poniedziałek, 2 listopada 2015

1. Because the child is a ray of sunshine amid the dark clouds..



Tokio Hotel cieszyło się wielką sławą już od początku. Odkąd do sieci wypłynął ich klip „Durch Den Monsun” było o nich głośno. W zaledwie trzy dni teledysk miał już 100 000 wyświetleń, co dla grupy nastolatków było przełomem w życiu. Po wydaniu swojej pierwszej płyty ruszyli w trasę, podczas której wokalista przeszedł mutację głosową. W 2007 roku wyszedł ich kolejny krążek i kolejna trasa. Fani ubywali, ale na ich miejsca wskakiwali następni. I choć z początku ta czwórka wydawała się zespołem na „jeden hit” tak po dwóch latach spokojnie mogli przestać być tak nazywani.

           Odkąd zespół wydał album „Humanoid” i pojechał w trasę obejmującą Europę nie udzielał się już głośno w świecie. Bliźniacy Kaulitz, czyli gitarzysta i wokalista zespołu, wzięli  udział w ,,Deutschland Sucht Den Superstar" jako jurorzy. O albumie cały czas wspominali, lecz fani bardzo się niecierpliwili.

          Tom wylegiwał się na kanapie, spokojnie oglądając mecz. Od roku nie mieszka z bratem, odkąd ten w końcu znalazł sobie dziewczynę. Rozumiał brata, dlatego kupił sobie nieduży domek na wybrzeżach Los Angeles, z widokiem na morze. Dom ten miał dwie sypialnie, dwie łazienki, kuchnię i salon. Do tego basen przy tarasie. Budynek otaczały palmy, krzewy i inna roślinność. Czego chcieć więcej? Kiedy Bill cieszył się związkiem, on produkował się nad nowym albumem. Od trzech lat nic nie wypuścili, a fani powoli zaczęli ich opuszczać. Czy tak ma wyglądać koniec zespołu wszech czasów? O nie, nie chcemy końca. Jesteśmy nieśmiertelni, a muzyka będzie naszym potomstwem.

- To było dobre! – pochwalił się Kaulitz i stuknął długopisem w kartkę, gryzmoląc na niej wcześniej wypowiedziane słowa.

Od rana nie robił nic, tylko głowił się nad nowymi piosenkami. Nie jadł, czasem upił kilka łyków wody mineralnej. Nagle jego żołądek dał się w znaki.

Nie chce mi się gotować. Chyba pójdę na jakiegoś burgera.. Powiedział w myślach.

Wziął klucze z półki, telefon włożył do kieszeni od spodni, a nos przyozdobił okularami przeciwsłonecznymi. Opuścił dom i ruszył wąskim chodniczkiem w stronę miasta.

Kiedy dotarł do Resto Bend, usadowił się przy stoliku na dworze. Było bardzo gorąco, dlatego wszędzie roiło się od ludzi wszelakiej maści.

Kaulitz wcinał właśnie burgera z pomidorem, sałatą i cebulą, kiedy na krzesło przed nim wskoczyła dziewczynka. Była zdyszana, i (chyba) przestraszona.

Tom popatrzył się na nią ze zdziwieniem. Rozejrzał się w poszukiwaniu kogoś, może matki lub ojca, którzy i idą właśnie w jej kierunku, by ją zabrać, ale nikogo takiego nie zobaczył.

- Pomożesz mi? – spytała cicho, patrząc mu w oczy

- Szukasz mamy? – odłożył burgera i zatarł dłonie

- Nie – pokiwała głową – Oni mnie gonią

Tom wstał i podszedł w jej stronę. Nachylił się i spojrzał w jej czekoladowe oczy.

- Kto cię goni, słonko?

Nagle usłyszał okrzyk i gdy odwrócił głowę w bok, zobaczył trzech mężczyzn idących w jego stronę. Ten na czele już miał złapać dziewczynkę za ramię, kiedy Kaulitz zasłonił ją swoim ciałem.

- Odsuń się, to moja córka. – warknął nieznajomy.

- Czyżby? – uniósł jedną brew – Słonko, to twój tata? – zwrócił się do dziewczynki, lekko się odsuwając. Zaprzeczyła.

- Ależ kochanie, co ty wygadujesz. To ja, twój tata, pamiętasz? Biegając po placu upadłaś i uderzyłaś o kant zjeżdżalni..

