i to jest jej minus. Klasowa prymuska. Kochana córunia tatunia i mamuni. O nas prawie w cale nie pamiętają. Gordon to bogaty snob, który rzuci milionem euro i ma, co tylko chce. Uważa nas za kryminalistów, a co gorsza - dokładnie owinął sobie mamę wokół palca. A co my mieliśmy do gadania? Mieliśmy po sześć lat! Nie spytała nas o zdanie, czy chcemy zacząć od nowa. Po ślubie z Gordonem odcięła nas od taty. Kupę lat go nie widzieliśmy. Podobno Gordon załatwił mu zakaz zbliżania się do mamy i do nas. Już nie wspomnę o tych dniach, kiedy uważał, że mamy za mało dyscypliny i za każdą pyskówkę z moich ust skierowanych do mamy byłem bity. Billa tykał rzadziej, bo u Billa wszystko byłoby widać. W pierwsze święta po przeprowadzce do Hamburga pojechaliśmy do nich. Zjedliśmy kolację, a kiedy okazało się, że nie przywieźliśmy młodej prezentu, zaczęła odstawiać jakieś scenki."Tak bardzo was kocham, chciałam tylko jedną lalkę..". Więcej nie przyjechaliśmy. No do cholery, ona miała dziesięć lat! Jaka NORMALNA dziewczyna bawi się lalkami w wieku dziesięciu lat? Ja i Bill samochodziki Hot Wheels rzuciliśmy w kąt już w wieku ośmiu lat, bo zainteresowaliśmy się muzyką. Mama była z nas dumna, a Gordon powtarzał "Tracicie czas na tę muzykę. Zanim się obejrzycie, stracicie również dzieciństwo". Może i miał wtedy rację, ale gdybym rzucił wtedy grę na gitarze, zaimponował bym Roxen w kawiarni? Bo o ile się orientuję, spodobało jej się moje hobby. A imponować takiej igiełce, jak ona, to naprawdę jest sztuka.
- Bill? - spytałem cicho. - Coś ci jest?
- Chciałbym się zobaczyć z mamą. - westchnął.
- Obiecuję ci, że pojedziemy do nich w ferie. To tylko dwa miesiące, wytrzymaj. 
- Tak długo? Nie możemy sobie odpuścić jezioro w przyszłym tygodniu i zamiast marnowania nad nim czasu, pojedziemy do mamy? Trudno to zrobić? 
- Okej, ale skoro jedziemy na weekend, ja zabieram Roxen.
- I mama znów pomyśli, że to dzi*ka na jedną noc. - charakterystycznie uniósł jedną brew.
- Niech spróbuje nazwać ją dzi*ką w mojej lub jej obecności, a pożałuje, że się urodziła.
- Skończmy już ten spór, ta kobieta dała nam życie.
- A po jednej, głupiej sprawie, odstawiła nas na bok. - prychnąłem, zwalniając. - Korek? o ósmej wieczorem?!
Zgasiłem silnik i zapinając bluzę, wysiadłem z samochodu. Obejrzałem się, czy aby coś nie próbuje nas wyprzedzać. Nic nie jechało, więc ruszyłem przed siebie. Chwilę później kroku dotrzymał mi również Bill.
- Roxen śpi? - zapytałem cicho
Skinął mi głową. Zatrzymaliśmy się przy zbiorowisku. 
- Co się stało? - zwróciłem się do obcego mężczyzny
- Ten chłopak wpadł pod koła samochodu, który heblował tu, na drodze. 
- Żyje? - wtrącił Bill
- Reanimowali go, ale zmarł na miejscu.
Wstrząsnęło mną. Okropne, zginąć pod... Ouu.. Karma. I wszystko znów wraca. Spojrzałem na Billa, nasze spojrzenia się spotkały. Czuł to samo, co ja w tym momencie.
- Luz, Tom. Wracajmy do auta. - poklepał mnie po ramieniu.
Kiedy zorientowałam się, że stoimy, ocknęłam się. Przestraszyłam się,
kiedy zauważyłam, iż chłopaków nie ma w samochodzie. Rozejrzałam się gwałtownie. Uspokoiłam się, kiedy zobaczyłam ich kierujących się w stronę samochodu.
- Co się stało? - spytałam, kiedy wsiedli do środka.
- Chłopak został potrącony, musimy wszystkich ominąć i jechać dalej. - odparł Tom, zapinając pas.
- Biedny.. - szepnęłam, siadając normalnie. - Która godzina?
- Piętnaście po ósmej. - rzucił Bill, zerkając na wyświetlacz telefonu.
- Jesteśmy daleko od tego jeziora, czy blisko?
- Misiu, jeszcze kilka godzin drogi przed nami. - Dredziarz odwrócił się i spojrzał mi w oczy.
- Nie będzie problemu, jeśli włączę sobie muzykę w słuchawkach? - upewniłam się
- Nie, spoko. Miłej zabawy. - uśmiechnął się Czarny.
Również się uśmiechnęłam i włączyłam Samy'ego - "Poesie Album". Oparłam się wygodnie i spojrzałam przez okno. Ciemno, przydrożne lampy oświetlały nieznacznie drogę, ukazując prószący śnieg. No ja się pytam, dokąd my, do jasnej - ciasnej, jedziemy? Znów przymrużyłam oczy i zasnęłam. 
Jakieś trzy godziny później przejeżdżaliśmy koło jakiegoś zajazdu
otwartego dwadzieścia cztery godziny na dobę. Pomyślałem, że pewnie Bill i Roxen są głodni, więc skręciłem.
- Co ty robisz? - ciszę przerwał zdezorientowany, młodszy Kaulitz.
- Jedziemy na kolację po kolacji. - rzuciłem, wzruszając ramionami.
Zaparkowałem tuż przed wejściem i zgasiłem silnik. Obejrzałem się na młodą, znów spała. Wysiadłem z samochodu i podszedłem do jej drzwi, głośno je otwierając. Nie usłyszała, przez różowe słuchawki tkwiące w jej uszach. Pociągnąłem kabelek w dół, wyrywając je. Wzdrygnęła tylko, pośpiesznie mrugając oczami. Uśmiechnąłem się.
- No śpiochu, idziemy coś zjeść. - zaśmiałem się widząc, jak bardzo jest zamulona.
- No weź, spać mi się chce. - machnęła ręką i wtuliła się w wiszącą na niej grubą bluzę.
- Nie po dobroci, to siłą. - rzuciłem, odpinając jej pas.
Wziąłem ją na ręce. Wyglądałem, jak książę niosący Śpiącą Królewnę. Nogą zamknąłem drzwi i skierowałem się do wejścia baru. Roxen objęła mnie rękami i wtuliła się we mnie. Zimno jej.
Weszliśmy do pomieszczenia. Przy barze siedziało kilku zarośniętych, pijanych jak byk facetów. 
Przy stoliku pod oknem siedział starszy mężczyzna, pijący kawę i czytający gazetę. Nikt nie zwrócił na nas uwagi.
Poczułam, jak Tom kładzie mnie na czymś śliskim i drewnianym.
Kiedy otworzyłam oczy, leżałam na ławce. Była polakierowana. Usiadłam i przetarłam oczy. 
- Co chcesz? - usłyszałam ze strony Toma.
- Zupę pomidorową. - odparłam, nawet nie zaglądając do karty.
- Widzę, że czytamy sobie w myślach. 
W pewnym momencie do stolika podeszła kelnerka.
- Trzy zupy pomidorowe i trzy herbaty. - rzucił Bill.
Kobieta uśmiechnęła się i odeszła. Bliźniacy rozsiedli się wygodnie, rozglądając się po lokalu. Przypominał on karczmę, taką, jak w górach. Ale zdecydowanie, nie byliśmy w górach. Na okładce menu pisało "Zajazd Pod Kaczką Wita". Jestem w domu. Już wiem, że to nie karczma. 
("Jestem w domu"  oznacza, że już się wie, o co chodzi. "Jestem w domu" = "A, już wiem, o co chodzi")
Po pół godzinie dostaliśmy talerze gorącej zupy pomidorowej. Chłopcy jedli bez ceregieli, nie przejmowali się nawet tym, że zupa jest gorąca. W wyniku czego oni skończyli dużo wcześniej, niż ja. W końcu jednak się doczekali - ja również zjadłam. Po chwili kelnerka przyniosła nam herbatę. 
- Czemu się zgodziłaś? - spytał po chwili Tom.
- Po prostu, spytaliście, a ja się zgodziłam. - westchnęłam.
- Ale widzę, że nie jesteś przekonana. Jest zima. 
- To czemu pytaliście? - na to pytanie Tom spuścił wzrok. Speszyłam go. 
Bill tylko chrząknął i zajął się swoim napojem.
- Tom? Czemu pytaliście? - powtórzyłam, patrząc na Dredziarza z uwagą.
- Em, muszę do toalety. - rzucił Bill i wstał, kierując się do wspomnianego pomieszczenia.
- Po prostu. - wzruszył ramionami i upił łyka herbaty.
- Nie, Tom. Ja chcę wiedzieć. 
- Bo chciałem, żebyś się urwała od życia codziennego. 
- A co cię obchodzi moje życie codzienne? - chyba nie przemyślałam tego pytania.
- Roxen, jesteś moją przyjaciółką. Chciałem, żebyś się rozluźniła.
- Fajnie, dzięki - uśmiechnęłam się.
Chciałam, żeby pomyślał, że zrobiłam to celowo. Również się uśmiechnął. Gdy wrócił Bill zawołaliśmy kelnerkę i zapłaciliśmy, wychodząc z powrotem na dwór.
Zerknęłam na telefon - już po pierwszej. Kiedy Tom otworzył samochód wskoczyłam do niego i mimo tej grubej bluzy, zakryłam się kocem i zapięłam pas.
- Jeśli chcesz, odwieziemy cię do domu. - Tom spojrzał na mnie ze współczuciem w oczach.
- No co ty. Jesteśmy kawał drogi od domu, nie pozwolę ci się teraz cofać. Poza tym, chciałam jechać. Jestem tu z własnej woli, nikt mnie do tego wyjazdu nie zmuszał. Przestań. - uśmiechnęłam się.
Kącik ust Toma uniósł się lekko w górę, a sam Kaulitz odpalił auto i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Tym razem już ich nie olewałam. W ciągu godziny naśmialiśmy się tyle, ile w całym życiu nie mogłam. Dowiedziałam się, że Bill kocha filmy z serii "Szybcy i Wściekli" a Tom popiera jego zdanie. Z kolei starszy Kaulitz zrobił sobie dredy w wieku trzynastu lat.
- Dlaczego ubierasz się jak chłopak? - spytał Tom.
- Bo wasze ubrania są wygodniejsze od damskich. Nie muszę martwić się, czy widać mój dekolt. Poza tym, fajniej wyglądam. 
- Z tymi wygodniejszymi się nie zgodzę. - wtrącił Bill - Mi wygodnie jest w obcisłych ubraniach.
- I dlatego każdy chłopak, którego poznajesz, pyta cię o twoją orientację. - parsknął Dredziarz, a jego brat szturchnął go łokciem.
Miałam z nich niezły ubaw. Kiedy Tom zaparkował zrozumiałam, że jesteśmy na miejscu. 
- Powiedzcie, że jest tu domek letniskowy.
- Chyba cię coś boli - burknął Tom - Śpimy w namiotach - uśmiechnął się.
Namioty? Oni naprawdę są powaleni. Spać w namiotach w środku zimy. Nie poinformowali mnie o tym, kiedy się pakowałam! Ale w sumie, ja sama mogłam się domyślić, że jest zima. Mogłam się nie zgadzać na ten wyjazd, ale odmówić Kaulitzom to jak zachorować przed upragnionym koncertem.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Pięć