- Dobra, dobra, facet. Jak mówi, że nie jest twoją córką, to się odwróć, i idź.

- Nie wiesz, z kim zadzierasz. – ich twarze dzieliło zaledwie pół centymetra.

- Daruj sobie, bo zadzwonię po Smerfy i cię zgarną. Chcesz tego?

Mężczyzna popatrzył na dziewczynkę, a potem splunął obok niej i odszedł, razem z tymi dwoma osiłkami. Tom odwrócił się do niej i przy niej przyklęknął.

- Chodź ze mną.

Wstając złapała go za rękę. Tom rzucił na nią tylko krótkie spojrzenie, po czym ruszył w stronę domu.

Kiedy od kluczył drzwi i odłożył klucze, wpuścił ją do środka. Mała wbiegła do salonu i rzuciła się na kanapę.

- To twój dom? – spytała radośnie – Ale wielki!

- To? Wielkie? Gdzie ty mieszkasz, w jakimś kantorku?

- Właściwie, to ja nie mam domu.

- Jak masz na imię? – podszedł do niej ze szklanką wody.

- Katherine, ale wszyscy mówią mi Kath.

- Kim byli ci ludzie?

- Znali mojego tatę, i... – zaniemówiła i spojrzała na podłogę – Zabrali moją mamę.

- Dokąd?

- Ivan mówił, że źli ludzie zabrali ją do nieba.

Dziewczynka była Azjatką, miała skośne, brązowe oczy i mały nosek. Była naprawdę urocza.

- Ivan?- uniosłem brew

- Ten pan, z którym się kłóciłeś. Często, kiedy czyta mi bajki, ktoś do niego dzwoni a on mówi w dziwnym języku. Ani to angielski, ani chiński..

- Może rosyjski.. – powiedział bardziej do siebie.

- Umiesz mówić w jego języku?

- Nie znam zbytnio rosyjskiego, nigdy się go nie uczyłem. A dlaczego cię gonili?

- Ivan powiedział, że jak dorosnę to zostanę jego żoną, bo jestem śliczna.

Chrystusie Jezusie, czy on jej coś zrobił?! Skomentował w myślach.

- Zrobił ci coś?

- Kilka razy mnie uderzył – dziewczynka wyciągnęła dolną wargę

- A... Dotykał cię gdzieś?

- Co noc, kiedy przychodzi od kolegów pijany.. Ale ty mi tego nie będziesz robił, prawda?

Kaulitz zaprzeczył stanowczym ruchem głowy.

To trzeba zgłosić na policję. Chociaż nie, bo to mogą być jacyś gangsterzy, a Ruscy gangsterzy są bezlitośni..No ale co ja zrobię z małą dziewczynką na głowie? Tu trzeba myśleć nad albumem, piosenkami, trasą, pilnować kariery, domu i w ogóle.. A co ja powiem Billowi? Cześć Bill, zostałem ojcem, mam...

- Ile ty masz lat?

- Siedem- odparła, bawiąc się z Chappperem

- Dasz mi chwilę? Zadzwonię do brata..

- Masz brata? – ożywiła się

- Bliźniaka.

- Wygląda jak ty?

- No, tylko że ona ma krótkie, blond włosy, od cholery kolczyków i kilka tatuaży.

- Czekaj, Ivan kiedyś pozwolił obejrzeć mi program o śpiewaniu, kiedy byłam z nim w Moskwie. Było tam dwóch panów o tym samym nazwisku. Kuliz, Kutzt...

- Kaulitz?

- Właśnie – pstryknęła palcami 

Zaśmiał się cicho. Podszedł do dziewczynki i na szklanym stoliku postawił jej talerz wypełniony frytkami z ketchupem.

- Smacznego, ja idę ci przygotować pokój i pogadać z bratem.

Poszedł do pokoju i wyciągnął na łóżko świeżą pościel. Okno zasłonił firanami. Z kieszeni wyjął telefon i wybrał numer do Billa.

- Cześć Tom! – usłyszał głos brata – Co słychać?

- Mam dziecko w domu, to słychać – odparł, siadając na łóżku.

- Tom, i ja nic nie wiem?