Nie jest dobrze, panienki :( Nie widzę aktywności :o

Pięć
                                                                              - Pieprzysz od rzeczy - machnąłem ręką
- Tom, naprawdę jesteś taki głupi? - Bill aż otworzył szerzej oczy - Słyszałem, że wczoraj chciała ci coś powiedzieć, zanim G dwa weszli na chatę. Nie naburmuszyła się, kiedy nazwałeś ją Skarbem. Ślepy jesteś czy ki czort?!
- Majaczyła, była zmęczona twoim ciągłym gadaniem.
- Cymbał - prychnął Bill i wysiadł z samochodu - A ja ci mówię, że kiedy jej powiesz o swoich uczuciach, ona też to zrobi.
- Tak, jasne - zaśmiałem się - "Wiesz, Roxen, kocham cię. Bardzo cię kocham". "Oh, Tom, ja ciebie też, ucieknijmy stąd i zamieszkajmy na Majorce, miejmy trójkę dzieci i bądźmy szczęśliwi" - prychnąłem
- Kretyn. - warknął Czarny, wchodząc do domu.
Boże, czy ten dzień musi się tak dłużyć? Dochodzi czwarta,
a ja chętnie już bym wyjeżdżała. Usłyszałam, że tata wchodzi do domu, więc wyszłam z pokoju.
- Hej tato! - przywitałam się z nim - Nie masz problemu, że jadę na weekend nad jezioro, co?
- Z kim? Sama na pewno nie, nie umiesz pływać. - zdjął kurtkę i powiesił ją na stojaku.
- No chyba cię coś boli - prychnęłam - Chyba nie będziemy się kąpać, zima się zaczyna...
Czekaj, Bill pisał w sms'ie, żebym ubrała strój, wzięła ręcznik.. Oni liczą na to, że ja wejdę do wody?!
- Możesz jechać, jeśli będzie ktoś pełnoletni. 
- Będą nawet dwie pełnoletnie osoby. Dziękuję. - uśmiechnęłam się i wróciłam do pokoju.
Wybrałam numer, z którym pisałam dwie godziny temu. Jest sygnał!
- Ym, cześć Bill - zaczęłam - Chciałam cię o coś spytać..
- No?
- Chyba nie będziemy się kąpać, co?
- Nie umiesz się bawić, Roxy? Po to jedziemy nad jezioro!
- Bill, jest początek zimy do cholery! 
- Jak nie chcesz, nie musisz się kąpać. Ja i reszta nie omieszkamy nie popływać.
- Jesteście morsami?
- Roxy, mogłoby być minus pięćdziesiąt stopni, my musimy trochę popływać.
- Dobra, jak chcecie. Podjedziecie po mnie czy mam przyjść?
- Jeśli chcesz się załapać na kolację przed wyjazdem, możesz przyjść. 
- Już idę - zaśmiałam się - O której ta kolacja?
- Za półtorej godziny - zaśmiał się
- Debil - również się zaśmiałam i się rozłączyłam.
Schowałam telefon w kieszeń, wzięłam spakowaną torbę i wysunęłam się z pokoju.
- Idę do bliźniaków! - krzyknęłam, ubierając kurtkę.
- Przyjdziesz jeszcze? - spytała mama
- Nie, poczekam u nich za kolacją i zjem z nimi, od razu po kolacji jedziemy..
- Masz tu pieniądze, gdyby toalety były płatne. Nie siadaj na deski! Myj ręce po każdym wyjściu z toalety. Jedz dużo! Zadzwoń, jak dojedziecie. - jej kazania wydawały się nie mieć końca.
- Mamo, ja nie mam dwunastu lat. Pa! - wrzasnęłam i wyszłam z domu, kierując się do Kaulitzów.
Zimno! Gdzie oni chcą jechać nad to jezioro, do Afryki? Chyba kpią.. Nie pojechałabym, jeśli Tom by nie jechał. A dwa dni spędzone z Tomem, bez Gabi i Marty, bez nauczycieli.. To coś pięknego. Po prostu.
Stanęłam przed drzwiami i roztarłam zmarznięte dłonie, naciskając na dzwonek. Po około dwóch minutach otworzył mi nieznajomy chłopak o długich, kasztanowych włosach.
- O, hej Roxy! Wchodź! - uśmiechnął się i wziął moją torbę.
- Hej wszystkim! - uśmiechnęłam się, patrząc na trzech pozostałych chłopaków czających się w kuchni.
- Roxen! - zaśmiał się Tom - Przyszłaś.
- Nie, przy czołgałam się. Jasne, że przyszłam - po tych słowach wszyscy wybuchli śmiechem. - Poza tym, jestem Roxy, nie Roxen.
- Wolę ci mówić Roxen. - prychnął Tom
- Ale to denerwujące! - splotłam ręce na piersi
- Masz pecha! - wytknął na mnie język i znów się uśmiechnął.
Podszedł do mnie uśmiechnięty Bill i nachylił mi się do ucha, po czym szepnął:
- Pełne imię Toma to Tomas. Nienawidzi, kiedy babcia mówiła na niego Tomas! - cicho się zaśmiał i zasłonił usta dłonią, odwracając się od brata i chichrając.
- Hej, Tomas! Co na kolację? - dogryzłam mu, patrząc na niego perfidnie.
Wyprostował się od gazówki i wziął głęboki wdech. Wkurzyłam go. BINGO!
Zabiję gnoja, no zabiję. Tylko on wiedział, że nie cierpię, gdy ktoś
nazywa mnie Tomas. Zemszczę się. Jak dojedziemy, w ubraniach wywalę go do wody. Taki prezencik od braciszka.
Odwróciłem się z uśmiechem.
- A więc to tak? - rzuciłem się na nią, a ona zaczęła uciekać.
- Nie, odwal się! - wybuchnęła śmiechem, wdrapując się na schody.
Tak się śmiała, że ledwo po nich stąpała.
- No, Roxen! Co jest!
Ja również się śmiałem, pozostali mieli pewnie z nas ubaw. W pewnym momencie popełniłem błąd - pociągnąłem ją za koszulkę. Dziewczyna przychyliła się do tyłu i straciła równowagę. W ostatniej chwili ją złapałem.
- Wszystko okej? - spytałem cicho, patrząc w jej oczy.
- Tak, w jak najlepszym.. - szepnęła, nie odrywając ode mnie wzroku.
Lekko się pochyliłem, przymknąłem oczy. Ona zrobiła to samo. Już miałem ją pocałować, kiedy z kuchni dobiegł głos Billa.
- Tomas! Roxen! Kolacja gotowa!
No przysięgam, że go kiedyś rozszarpię.
Postawiłem Roxen na schodach i powoli z nich zszedłem. Skierowałem się do kuchni.
- Co to było, Tom? - spytał Georg - Szybki seksik?
- Morda Geo - zaśmiałem się.
Widocznie młodą też to rozbawiło, bo się zaśmiała.
Czy on.. Mnie? Prawie.. Było tak blisko.. Chciał? Naprawdę?
Czy Tom Kaulitz, lat osiemnaście, chciał mnie pocałować? Mnie? Małe gówno, z małymi cyckami, brzydką piętnastolatkę? Serio?
- Poszli na anal - stwierdził Bill.
- Ty też? Zamknij jadaczkę i nakładaj. - warknął Tom i usiadł przy stole.
Po około godzinie byliśmy najedzeni. Bliźniacy poszli na górę po torby, a ja zostałam z tymi dwoma sama w kuchni.
- A więc, ty jesteś Roxen, tak? - spytał ten niższy, grubszy. - Jestem Gustav.
- Widzę, że wiele się o mnie opowiada w tym domu. - uśmiechnęłam się.
- Tom miał rację, jesteś śliczna. Jestem Georg. - ten w długich włosach również się uśmiechnął.
- Że co? - chyba się przesłyszałam - Co Tom powiedział o mnie?
- Że jesteś śliczna. - wzruszył ramionami. - Ale nie wiesz ode mnie.
- Jasne, spoko. - zachichotałam.
Naprawdę Tom powiedział, że jestem ładna? To chyba drugi raz.. Tak, wtedy, kiedy się z nim zderzyłam na korytarzu, też powiedział, że jestem ładna. Ale, dlaczego?
- Ruszać dupy i jedziemy! - krzyknął uśmiechnięty Tom zbiegając po schodach.
- Masz koc, Roxy? Tom nie ma ogrzewania.. - szepnął do mnie Bill
- Mam bluzę..
- Tom, czekaj, skoczę po koc! - wrzasnął Czarny i wbiegł na górę
- A po ch*j ci koc! - zaśmiał się Dredziarz.
- Bądź gentelmenem, jak Bill. Ten koc ma być dla Roxy - zwrócił mu uwagę Georg.
Ten tylko na mnie spojrzał i uniósł brwi.
- Jestem! - Bill skoczył na podłogę i podał mi koc.
- Będę pilnował tego domu, jak własnego. Obiecuję. - uśmiechnął się Geo
Bliźniacy tylko przytaknęli i wsiedli do samochodu. Ja odwróciłam się w stronę szatyna i uśmiechnęłam się na pożegnanie, robiąc to samo.
Zastanawiam się, dlaczego się zgodziła. Skoro wypytywała Billa,
czy naprawdę mamy zamiar się kąpać, mogła nie jechać, prawda? Ale skoro jedzie, mam szansę wrzucić ją do wody. Tak, właśnie tak! Wrzucę ją do wody! Albo nie, bo się rozzłości i gówno będzie, nie randka. Pomyślmy, wszystko jest? Gitara.. Jest. Ubrania, buty, czapki, szczoteczka i pasta do zębów, ręczniki.. Są. No, luz. To jedziemy.
W ogóle jestem ciekaw, czy będzie spała, czy będzie z nami nawijać. Ale w sumie, do jadaczkowatych panienek nie należy, kolejny plus. 
Dobra, plan jest taki - Ona zostanie w samochodzie, kiedy ja i Bill będziemy rozkładać namiot. Później, skoro należy do zmarzluchów, Owinę ją w swoje bluzy. Rozpalę jej nawet ognisko przed nosem, byle było jej ciepło. Mi tam na lajcie, zawsze ciepło. Bill jest trochę dziwny, bo za każdym razem, gdy wchodzi do wody i z niej wychodzi, mówi "Już więcej nie włażę do wody w zimę". A i tak do niej wchodzi. No fuck logic! Ale to Bill, widać, że mój brat. Właśnie.. Mój brat. Zawsze nierozłączni, zawsze razem. We dwoje przez świat, dwaj supermeni. Nic nas nie rozdzieli. Już nigdy, przenigdy. Nawet żadna dziewczyna. Nawet Roxen.
Boże, czy ja się serio tak wkitrałem w ten niedoszły związek? Ja jej się nawet nie podobam! No błagam! Już sam fakt, że właśnie gadam w myślach sam do siebie mnie przeraża. Halo? Ktoś tu jest? Halo! Pusto! 
Powieki jakoś same mi się przymknęły. Tom włączył radio,
które cicho grało piosenkę P!nk. Powoli zasypiałam.
Jakoś o wpół do dziewiątej zostałam obudzona przez Toma. Poinformował mnie, że jest postój na toaletę i na ewentualne zakupy. Poszłam do łazienki i szybciutko załatwiłam sprawę. Wróciłam do samochodu, w którym siedział Bill.
- Powiem ci coś, bo mam tego dosyć - rzucił cicho. Uniosłam jedną brew.
- Co takiego? - spytałam zdziwiona.
- Ale nic nie wiesz, okej? - kiwnęłam głową - Tom na ciebie leci.
To jakieś jaja?! Tom Kaulitz z Hamburga na mnie leci?! O choroba wenecka religijna!
- Polewasz ze mnie - zmarszczyłam nos.
Czarny tylko spojrzał poważnie w moje oczy i nawet nie mrugnął - mówił prawdę.
Kiedy ktoś patrzy szczerze w twoje oczy i nie mruga, to jest szczery. Nie ma ani grama żartu w wypowiedzianych przez niego słowach. 
Po chwili w samochodzie pojawił się też Tom.
- To co, jedziemy dalej?
Pokiwałam tylko głową, uśmiechnięta od ucha - do ucha.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Cztery.