- Pieprz się – syknął – Dziewczynka ma siedem lat i jest Azjatką. Dzisiaj poprosiła mnie o pomoc, bo jakiś Rusek ją gonił. Mało tego, on ją, kuźwa, molestuje!

- I co masz zamiar z nią zrobić?

- Ty masz Agnes, G2 są jak na razie w Niemczech, a ja nie mam nikogo.. W sumie mogłaby u mnie zostać. I tak nie ma rodziców, a nie oddam jej z powrotem do tego zboczeńca.

- Tom, musimy zająć się płytą. – stwierdził poważnie.

- A ty myślisz, że co ja robię? Codziennie ślęczę nad kartkami z jakimiś tekstami, żeby coś w końcu napisać. A ty? Ile już zrobiłeś w tym kierunku?

- Napisałem piosenkę. – odparł.

- Doprawdy? Jaki ma tytuł?

- ,,Stormy Weather". Myślałem też, że skoro mamy rok 2013, to moglibyśmy pójść już bardziej w stronę elektronicznej muzyki, co nie?

- To nie taki zły pomysł. Dobra, ja muszę kończyć. Narka.

- Narka.

Telefon wcisnąłem z powrotem do kieszeni i opuściłem pokój. Z podziwem spojrzałem na dziewczynkę, umazaną od ketchupu.

- Zjadłam wszystkie – popatrzyła Kaulitzowi w oczy

- Cieszę się – uśmiechnął się miło – Nie wiem, raczej wykąpiesz się w mydle, bo nie mam nic takiego o zapachu różnych kwiatków czy mandarynek..

- To i tak dobrze, bo kiedy kąpałam się u Ivana to poza wodą i ręcznikiem nie miałam nic.

- Kąpałaś się w samej wodzie?? – mężczyzna uniósł brwi

- Tak, dlatego inne dzieci nie chciały się ze mną bawić. – spóściła głowę.

- Przykro mi, dzisiaj niestety tylko mydło. Ale obiecuję ci, że jutro pójdziemy na zakupy i kupisz sobie wszystko, co będziesz chciała.

- Wszystko? Ubrania i słodkie też? – jej oczy zabłysły

- Nawet ubrania i słodkie – przytaknął – A teraz pryskaj się umyć, i spać!

- Pomożesz mi? – usłyszał wołanie, kiedy dziewczynka zobaczyła wannę – Nie wejdę do niej, jestem za mała..

- Pewnie, poczekaj.

            Miał to szczęście, że nie podniecały go dziewczynki... Bynajmniej te do 16 roku życia..

Wszedł do pomieszczenia i odkręcił kurek z ciepłą wodą. Po dwóch minutach, kiedy wanna wypełniła się do połowy, włożył rękę do wody, w celu zmierzenia temperatury. Odkręcił kurek z zimną wodą i odczekał 10 sekund, po czym zakręcił go szczelnie i spojrzał na dziewczynkę.  Ta podniosła ręce do góry, a Kaulitz delikatnie złapał ją pod pachami i przerzucił do wanny mówiąc „opa”. Wziął mydło i wrzucił je do wody.

- Możesz się pluskać, dopóki mydło się nie rozpuści. Potem się umyj i mnie zawołaj, dobra?

- Dobra!

Zaśmiał się i opuścił pomieszczenie. Drzwi zostawił lekko uchylone i wszedł do salonu, puszczając cicho piosenki z „Humanoida”. Może pomieszać niektóre cytaty z piosenek i stworzyć nowe?

Otworzyło się akurat na „Phantomrider”. Lubił tą piosenkę, może dlatego, że sam wymyślił jej melodię i połowę tekstu. I do tego doszedł niesamowity wokal Billa. Ta piosenka jest jedną z licznych, którą wykonał bardzo dobrze. I choć pod koniec trasy często się przy niej mylili, ona nadal będzie wspaniała.

- Pomożesz? – usłyszał wołanie – Jak ty się właściwie nazywasz?

 - Słonko, jak się nazywam, to już wiesz. Na imię mam Tom – zaśmiał się i spuścił wodę z wanny. Odczekał, aż spłynie i owinął dziewczynkę ręcznikiem, po czym wyciągnął ją.

Kiedy kładła się spać była zupełnie naga. Pod ubraniem nie miała bielizny, same ubrania to błahe szmaty. Tom dał jej jedną z bluzek, starych bluzek, których nie nosił już kupę lat. Mimo, że Kath wyglądała jakby miała na sobie suknię ślubną czerwonego koloru, była zadowolona.

Hejka naklejka

Postanowiłam, że zamiast robić kolejnego bloga, nowe opowiadanie będę pisać tu c:

Tak, dostałam natchnienia i piszę nowe opowiadanie, które męczy mnie od kilku dni ;3

A takiej historii jeszcze chyba nie było, więc będę czuć się wyjątkowa :D

1 rozdział powinien pojawić się już dziś :*

Opowiadanie nosi tytuł "Because the child is a ray of sunshine amid the dark clouds"

niedziela, 1 listopada 2015

Dziesięć.

Dziesięć.
Cieszyło mnie to, że Tom wychodzi na prostą z ocenami. W ciągu dwóch tygodni zgarnął tyle
pozytywnych ocen, co w całym roku szkolnym przed wakacjami. A jeszcze bardziej cieszył mnie fakt, że robi to dla mnie. Podejrzewam, że gdybyśmy się rozstali, byłoby tak jak dawniej. Ale nie chcę tego! Będę go kochać zawsze. Nie przestanę ani na chwilę. W dupie mam to, czy to się nie spodoba mojemu ojcu, czy nauczycielom w szkole.. Przecież ja się nie opuściłam w nauce, a Tom się podniósł. Więc w czym ma być problem? Na Kaulitza związek wpływa bardzo dobrze, jeśli chodzi o naukę. W zachowaniu się nie zmienił, może jest bardziej troskliwy co do mnie, G&G oraz Billa. Ze względu na mnie zmienił też auto. W końcu przekonał się do Audi. Teraz ma śliczną, niebieską Audi RS8 niebieską, w sedanie. Auto nowiuśkie, z salonu. Do rodziny Kaulitzów nie pojechaliśmy, bo Bill się rozchorował na dobre, a Tom nie chciał jechać bez niego. Później to Tom zachorował, i też nie pojechaliśmy. Planujemy jechać w ten weekend, także... Zobaczymy!
Siedziałam z Tomem na kanapie w salonie. Swoje nogi miałam na jego, tyłkiem siedziałam obok niego i jeszcze byłam w niego wtulona. Oglądaliśmy film o transseksualistce. To musi być naprawdę straszne, że kiedy się rodzisz wszyscy mają cię za chłopca, a kiedy dorastasz uważają że jesteś psychiczna, bo tak naprawdę jesteś dziewczyną.. Na szczęście ja tak nie miałam. 
Tom nie założył fejsa. Stwierdził, że zamiast marnować czas na głupi portal społecznościowy, to spędzi go ze mną. Idealnie zagospodarował sobie czas. Od ósmej do piętnastej - szkoła plus ja. Od piętnastej pięć do szesnastej pięć nauka. Od szesnastej dziesięć ja i Bill. od dwudziestej drugiej do siódmej dnia następnego sen. Praktycznie pilnuje tych godzin, co mnie niezmiernie zadziwia. Tom jest osobą, która rozwija się dopiero teraz. Mimo, iż ma dziewiętnaście lat, czasem wydaje mi się, że ma piętnaście. Serio! Na szczęście, on cały czas idzie do przodu. W naszym związku też są postępy. Tom sto razy dziennie powtarza mi, że mnie kocha. Kiedy idzie ze mną na miasto, pilnuje moich rzeczy. Krzywo patrzy na każdego chłopaka, który do mnie podejdzie. I co jeszcze odkryłam? Jest cholernie zazdrosny! Musi pokazać, że jest ze mną, za każdym razem. Gdy podchodzi jakiś chłopak, on od razu łapie mnie za rękę, obejmuje mnie lub całuje w policzek. Co jest bardzo słodkie! A ci speszeni, biedni chłopcy prędko uciekają.
Tom się nie odzywał, i ja też nie miałam zamiaru. Nie miałam siły, tak było mi dobrze. I o dziwo - wygodnie! Na fotelu siedział Bill z kubkiem kakao w ręce, a na drugim fotelu leżał Georg, piszący esemesy do swojej dziewczyny.