                 Wszystko dobrze się układało w tych całych korkach, dopóki bliźniacy nie zaczęli się kłócić. To była katastrofa!
- Głąbie, symbioza to nie jest roślina! - krzyknął Bill, stojąc twarzą w twarz ze swoim bratem.
- A ja ci mówię, że jest! Nie spieraj się ze starszym!
- Idioto, 10 minut to żadna różnica! Symbioza to nie jest roślina, downie! - Tom zrobił krok w stronę Billa.
Siedziałam przerażona na kanapie, z książką na nogach i ich obserwowałam. Czekałam na odpowiedni moment.
- Jasne! Jestem starszy, dziewczyny do mnie lgną, jestem przystojniejszy i mam lepsze auto! - wrzasnął Tom, wytykając bratu język.
- Tak, tobie przytrafiła się uroda, mnie rozum. Roxy, co to jest symbioza?
Już się uśmiechnęłam i chciałam odezwać, ale Tom mi wtrącił.
- Nie zmieniaj tematu! Sami do tego dojdziemy!
Coś tam dalej sobie krzyczeli, a ja próbowałam interweniować, ale się nie dało. Wstałam, podeszłam do nich, a oni pewnie nawet tego nie zauważyli.
- CHŁOPAKI!!! - krzyknęłam tak głośno, jak tylko mogłam.
Zamknęli się i spojrzeli na mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Symbioza to zjawisko ścisłego współżycia przynajmniej dwóch organizmów. - odparłam, splatając ręce na piersi.
Chłopcy zerknęli na siebie i wyraźnie się zarumienili. Po chwili jednak Tom przerwał tę zabawną ciszę.
- Czyli seks. - wzruszył ramionami.
- Tom! - jęknął Bill, wywracając oczami
- No co? Taka prawda, symbioza to seks innych organizmów.
O mało nie wybuchnęłam śmiechem. Doskonale wiedziałam, że starszy Kaulitz nie myśli o niczym innym, ale palnąć takie coś w obecności dziewczyny, to po prostu nie wchodziło w grę. Jednak w tym domu wszystko jest możliwe.
- Już? Skończyliście? - spytałam, zamykając książkę - Jestem głodna.
- Zaraz nasmażymy frytek, zjesz z nami.
- Frytki? Tom, jest dwudziesta druga godzina. - uśmiechnęłam się
- Bill robił spaghetti o drugiej w nocy, w zeszłym tygodniu. - westchnął i wszedł do kuchni.
Głośno się zaśmiałam, patrząc Billowi w oczy. Czarny tylko się zarumienił i szybkim krokiem poszedł na górę.
Weszłam do kuchni opierając się o blat. Uważnie obserwowałam "robotę" Dredziarza.
- Co tak patrzysz? - spytał w końcu, z uśmiechem na twarzy - Pierwszy raz widzisz, jak ktoś robi frytki?
- Nie - zaśmiałam się
- Patrzysz się jak łysy na grzebień. - mruknął żartobliwie - Rodzice nie dzwonią? Wiedzą, że jesteś u mnie?
- Mój tata zostaje dziś dłużej w pracy, mama wie, że i ja mogę wrócić później. - odparłam, oblizując wargę.
- No i prawilnie - pokazał mi kciuka w górę i wrócił do swojego zajęcia.
W kuchni pojawił się Bill z jakimś pudełkiem.
- Roxy chodź ze mną na chwilę do salonu, okej? - pokazał mi ruchem głowy salon i ruszył w jego stronę.
Dołączyłam do Czarnego i usiadłam obok niego na kanapie. Chłopak otworzył pudełko i moim oczom ukazały się różne błyskotki, biżuteria i tak dalej.
- Skąd to masz? - spytałam z zainteresowaniem
- Ukradłem - prychnął żartobliwie - Przez wiele lat mojego stylu trochę się tego uzbierało, a chcę kupić coś nowego, a czegoś starego się pozbyć. Pomyślałem, że będziesz zainteresowana.
Uśmiechnęłam się.
- To miłe - rzekłam cicho
- Wybierz sobie, co chcesz. Tu są te rzeczy, których chciałem się pozbyć, a wszystkiego ci przecież nie wcisnę. Chyba, że chcesz.
- Nie, co ty! Nie będę żebrać o biżuterię! - zaśmiałam się.
Po dokładnym przeanalizowaniu każdego pierścionka czy kolczyków wybrałam dwie pary ślicznych, złotych i czarnych kolczyków i trzy, śliczne pierścienie osadzane diamencikami.
- Tylko uważaj, bo to prawdziwe brylanty - rzucił po chwili, nie patrząc na mnie - Nie zgub ich.
- Pra.. Prawdziwe? - moje oczy przypominały teraz opony od rowera - Bill, nie mogę tego przyjąć.
- Ale dlaczego? To tylko pierścionki.
- Bill, to są brylantowe pierścionki, nie mogę. - odłożyłam je do pudełka.
Bill głęboko westchnął, i naprawdę cichym szeptem policzył do dziesięciu. Chyba się zdenerwował.
- Jesteś nienormalna. Bierz je.
Objął mnie ręką i dłoń przyłożył do ust, ciągnąc mnie do tyłu. Oboje się śmialiśmy, a ja nie mogłam zdjąć z ust jego dłoni. Polizanie go nic by nie dało, miał rękawiczkę na ręce. Na szczęście moim wybawcą został Tom, wnoszący do pokoju dwie miseczki po brzegi zapełnione frytkami.
- Kretyni. - pokręcił głową i szeroko się uśmiechnął.
Wrócił do kuchni, by po chwili znów tu przyjść i przynieść jeszcze jedną miskę z frytkami, dla siebie.
Zalali boki miseczek keczupem i zaczęli się delektować, włączając telewizor. Leciał jakiś horror.
                 Spojrzałem ukradkiem na Roxen i lekko się uśmiechnąłem. Kumpel Marty powiedział mi,
że ona panicznie boi się horrorów.
Odłożyłam pustą miseczkę na stolik i podszedłem do Roxen, siadając z jej drugiej strony. Objąłem ją i puknąłem palcem Billa dając mu do zrozumienia, żeby sobie poszedł. Uśmiechnął się, kiwnął lekko głową i wstał, wracając do pokoju.
Młoda lekko się we mnie wtuliła i położyła dłoń na mojej piersi. Po chwili wbiła mi palce w koszulkę, mocno ją marszcząc. Przestraszyła się.
- Co jest? - spytałem cicho
- Wyłącz to, proszę. - szepnęła masując pogniecione miejsce
- Boisz się? - objąłem ją drugą ręką
- Nie lubię horrorów. Obciach, co nie?
Cicho prychnąłem. To normalne, że dziewczyna boi się horrorów. Ale to Roxen, ona zawsze będzie idealna.
- Nie. - schyliłem lekko głowę, spoglądając w jej oczy.
- Tom? Chciałam z tobą szczerze, bardzo szczerze porozmawiać.. - ona też spojrzała w moje oczy.
- Słucham cię, skarbie.
Już miała się odezwać, kiedy do domu weszli Georg i Gustav. Młoda wyraźnie się przestraszyła, gwałtownie się ode mnie odsuwając. Cholera jego mać! Nie w tym momencie!
- Cześć Tom! Bill już chrapie? - rzucił na wstępie Geo i usiadł na fotelu obok.
Spojrzałem na niego oczami rządnymi mordu. Chyba nie załapał, o co chodzi. Gustav usiadł obok mnie, lekko się uśmiechając i poruszając zabawnie brwiami.
- Tom, odwieziesz mnie? - spytała zaspanym tonem dziewczyna.
Od razu się zerwałem i chwyciłem kluczyki z komody. Jak wróciłem coś do niej mówiłem, ale Roxen już nie kontaktowała. Zasnęła.
                          Poczułam delikatny wiaterek muskający moją twarz. Czułam, że latam, choć to było
niemożliwe. Coś nie grało. Kiedy już bardziej się wybudziłam poczułam, jak ktoś kładzie mnie na siedzeniu w samochodzie. 
- Tom mnie odwozi - moja pierwsza myśl.
Nie chciałam psuć tej pięknej chwili więc postanowiłam, że nie otworzę oczu i niemal od razu wróciłam do krainy snów. 

---

Obudziłam się u siebie, w swoim łóżku, tyle że w ubraniach. Nie związałam włosów, będę mieć poplątane końcówki.
Co się w ogóle wczoraj stało? Nie pamiętam nic, co działo się po tym, jak siedziałam wtulona w Toma. Pusta luka. Dziś sobota, jest luz. Czekaj, sobota? Tom mówił, że w piątki wyjeżdżają na ten odpoczynek.. Zaraz... Dzisiaj jest piątek!
- Która godzina?! - spytałam sama siebie, zrywając się z łóżka.
Cholera, zaspałam do szkoły! Już nigdy więcej żadnych korków w środku tygodnia!
Skoro już zaspałam, to postanowiłam, że położę się z powrotem do łóżka. Czułam się jakby ktoś na mnie wisiał, nie miałam siły nawet leżeć. To okropne. 

---

Wszystko mnie dziś irytowało. Nie wiem, może zbliża mi się okres, ale kompletnie nic mi dziś nie pasowało. Od rana nie wychodzę z pokoju, a hałas dochodzący z kuchni mnie denerwuje. Nie rozmawiałam jeszcze z mamą, w sprawie wczorajszego wieczora. A chyba powinnam, nie? 
- Mamo? - krzyknęłam, wychodząc z pokoju - Jak ja się znalazłam w łóżku?
- O, hej skarbie! - uśmiechnęła się - Tom to naprawdę miły chłopak. Przywiózł cię, wziął na ręce i sam wniósł do domu. Ja tylko otwarłam drzwi od domu i pokazałam mu, gdzie jest twój pokój. Silny z niego chłopak. 
- Jak to "wniósł do domu"? Pozwoliłaś mu wejść?
- A czemu nie? Przystojny, miły, pomocny i do tego silny. I jak się orientuję, to on ci się podoba, tak?
- No tak.. - zarumieniłam się - Bill i Tom kompletnie nie nadają się do współpracy. Na początku wszystko było okej. historia i matma poszły nieźle. Ale biologia to kompletna porażka! Tom myślał, że symbioza to roślina, i o to pokłócił się z Billem. Nawet nie wiesz, jak na nich patrzyłam. Kłócili się o to, czy symbioza to roślina, czy coś innego. Normalnie śmiać mi się chciało!
- Nareszcie znalazłaś kogoś w swoim rodzaju. - przyznała mi mama - Widać, że kiedy tylko o nim mówisz lub masz coś z nim zrobić, po prostu cię nosi. To właśnie jest miłość. 
- Szkoda, że nieszczęśliwa. - szepnęłam i wróciłam do pokoju z jabłkiem w ręku.
Skoro mam dzień wolny, to chyba mogę poszperać w necie, co? Na pewno będzie coś pisać o sprawie Kaulitzów... Bo musieli mieć rozprawę, skoro dwa lata spędzili w poprawczaku, co nie?
Co my tu mamy... " Ciężarna kobieta potrącona przez nieletniego, pijanego nastolatka.. ", "Kobieta przeżyła, jednak straciła dziecko", "Pijany nastolatek spowodował wypadek samochodowy. Kierowca busa nie żyje!"... O Boże! Bill zabił człowieka! W sumie, to oboje, bo jeszcze to dziecko.. No nie ważne. Zamknęłam tą stronę. To było przecież dawno temu, chłopcy zapłacili już karę. Nawet nadal ją płacą. 
Usłyszałam brzdęk mojego telefonu. Kto i czego znowu chce? Nieznany numer.. Otworzyłam sms.
" Cześć, tu Bill. Tom się pyta, z resztą ja też, czy nie chciałabyś jechać z nami dzisiaj nad jezioro. Wyjeżdżamy po siódmej, wracamy w niedzielę po piętnastej. Co ty na to? " 
Zgodzić się? Czy nie zgodzić? Co zabrać? Mówić ojcu? Cholera!
" Cześć Bill, pewnie. Spytam tylko mamę i spakuję potrzebne rzeczy, Właściwie, co ja mam zabrać? ;o "
Rzuciłam telefon na biurko i czekałam za odpowiedzią Czarnego. Po pięciu minutach ją dostałam.
" No wiesz, pfffh... Ręcznik na pewno, strój możesz mieć na sobie. Bieliznę, koc, jakąś poduszkę.. Ciepłą bluzę, długie spodnie, spodenki.. Poza tym, dziś mieliśmy kartkówkę z biologii.. Dzięki Tobie oboje zgarnęliśmy czwórki! Dzięki wielkie! :D "
Kiedy tylko to przeczytałam uśmiechnęłam się. Może jednak nie są takimi tumanami, co? Będą z nich ludzie.
A tymczasem, zaczęłam się pakować. W kalendarzyku sprawdziłam termin okresu. Uff, mam jeszcze tydzień, więc luz. Spakowałam wszystko, o czym mówił Bill. Wybiegłam z pokoju informując mamę o moim dzisiejszym wyjeździe.
- Co? Ale jak to, na trzy dni?! Kto jeszcze będzie? Mogę mu zaufać?
- Oj no... Będzie Bill, będzie Tom, ktoś tam jeszcze... Wiem, że każdy ma partnera lub partnerkę. Wyjeżdżamy dzisiaj, wracamy w niedzielę.. Nad jezioro. Przestań! Opowiem ci, co robiliśmy, jak już wrócę, bo z góry wszystko opowiadać, to naprawdę nic łatwego! 
- No okej, możesz jechać. Mam nadzieję, że mogę ci ufać.
- A zawiodłam cię kiedyś? - prychnęłam
- No nie... Okej, możesz jechać. Weź spakuj sobie jedzenie i trzy butelki wody mineralnej. Żadnego piwa! 
- Przestań! Nie będę się zatruwać tym gównem!
         Nie wiem, czy to był dobry pomysł.. Roxen na pewno się nie zgodzi na ten wyjazd.. No ludzie, 
 znamy się od dwóch tygodni. Ale to nie był mój pomysł, tylko Billa! Oczywiście ten kretyn powiedział młodej, że ja chciałbym ją zabrać.. Powalony cymbał.
- Ona ci nie odmówi, Tom. - rzekł Bill, kiedy wracaliśmy do domu. - Wyraźnie coś pomiędzy wami jest.
- A ty niby skąd wiesz? - syknąłem
- A choćby stąd, że cię nie odtrąciła, kiedy ją objąłeś?!