Nagle, rozglądając się po pomieszczeniu, dostrzegłam gitarę.
- Zagrasz mi coś? - spytałam cicho, dotykając lewą dłonią jego lewy policzek.
- Nie chce mi się iść po gitarę. - spojrzał mi w oczy.
- Tam stoi jedna - wskazałam głową
- E tam, to gitara Billa. Uczył się na niej grać. Po czterech lekcjach, które mu dałem, on nadal nie umie. I zna tylko trzy akordy.
- Kiedy ty wreszcie zrozumiesz, że gitara nie jest dla mnie? - odezwał się młodszy Kaulitz
- Nie stękaj. Gdybym ja się poddał, nie czarowałbym dziś dziewczyn.
- Ej! - ukułam go palcem w brzuch - Mnie na gitarę nie wyrwałeś.
- Dobra dobra.
To jasne, że nie wyrwałem jej na gitarę, tylko na oczy. Wszyscy wiemy, że dziewczyny
lecą na brązowe ślepia. Ale moje są wyjątkowe, bo należą do Roxen. Są tylko jej, na wyłączność. Nigdy już nie trafię na wspanialszego anioła od niej. Pomaga nam w nauce, dzięki niej wychodzimy na prostą, więc powinniśmy w końcu ukończyć do cholerne gimnazjum. Nie chciałem też, żeby coś nam się stało, więc kupiłem nowy samochód. Zaufałem Billowi, i kupiłem Audi. Nie pomyliłem się. Mam ją od tygodnia i myślę, że lepiej nie mogłem trafić. Tak samo z Roxen. W końcu coś mi wychodzi. W weekend planujemy też jechać do Berlina, do mamy i Gordona. Tam wezmę Roxen na kolację. Wiem o niej wszystko. O której godzinie się urodziła. o której wstaje w tygodniu i w weekend, znam treść każdego jej esemesa do mnie. To podchodzi nawet pod obsesję, ale co zrobię? Nic nie zrobię. Kocham ją, więcej grzechów nie pamiętam.
Zsunąłem jej nogi ze swoich i szybko wstałem, kierując się na górę, po gitarę. Po chwili byłem z powrotem.
- Może być In Die Nacht? - zaproponowałem 
- Pewnie. - uśmiechnęła się.
Usiadłem obok niej i zacząłem grać. W pewnym momencie Bill zaczął śpiewać.
Stworzyliśmy zgrany duet. Kiedy skończyłem, Roxen mocno się do mnie przytuliła.
- Odprowadzisz mnie do domu? - spytała cicho
- Zawsze. - odparłem, odkładając gitarę.
Zapięła bluzę, ubrała buty i stanęła, czekając aż ja ubiorę obuwie. Kiedy to zrobiłem, wyszliśmy, a ona krzyknęła do chłopaków "do jutra". Udaliśmy się w stronę jej domu.
- Tom?
- Tak? 
- Co byś zrobił, gdybym umarła?
- Co?!
- Co byś zrobił, gdybym umarła? - powtórzyła
- A masz zamiar?
- Nie..
- Więc koniec tematu - chwyciłem ją za dłoń, splatając nasze palce i mocno ścisnąłem. - Jeśli umrzesz, to ja też.
Wtuliła głowę w moje ramie i podążała powolnym krokiem.
Jak na końcówkę listopada, dziś było ciemno. Dochodziła dziewiąta, a my szliśmy w bluzach. Na ulicach znajdował się już biały puch w wysokości około piętnastu centymetrów. Co dobrze wróży, bo święta mogą być bardzo obfite w śnieg. A wiadomo, święta - bez śniegu - to nie święta. Nie wiem, dlaczego, ale od pewnego czasu mam chęć do.. płakania. Tak, wiem. Mam prawie dziewiętnaście lat, jestem mężczyzną, a chcę płakać. Może czas się komuś wyżalić? Ale wstydzę się. Kocham mamę mimo, iż się tego wypieram. Mam ochotę do niej jechać i po prostu się przy niej rozpłakać. Nie wiem, jak by zareagowała. Może by mnie odtrąciła, może oschle potraktowała. A może w końcu skorupa na jej sercu by się skruszyła i odpadła?
Robi się ze mnie baba. Ale w sumie to dobrze. Nikt nie lubi zimnych sku*wieli, tym bardziej dziewczyny. A ja nie chcę być sam. Nigdy.
Szliśmy w ciszy, dopóki nie stanęliśmy pod moim domem. Mocno go przytuliłam.
- Kocham cię. - szepnęłam
- Ja ciebie też, tylko bardziej.