wtorek, 28 lipca 2015

Trzy

Black Rabbit: Nie przesadzajmy, ja nie mam talentu :) Talent miałabym, jeśli za opowiadania z języka polskiego dostawałabym szóstki, a tu tylko piątki i piątki plus.
Pomponella: Cieszę się, że jesteś :)
Ogólnie dziękuję za zainteresowanie. Zapraszam na trójeczkę.

Trzy.

- Co?! - przekręcił trochę równoważnik radia na minusowe.
- Mówię, że tu mieszkam baranie - znów się zaśmiałam, a on ze mną.
- Okej, nie tak ostro. Dzięki za super wieczór - powiedział z wielkim uśmiechem na ustach i zatrąbił.
Ja też się uśmiechnęłam i zamknęłam drzwi, a on od razu odjechał. Przed domem od razu pojawiła się mama.
- Kto to był? Gdzieś ty była? - zaczęła od razu
- Spokojnie, to był Tom. Zgarnął mnie po drodze, byliśmy w sklepie i na kawie.
- A nie na randce? - uśmiechnęła się pytająco
- Nie, to była zwykła kawa. Wybacz, ale on, ten boski Tom Kaulitz, na pewno nie chce ze mną chodzić. A ja nie chcę zniszczyć relacji pomiędzy nami.
- No dobrze, już. Chodź, kolacja na stole od dziesięciu minut stoi. Poza tym, nie mogłam się do ciebie dodzwonić.
- Przepraszam, nie słyszałam telefonu. Mieliśmy głośno puszczoną muzykę.
Po wyjaśnieniu tej półtory godzinnej nieobecności zasiadłam wraz z rodzicami do kolacji. Uwielbiam jeść piramidki z kurczaka i warzyw. To zawsze mi smakuje.

___

Wszedłem do domu i rzuciłem kluczyki od auta na komodę, nogą zamykając drzwi.
- Do cholery jasnej, gdzieś ty był, w Londynie po te piwo?! - Bill siedział w pokoju i oglądał telewizję.
- Zgarnąłem po drodze Roxen. - powiedziałem i rzuciłem paczkę z zakupami na kanapę, obok Czarnego - Była ze mną w sklepie, a później poszliśmy na kawę.
- Jak długo ją namawiałeś? - spytał, wyciągając pudełko z papierosami i piwo.
- Sama mi to zaproponowała. Pobawię się nią trochę, bo coś za często się blisko mnie kręci.
- Deklu, to ty się cały czas koło niej kręcisz - zaśmiał się i włączył jakiś film.
- Gdzie Geo? - rozejrzałem się w poszukiwaniu kumpla
- Geo zadzwonił i powiedział, że przywiezie takiego kolesia. Powiedział też, że jest grubszy od niego, a więc na pewno go polubimy.
- Tak.. No, ale skoro Georg chce nam go przedstawić to znaczy, że to spoko gościu.
- Masz racje. - otworzył piwo i upił łyka.
Rozsiadłem się wygodnie widząc, że to jakiś film akcji.. Coś podobnego do " Szybkich i Wściekłych ", ale to jednak nie ten film..
- Oglądaliśmy kiedyś " Need For Speed "? - zapytał po chwili
- Nie przypominam sobie, a bo?
- Właśnie oglądamy. - uciął krótko i zatopił się w ekranie, od czasu do czasu upijając łyk piwa.
Po jakichś dwudziestu minutach do domu wparował Georg z tym nowym koleżką.
- No jestem! - krzyknął - Chłopaki!
- No przecież cię słyszymy downie - odkrzyknął mu Bill.
Wszedł razem z tym grubym do salonu.
- Bill, Tom, to jest Gustav. Gustav, ten brzydki to Bill, a ten Dredziarz to Tom.
- A w mordę chciał? - odwrócił się w jego stronę - Prosisz się o obicie ryja.
- Jak byliśmy młodsi mówiłeś, że jestem gruby, to ci oddaję. Co oglądamy?
- Need For Speed. - odparłem, kiedy Geo usiadł obok mnie a Gustav na fotelu obok. - Skąd jesteś?
- Z Magdeburga. - odparł, miętoląc palce - Urodziłem się i wychowałem w Magdeburgu.
- No nie gadaj! Ja i Tom też! - Bill się podekscytował.
- Serio? - zdziwił się - Tego mi Georg nie powiedział.
- Grasz na czymś? - przestaliśmy zwracać uwagę na film.
- Walę w bębny, a co?
- Chłopaki - wtrącił najstarszy - Ja gram na basie, ty Tom na elektrycznej i klasycznej, a Bill ma super głos.
- Do czego zmierzasz? - zapytałem chórem razem z Billem.
- Widać, że skiblowaliście trzecią klasę. Moglibyśmy założyć zespół.
- Ej, hola. Musielibyśmy razem coś zagrać, żeby wiedzieć, czy wszyscy się do tego nadajemy.
- Georg, dopiero ich poznałem. Daj trochę luzu - Gustav skierował do kolegi - Od ilu gracie?
- Ja gram na gitarach od dziewiątego roku życia. - wyprostowałem się
- Ja gram na keybordzie tak jak Tom, od dziewiątego roku życia. Śpiewem zainteresowałem się, jak miałem jedenaście lat.
- Miałem trzynaście lat, jak dostałem wymarzony bas na gwiazdkę.
- To nawet nieźle z wami. - rzucił
- A ty? - spytał Bill
- Od czwartego roku życia uczyłem się grać, teraz tylko uderzam z przyzwyczajenia.
Zaśmialiśmy się wszyscy. Równy z niego gość, no nie?
- Dobra, zamknąć ryje, bo oglądam - skierował w naszą stronę Bill i dopił resztę piwa.
- Tej, Tom! - szepnął Georg - Jak tam Roxy?
- Weź daruj. Była ze mną w sklepie dzisiaj, i poszliśmy też na kawę.
- Ale jesteś pewien, że nie udaje?
- Po*ebało? Już pierwszego dnia była ubrana w męską koszulkę, leginsy i trampki, a na głowie miała czapkę daszkiem do tyłu. Dopiero pierwszego dnia zaczęła gadać z twoją siostrą i tą drugą, jak jej tam.. Mniejsza z tym. Coś jeszcze?
- Ona się zadaje z moją siostrą? - zdziwił się.
- No, nie wiedziałeś?
- Ty myślisz, że interesuje mnie życie Gabi.
- To weź się nią, ku*wa, zainteresuj, bo ja chcę mieć Roxen przy sobie, kapujesz?
- Spoko. - odparł cicho - Rany, ale cię wzięło. Jak..
- Ja wiem, nie mówmy o tym. Ale ona nie jest Patricją, okej? To jest prawdziwa dziewczyna, nie udaje i nie robi wszystkiego, żeby mi się przypodobać. I to właśnie mnie w niej kręci.

___

- I jak było z Tomem? - wtrąciła mama, tak zupełnie bez skrupułów, przy tacie.
- Jakim Tomem? - spytał ojciec
- Mamo! Prosiłam cię! - powiedziałam stanowczym głosem
- Oj przepraszam, wymsknęło mi się...
- Już ci więcej nic nie powiem. - odparłam i wstałam, odchodząc do pokoju.
Miała nie mówić tacie, że w moim życiu pojawił się nowy chłopak. Miał nie wiedzieć, dopóki nie uda mi się pójść z nim na randkę. Ale to mi się raczej nie uda, to przecież Tom. Tyle ładnych dziewczyn przeplotło się przez jego łóżko.. Ale jeśli już do czegoś dojdzie, ja nie mam zamiaru być kolejną przez niego zaliczoną. Chciałam go jakoś ustatkować, tak, żeby.. Żeby się zatrzymał. Został przy jednej. Przy mnie.
Sprawdziłam jeszcze raz, czy wszystko, co potrzebne, mam spakowane na jutro do szkoły.
- Wygląda na to, że wszystko jest. - powiedziałam do siebie i rzuciłam się na łóżko.
Dwudziesta druga godzina, muszę iść się wykąpać. Lubię kąpiel, nie dlatego, że po niej i ja i cała łazienka ładnie pachnie, ale dlatego, że podczas kąpieli mogę się odprężyć i zmywam z siebie ciężar dzisiejszych zajęć. Mogę też dużo pomyśleć o następnym dniu, co zrobię, a czego nie.
Wzięłam z szafki świeżą bieliznę, skarpetki "piętki" oraz koszulkę "I'm Super Man" i udałam się do łazienki.
Po długiej, odprężającej kąpieli wytarłam się, ubrałam świeżą bieliznę i założyłam mój tiszert. Umyłam zęby, a po długiej walce z włosami w końcu udało mi się upiąć je w ciasnego koka. Tylko tym cudem nie są poplątane rano. Wróciłam do pokoju.
Położyłam się do łóżka i nastawiłam moje radyjko z muzyką. Nie muszę budzić się w nocy, żeby je wyłączyć, bo jest ustawiona godzina kiedy ono samo to zrobi. Gdybym nie słuchała muzyki na dobranoc nie zasnęłabym. Można powiedzieć, że cierpię na bezsenność, a muzyka to moje tabletki nasenne. Kiedy leci rap, momentalnie zamykam oczy, wyobrażam sobie teledysk lub samego rapera i po jakichś pięciu minutach odpływam. O tak, właśnie tak wygląda moje zasypianie.
I wątpię, żebym kiedykolwiek mogła spać u kogoś, być na nocce, lub kogoś zaprosić do siebie na noc. Chyba, że ze słuchawkami, ale wtedy musiałabym się obudzić w nocy, żeby wyłączyć muzykę. Niestety, to radyjko nie ma wejścia na słuchawki,jedynie na głośniczki, ale przez wejście do USB.

___

- Bill! Rusz tyłek! - krzyknąłem, schodząc ze schodów.
- Tom! Zaspreyowali mi samochód! - słyszałem, jak wbiegł do domu. Był wściekły, aż się w nim gotowało.
- Co?! A mój!? - no wiadomo, pierwsza reakcja.
- Ku*wa, to twoja sprawka! Twój nawet nie jest ruszony! - podszedł do mnie
- What?! A po jaki ch*j miałbym spreyować ci auto! pomyśl, zanim coś powiesz!
- Muszę wsiąść do tej amerykańskiej karykatury. - prychnął
- Jak masz problem, to napierdalaj na pieszo te trzy kilosy. - podrzuciłem kluczyki w dłoni i ruszyłem w stronę drzwi. - No ruszysz się?
Niechętnie wziął plecak oraz klucze i zamykając dom, wsiadł do samochodu.
" - Ja ci, ku*wa, dam - amerykańska karykatura to twój wymalowany ryj. "
Nie będę robił mu przykrości i nie powiem mu tego prosto w twarz, bo się jeszcze obrazi. Mamy sprzeczki, ale się kochamy. Ani ja, ani Bill, nie wytrzymalibyśmy dnia bez siebie.
Ruszyłem w stronę szkoły.

___

Musiałam iść na pieszo, bo oczywiście przez mamę spóźniłam się na autobus. Kurde, zimno, bo minus dziewięć stopni, w zimę, zaczyna prószyć śnieg, widzę go tu pierwszy raz. Dosyć gęsty. A ona mnie nawet podwieźć nie chciała! Mój pechowy dzień.
Ale po chwili słyszałam wołanie i zatrzymujący się obok mnie samochód. Samochód Toma.
- Jedziesz z nami? Co ja gadam, pewnie, że jedziesz. Wskakuj do tyłu. - powiedział Tom, szeroko się uśmiechając.
- Tak w ogóle to cześć, i dzięki - powiedziałam, rozgrzewając ręce.
- Zimno ci? Widzisz, gdyby mi samochodu nie zaspreyowali to pojechalibyśmy moim, bo Tom niestety w tym gracie nie ma ogrzewania.
- Przestań już kłapać to jadaczką i ucz się z biologii, będę od ciebie ściągał.
Zabawne, że to Bill się uczył, a Tom od niego ściągał. A i tak Bill miał lepsze oceny, bo jego brat niestety zawsze był przyłapywany na ściąganiu.
- A może, raz, tak dla odmiany, sam byś się czegoś nauczył? Tom, do cholery! Znowu jesteśmy zagrożeni na półrocze! Jak z tego nie wyjdziemy, to będziemy do siedemdziesiątki siedzieć w tym je*anym gimnazjum.
- O nie, jeszcze jednego roku tu nie wytrzymam.
- Czemu się po prostu nie wyprowadzicie? - przerwałam im.
- Widzisz, Roxen, nie możemy ryzykować pudłem. Musimy skończyć to gimnazjum.
- Mogę wam pomóc.. - zaproponowałam, a oni zerknęli na siebie - No wiecie, te przedmioty, z którymi macie problem, dla mnie nie muszą być trudne.
- Skarbie.. - wtrącił Tom - Po pierwsze, we wszystkich przedmiotach oprócz angielskiego mamy problemy. A po drugie, ty jesteś dopiero w drugiej klasie. To trudniejszy materiał.
- Ty myślisz, że ja nie wiem? Ale powiem ci, że jeśli kilka razy przeczytasz temat i zajrzysz do internetu, już możesz się czegoś nauczyć.
Dojechaliśmy pod szkołę.
- Wpadnę po ciebie o piątej, pomożesz nam z biologią, matmą i historią. Okej? - spytał Tom, gasząc silnik.
- Nie ma sprawy, ale co będę z tego mieć? - na to pytanie Bill podarował bratu szeroki uśmiech i wysiadł z samochodu.
- Co powiesz na jakąś kolację w Berlinie? - spytał, patrząc mi w oczy.
- W Berlinie? Oszalałeś? Mało restauracji masz w Hamburgu?
- Dajesz mi małe pole do działania. - odparł, szykując się do wyjścia.
- Zgadzam się na Hamburg, o Berlinie nie ma mowy.
- Zgoda. - uśmiechnął się i wysiadł
- Tom? - również wysiadłam - Czy to ma być randka?
Byłam ciekawa jego odpowiedzi. Trochę się stresowałam, że moje uczucia wyjdą na jaw, ale jego odpowiedź mnie zaskoczyła.
- Dla mnie tak, ale dla ciebie to może być zwykła kolacja z przyjacielem.
" Dla mnie tak "? Czy on właśnie powiedział, że według siebie zabiera mnie na randkę? Cholerka, ja się serio muszę postarać z tymi korkami. 

wtorek, 14 lipca 2015

Dwa

No i widzę, że tak jak " Krwawię, cicho żyjąc " nawet was zainteresowało :)
Cieszę się, że wam się podoba :)
Zapraszam na dwójeczkę kochane :*