Delikatny pocałunek był naszym pożegnaniem. Weszłam do domu. Byłam mile zaskoczona, gdy w kuchni zobaczyłam tatę.
- Hej - uśmiechnęłam się - Jak wypadła delegacja?
- Nic wielkiego, to co zawsze. - mówiąc to, nawet na mnie nie spojrzał.
- Coś nie tak? - spytałam
- Nie, dlaczego?
- Nie patrzysz na mnie..
- Trudno mi się przyzwyczaić do tego, że masz chłopaka.. Chłopaka kryminalistę.
- Tato.. On nie jest kryminalistą. Trzy razy tłumaczyłam ci tamtą sprawę, czwarty raz nie zamierzam. Jeśli się z tym nie pogodzisz, to przykro mi bardzo, ale się wyprowadzę. 
Rzucił mi krótkie spojrzenie i wrócił do przeglądania przemian. Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Po chwilowym odpoczynku udałam się do łazienki, w celu kąpieli. Byłam zmęczona i senna, mimo tego - po kąpieli - odprężona. Położyłam się spać.
Obudził mnie dźwięk telefonu.
Piątek.
Dziś jedziemy do Berlina. Nie mam ochoty wstać, więc raczej odpuszczę sobie szkołę.
Dzwoni Tom.
- Halo? - zaczęłam
- Obudziłem cię?
- Tak.. - odparłam
- To fajnie - zaśmiał się
Jak na złość, ja też się uśmiechnęłam.
- Nie idę do szkoły, nie chce mi się.
- Misiek, mam dzisiaj trzy testy i kartkówkę.. Muszę iść.
- Spokojnie, możesz iść - zaśmiałam się - Ja cię tylko informuję.
- Ale źle się czujesz, czy co?
- Tak jakby, nie mam na nic siły.
- Nie mów mi, że nie pojedziesz do Berlina.
- Pojadę! Pojadę! Aż tak źle nie jest, muszę się wyleżeć i spokojnie się wyszykuję do wyjazdu.
- Czyli nie czekać za tobą? - upewnił się
- Nie, jedź prosto do szkoły. - odparłam
- Nie będziesz mi rozkazywać - parsknął, a ja mimowolnie się roześmiałam.
Na tym skończyła się nasza rozmowa. Odrzuciłam telefon i wtuliłam się w poduszkę. Po chwili zasnęłam.
Nie miała ochoty iść do szkoły, okej. Szkoda, że mam dziś takie urwanie głowy.
Też bym chętnie dłużej pospał, bo skoro mam kierować te dwie godziny.. W sumie, Bill mógłby kierować. Albo nie, chcę żyć. Zastanawiam się też, którym samochodem pojedziemy. Jak przyjedziemy moim, mama będzie mi wygadywać, że zmarnowałem kupę szmalu na auto. Więc stawiam na samochód Billa. Zobaczymy. Jest wpół do ósmej, zjem śniadanie i możemy jechać. Muszę poprosić Gusa, żeby nagrał mi jakieś porządne techno na płyty. Kocham, kiedy samochód drży od siły basów. To jest.. Właściwie mój żywioł. 
Zjadłem płatki z mlekiem i poszedłem na górę po plecak. Bill stał już przy drzwiach i ubierał kurtkę. Oczywiście, tak mi się spieszyło, że potknąłem się na dywanie leżącym na schodach i się wypie*doliłem. Czarny, to myślałem, że się poszcza ze śmiechu.
- Czego się ryjesz - burknąłem zarzucając plecak przez ramię - Ile razy ty się wyjebałeś na prostej drodze..
- No właśnie, a ty za każdym razem się śmiejesz. Teraz wiesz, jak to jest.
- Mnie przynajmniej nie widział nikt, poza tobą! Dlatego nie masz dziewczyny.
- Weź się przymknij, szpanujesz Roxen.. Ty też przez długi czas po Patricii byłeś sam.
- Jeśli jeszcze raz usłyszę to imię, powąchasz kwiatki od spodu. - poszedłem z nim "na bara" i opuściłem dom. 
- Może pora, by ją odwiedzić? - zagadnął, otwierając drzwi swojego auta, stojącego obok mojego.
- Żebym wiedział, gdzie się zaszyła, to pewnie bym to zrobił. 
- To robota dla Georga. Wyczai ją w necie.
- W sumie to nie jestem pewien, czy chcę ponownie oglądać jej mordę, bo przypadkiem jej mogę coś zrobić.
- Ale Tom, ona ci nic nie zrobiła.
- Odeszła, zostawiła.. To mi zrobiła. 
- Ale ty z nią... - przerywał mi
- Wiem, Bill. Wiem.