Dwa.
Na mecie, czyli przed domem, byłbym pierwszy, ale odpuściłem Billowi. Zrobiłem to tak, żeby wyglądało, że chwilowo straciłem panowanie nad samochodem. Kiedy wysiadłem z samochodu, z trudem powstrzymywałem się od mojego tryumfalnego uśmiechu. Bo tak naprawdę, to ja wygrałem.
- A ty kurde co? - Bill również opuścił swój pojazd
- Co? - wzruszyłem ramionami
- Odpuściłeś.
- Nie, wygrałeś, bo miałeś szczęście.
- Odwal się w końcu. Wygrałem, bo mi odpuściłeś. Nie jestem aż tak głupi, żeby tego nie zauważyć.
Szturchając się i śmiejąc weszliśmy do domu. Nasi sąsiedzi szczerze nas nienawidzą. A to Charlie, nasz pies, jest na ich ogrodzie. Albo mamy za głośno muzykę. Albo nadal świeci się u nas światło, chociaż jest godzina po ciszy nocnej. W więc, co oni robią do tego czasu? Też muszą nie spać. A o graniu wieczorem na gitarze to w ogóle mogę zapomnieć. I szczerze, wolałbym już skończyć to powalone gimnazjum, sprzedać chatę i razem z Billem na zawsze się stąd wynieść. Tylko, Bill musiałby poinformować mamę. W końcu, dostawać co miesiąc po dziewięć tysięcy na łebka nie zdarza się każdemu.
Rodzice zawsze traktowali nas równo. Jednak od ich rozwodu, odkąd mama zaszła ponownie w ciążę ze swoim nowym partnerem, od kiedy powtórnie wyszła za mąż, zaczęła wywyższać Billa. Bill jest taki, owaki... Byliśmy bici. Nie tylko przez nią, przez ojczyma też. Tacie nie pozwoliła się do nas zbliżać, a przecież ten cały rozwód był jej winą. Gordon, jej obecny partner, bił nas za każde, nawet najmniejsze przewinienie. Ale nikt nigdy tego nie widział, bynajmniej nie u Billa - ja byłem częściej i mocniej katowany. Nie wiem, dlaczego. Może ona mu coś powiedziała, żeby Billa tylko chlasnął parę razy i to wszystko. Ale za co ona mnie tak nie cierpi.. Nie widzieliśmy się z nimi od trzech lat, czyli od czasu rozprawy. Naszej rozprawy, podczas której zarówno ja, jak i mój bart, siedzieliśmy na ławie oskarżonych. Nawet wtedy go wywyższała. Co zrobiliśmy? Tak to jest, jak piętnastolatki zadają się z dwudziestolatkami... Upili nas. Byliśmy tak narąbani, że po pijaku wsiedliśmy za kółka. Nawet to nie były nasze auta, nie mieliśmy rzecz jasna prawa jazdy. Ścigałem się z Billem. Spowodowaliśmy okropny wypadek, w którym ja potrąciłem ciężarną kobietę a on wjechał w busa. Oczywiście, to my odpowiadaliśmy za zniszczenie samochodów, za moje morderstwo i za jazdę po pijaku. Ale gdzie byli ci dwudziestolatkowie, którzy dali nam te samochody? No racja, byli tak samo narąbani, jak my. Ale na logikę - kto da pijanemu piętnastolatkowi swój samochód??
- Co jemy? - zapytał z kuchni. Do moich uszu dobiegł dźwięk otwieranej lodówki.
- Maria zostawiła nam roladę mięsną w piekarniku. Odgrzej, zjemy sobie. - odparłem.
Plecak rzuciłem obok kanapy i runąłem na nią. Nienawidzę tej szkoły. Kto to widział, żeby osiemnastoletni mężczyźni chodzili do gimnazjum, i mieli przymus je skończyć? A my go nie skończyliśmy. Dostaliśmy dosyć słaby wyrok, ze względu na okoliczności łagodzące - nieletni, upici przez starszych, nigdy nie byliśmy karani ani zatrzymani, nie uciekliśmy z miejsca wypadku i nie kłamaliśmy przed sądem. Do tego "rodzice" pokryli koszty naprawy samochodów. Nie każdy za wypadek ze skutkiem śmiertelnym dostaje dwa lata. Miałem szczęście. Bill tak samo.

___

- Jestem! - krzyknęłam wchodząc do domu.
Rzuciłam klucze na białą szafkę z brązowym blatem i zdjęłam buty.
- Jak było? - spytała moja mama z kuchni
- Pytasz mnie o to samo codziennie, od tygodnia. A ja ci odpowiem to samo, czyli świetnie. Tak do końca roku będzie?
- Oj no już, nie marudź. Tu masz obiad, umyj ręce i przyjdź zjeść.
Zaciągnęłam się aromatycznym zapachem sosu pieczeniowego. Pospiesznie wpadłam do łazienki, zmoczyłam dłonie letnią wodą i nałożyłam odrobinę kokosowego mydła. Po wytarciu rąk w ręcznik wróciłam do kuchni.
- Taty jeszcze nie ma? - zapytałam, nie przerywając jedzenia
- Musiał zostać dłużej w pracy, dodatkowe obowiązki. - uśmiechnęła się
- Wiesz, gadałam z Tomem... - zaczęłam, a mama gwałtownie się do mnie odwróciła, cała aż tryskała radością.
- I co? Opowiadaj! - usiadła na krześle obok.
- W sumie, to nic. Szłam przez korytarz zamyślona, w ogóle zapomniałam, gdzie jestem i co robię. Nagle na niego wpadłam i trochę pogadaliśmy. Powiedział, że mnie lubi. Stwierdził nawet, że jestem ładna! - zachwyciłam się - Ale co z tego, skoro przez jego łóżko przeplotły się już wszystkie dziewczyny z 3 klasy?
- Nie musisz iść z nim do łóżka, ojciec by go zabił. Skoro cię kocha, to zrozumie.
- Ja nie powiedziałam, że mnie kocha. Powiedziałam, że stwierdził, iż jestem ładna, a to duża różnica. - wstałam i odłożyłam talerz do zlewu. - Idę się uczyć. Do godziny siedemnastej proszę mi nie przeszkadzać!
Wbiegłam do pokoju i zamknęłam drzwi. Westchnęłam ciężko. Czasem się zastanawiam, dlaczego w ogóle rozmawiam z mamą na temat chłopaków. Nigdy żaden jej nie dogodzi, nawet Tom. Raczej kolacja z rodzicami odpada.
Zaśmiałam się do siebie cicho i wraz z plecakiem podeszłam do biurka. Nienaganny porządek, to lubię. Kiedy wszystko jest na swoim miejscu, jej perfekcyjnie. I przynajmniej da się pracować.
Z torby wyciągnęłam matematykę, zawsze od niej zaczynałam. Matematyka to moja Pięta Achillesa.
A to, że mam dysleksję, wcale mi nie pomaga. Nie mam nawet żadnej strony społecznościowej, bo nie miałabym czasu na nią wchodzić. Codziennie muszę powtarzać różne rzeczy, nawet te z szóstej klasy, żeby je pamiętać. Z ortografią jednak jest już lepiej. Ale matematyka to zdecydowanie tragedia.

*

Dziś skończyłam wyjątkowo szybko. Na dworze co prawda słońce już zaszło, ale nadal jest jasno.
Postanowiłam przejść się na spacer. Nagle dostałam sms od Marty.
" Czy ty widzisz, co oni znów robią? Obejrzyj ten filmik. Dyrcio na bank już ich wyrzuci. "
Zdziwiłam się. Czy to na pewno miał być sms do mnie? To nic, kliknęłam w miniaturkę. Moje oczy szerzej otwarły się, kiedy zobaczyłam obok szkoły, na drodze, stojące obok siebie dwa samochody, które wraz z dzwonkiem na przerwę ruszyły przed siebie. To były auta bliźniaków! Ale, czy to na pewno oni?

" To Bill i Tom? Co oni robią? " - odpisałam jej.

Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.

" Tak, to oni. Jak to, co? Ścigają się! To już czwarty raz! Zawsze spod szkoły aż do domu! "

Nie pomyliłam się, są idiotami. Ścigać się spod szkoły... Szacun. Ale widocznie czują się pewnie z tym, że nikt im nie zabierze prawa jazdy. A tu mogą się zdziwić, kiedy przy jednym z domów będzie stać policja. Ale jak tu nie kochać takiego idioty, jakim jest Tom. Ten człowiek jest perfekcyjny, a jego uśmiech bezcenny. Gabriela mi mówiła, że była akcja, kiedy obaj włamali się do szkolnego radiowęzła. To się popisali. Tom powiedział " Bill nigdy niczego nie zrobi beze mnie. Nie wiedziałby nawet, jak się urodzić, gdybym ja nie zrobił tego pierwszy ". Bill zaczął go szturchać i obaj się śmiali, a później do mikrofonu dorwał się Bill. " Są momenty, kiedy chcę sprzedać kopa temu idiocie. Zawsze, gdy na niego patrzę, a on robi coś zupełnie innego niż to, co powinien, mam ochotę mu je*nąć. " I znów ta sama reakcja. To były chyba ich osiemnaste urodziny, tak. Mieli powiedzieć coś zabawnego, ale i słodkiego o sobie. Nieźle się z nich uśmiałam. Właściwie, to z Gabrieli, bo to od niej się o tym dowiedziałam.
Nagle obok mnie zatrzymał się samochód. Gdy na niego spojrzałam, lekko się zdziwiłam.
- Podwieźć cię gdzieś? - powiedział Tom, gdy opuścił szybę
- Em, nie, dzięki. - uśmiechnęłam się.
- Co masz? - jechał tak wolno, jak ja szłam. Co chwilę odwracał głowę i patrzył raz to na mnie, raz na drogę.
- Sms'a od przyjaciółki. - odparłam, pokazując mu telefon - To wy? - wskazałam na miniaturkę w sms'ie.
- Cholera, znowu nas nagrali? - spytał, ale jednak spokojnie.
- Na to wygląda. Po co to robicie? - prychnęłam, ale chyba nawet tego nie zauważył.
- Może jednak wsiądziesz? - ruchem głowy wskazał miejsce obok niego.
Szybkim krokiem ominęłam maskę jego samochodu i wsiadłam, momentalnie znajdując się obok niego.
- Lubimy to. Przynajmniej możemy się zabawić w ciągu tygodnia.
- A co robicie w wolne? - poprawiłam tiszert na dole.
- O kochana, wtedy to się dzieje. Spotykamy się z ekipą pod miastem, nad jeziorem. To taki mały lasek, jeziorko i mała plaża. Teren prywatny, dawno nie odwiedzany. Jeździmy tam co weekend, zaczynając w piątek wieczorem i kończąc w niedzielę po południu.
- Rany, tak zupełnie? Rodzice wam pozwalają?
Chwila ciszy, trochę się zdziwiłam.
- Jeszcze żeby ich to interesowało. Są za granicą, pracują. - wyraźnie trochę posmutniał.
- Ach pracują... To dobrze - odparłam, a on spojrzał na mnie z uniesioną brwią. - Nie, to znaczy źle, ale myślałam, że nie macie rodziców...
- To jest bardzo skomplikowana sprawa, wiesz? Może kiedyś przy kawie ci opowiem.
- Chętnie posłucham - uśmiechnęłam się.
Pewnie kątem oka to zauważył i również się uśmiechnął.
- Właściwie, to gdzie jedziemy? - spytałam po chwili, patrząc przez boczną szybę.
- Po dwa puszkowane i dwie paczki papierosów, bo nam się skończyły. Wysadzić cię, i wrócisz do domu, czy chcesz jechać ze mną?
- Nie, luz. Pojadę z tobą - na te słowa aż oczy mu błysnęły.
Nie wiem, co on sobie w tej makówce wyobraża, ale ja nie jestem łatwa i nie jestem na jedną noc. Podoba mi się, okej. Ale niech mi udowodni, że jest siebie wart. Pomęczę go trochę, bo jakoś dziwnie coraz częściej się koło mnie kręci.
- Palisz? - zapytał znienacka.
- Chyba żartujesz. - prychnęłam, co rozbawiło nas obu.
- Nie. Ty masz ile, szesnaście lat, tak?
- Piętnaście. O rok wcześniej poszłam do szkoły.
- A, no racja. Sorry, nie umiem liczyć - zaśmiał się.
Uwielbiam, kiedy żartuje w mojej obecności. Wtedy wydaje się być wyluzowany, i zbytnio nie "gwiazdorzy".

___

Siedzi obok mnie, dzieli nas tylko ręczny i wajcha skrzyni biegów. Śliczna, uśmiechnięta. Cholera, jak o niej myślę, wszystko wraca. Patricja, nasz związek, nasza wspólna noc. I wszystko znowu ze mną jest. Ale miejmy nadzieję, że Roxen jest inna. Że nie jest zwykłą szmatą, która próbuje mi się przypodobać.
Zatrzymaliśmy się pod sklepem.
- Chcesz coś? - spytałem. Odkiwnęła głową, że nie. - Idziesz ze mną?
Uśmiechnęła się i wysiadła z auta, ściągając dół koszulki - bardziej w dół. Taka śliczna, wyjątkowa. Fakt, te sztuczne plastiki, takie jak Jessica, mnie kręcą, bo noszą ubrania, dzięki którym wszystko sobie odsłaniają i łatwo się dostać. Ale coś czuję, że Roxen nie jest łatwą dziewczyną i pewnie po tym, co o mnie usłyszała, na pewno się ze mną nie prześpi. A już na bank nie zostanie moją dziewczyną.
Weszliśmy do sklepu. Oboje do działu z alkoholem, tak jej powiedziałem. Wziąłem z półki dwa Redsy, oczywiście słabe, bo jutro szkoła. Uśmiechnąłem się do niej.
- Na pewno nie chcesz? - spytałem dla pewności
- Nie, dzięki. - odparła i rozglądała się dalej.
- Chodźmy do działu nikotynowego. - odparłem, idąc przed siebie.
- Gdzie? - zdziwiła się, robiąc śmieszny grymas.
Zaśmiałem się.
- Poszukać papierosów.
Zrobiliśmy już zakupy, mieliśmy wracać do domu, kiedy ona nagle rzuciła:
- To może pójdziemy na tą kawę? Opowiesz mi wtedy tą strasznie skomplikowaną historię, hmm?
- Wiesz, za bardzo cię nie znam. - odparłem, po chwili się do niej uśmiechając.
- To mnie poznasz. Ja opowiem o sobie, a ty o sobie. Co ty na to?
Przekonała mnie, w sumie, to byłem za tą kawą, ale mnie przekonała jeszcze bardziej.
- Okej. - pilotem zakluczyłem auto i ruszyliśmy do najbliższej kawiarenki.
Kupiliśmy sobie po kawie - ona Nescaffe, ja wziąłem cynamonową artystyczną. Lubię takie kawy.
- Więc, co chcesz wiedzieć? - spytałem, upijając jeden łyk.
- Może na początek, dlaczego nadal siedzicie w gimnazjum. - rzuciła, delikatnie się uśmiechając.
- No i widzisz, to właśnie jest połowa tej skomplikowanej historii... - zacząłem - Mieliśmy po piętnaście lat, wpadliśmy w nie te towarzystwo, bo to była grupa dwudziestolatków. To był, jak się nie mylę, piątek. Kupili nam parę piw, tych mocnych piw, i wódkę. Nieźle nas uchlali. No i później, po całym piciu, dali nam wsiąść do samochodu. Mieliśmy im pokazać, na co nas stać - mieliśmy się ścigać. Ten który wygra, zostaje w "gangu". Woda sodowa nam uderzyła do głów. W końcu, mieć dwudziestoletnich kupli to nie wstyd. A byliśmy pijani, i ja, i Bill, chcieliśmy zostać w tym pie*dolonym gangu. Spowodowaliśmy wypadek, w którym ja potrąciłem ciężarną kobietę, a Bill wjechał w tranzyta. No wiesz, dużego busa. Była rozprawa, ponieśliśmy dosyć łagodną karę, bo dostaliśmy tylko dwa lata, w zawieszeniu na 3, jeśli nie skończymy gimnazjum. Jedno poważne przewinienie, jedno zgłoszenie dyrcia, a już siedzimy. Do tej całej kary wykonujemy prace społeczne.
- Ach tak? Jakie? - ożywiła się
- Wieczorami siedzimy w szpitalu dziecięcym i gramy chorym dzieciom. Na raka, na chorobę serca... Tym dzieciom, dla których w sumie nie ma już ratunku. Ja gram na gitarze, a Bill śpiewa. Dzieciom się to podoba.
- Grasz na gitarze?
- Pewnie. Na elektrycznej, basowej, klasycznej, akustycznej. Gram na wszystkich instrumentach. - dopiłem swoją kawę i wygodnie oparłem się o oparcie krzesła.
- Zazdroszczę ci. Chciałabym umieć grać przynajmniej na gitarze. - westchnęła, również dopijając swoją kawę.
- Teraz ty, powiedz coś o sobie. - uśmiechnąłem się

___

Również się uśmiechnęłam.
- A co chcesz wiedzieć? - spytałam.
- Skąd się tu wzięłaś. - odparł, poprawiając swoją czapkę.
- Jestem z Dortmundu, tam się urodziłam i wychowałam. Nie mam rodzeństwa, jestem jedynaczką. Moja mama lubi pomagać katowanym dzieciom, dlatego pracuje w opiece społecznej. Ojciec jest adwokatem, prawie cały czas jest poza domem. W moim życiu nie ma nic ciekawego.
- Jesteś jak ja. Zupełnie, jak ja. Znaczy, wyglądem, bo charakterem się różnimy, wiesz? - rzucił po chwili.
- Serio? - spytałam - Ja jakoś tego nie dostrzegam. Jakim cudem te ogromne spodnie się na tobie trzymają? - kiedy o to zapytałam, uśmiechnął się i pokiwał głową, po czym wstał i lekko uniósł bluzkę, pokazując pasek. - I zagadka rozwiązana.
Pośmialiśmy się chwilę, po czym oboje zwróciliśmy uwagę na powoli czerniejące niebo.
- Zbieramy się? - spytał
- Pewnie - uśmiechnęłam się i wstałam.
W drodze do domu głośno słuchaliśmy muzyki.
- Czekaj, to mój dom. - krzyknęłam, wybuchając przy tym śmiechem.