*

Obudziłam się o pierwszej. Wstałam bez problemu, byłam wyspana.
Poszłam do łazienki, umyłam zęby i ręce, uczesałam włosy w dobieranego na bok warkocza i ubrałam się. Z pod łóżka wzięłam małą torbę, do której włożyłam dwie pary dresów, dwa t-shirty, trzy pary skarpetek (jedne na noc, nie lubię spać z bosymi stopami), dwie pary majtek i stanik. Wrzuciłam jeszcze cienką bluzę. Pobiegłam prędko do łazienki po pastę i szczoteczkę, póki pamiętałam. Byłam gotowa. 
Tom jest jeszcze w szkole. Mama w pracy, tata śpi. Co mogłabym zrobić... Może posprzątam? Żeby nie było, że nie pomagam w domu? Dobry pomysł.
Do telefonu podłączyłam słuchawki i włączyłam muzykę na całą epę, po czym zabrałam się za porządki. Umyłam naczynia i je wytarłam, zamiotłam podłogę w kuchni i w salonie, umyłam gazówkę, zrobiłam pranie, umyłam łazienkę i ogarnęłam salon. 
Kiedy skończyłam dochodziła czwarta. Tom nie dzwoni? Co jest?! 
Wyłączyłam muzykę i wybrałam numer do Toma.
- Halo? - usłyszałam jego głos - Roxen?
- Dlaczego nie zadzwoniłeś? Skończyłeś już lekcje?
- Pewnie, sroki. Zagadałem się z chłopakami..
- Okej. To jak wrócisz do domu, najesz się i zrobisz lekcje zadzwoń, to przyjdę. Dobra? 
- Pewnie. To do później! 
- Pa! - rozłączyłam się.
Boję się o niego. Nie wiem, dlaczego. Po prostu tak mam. Wiem, że Tom nie da się tknąć, że jest zacięty. Ale mimo tego, coś mnie dręczy. 
Wsiadłem do samochodu i rzuciłem plecak na miejsce pasażera. Kartkówki sprawdzał na
bieżąco, dostałem cztery plus. Pozytywnie zdemoralizowany! Testy prawdopodobnie oddadzą nam w przyszłym tygodniu. Pierwszego grudnia zaczyna się drugi trymestr. Nowy plan lekcji. Stary mi się bardzo podoba, nie chcę go zmieniać, ale cóż. To nie ja ustalam zasady, okej. No ale ku*wa, po co zmieniać dobry plan lekcji? Bo co, bo nowy trymestr? Dupa Jasia! 
Dojechałem do domu. Wchodząc do budynku poczułem zapach dewolajów z serem. Mmmm... Bill zrobił obiad. Boże, jakie on robi pyszne dewolaje! 
- Co masz dla mnie? - zatarłem dłonie i usiadłem przy stole. 
- Dewolaje, niektóre są z serem, niektóre z brokułami. - odparł, podsuwając mi talerz.
- Mhmmm..
Zabrałem się za jedzenie. Czwarta. Chyba sobie dziś odpuszczę zadania domowe, zrobię je w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek rano. Wstanę sobie dwie godziny wcześniej, co mi tam. 
Na obiad załapali się także G&G. Wchłonęliśmy wszystko w czwórkę. Po posiłku poszedłem się spakować. Nie brałem wielu rzeczy, tylko parę jeansów, dwie koszulki i bluzę. Do tego skarpetki i jedne bokserki. Wcisnąłem też pastę i szczoteczkę do zębów. Byłem gotowy. 
- Bill?! Już? - krzyknąłem, siedząc na kanapie
Wyciągnąłem z bluzy telefon i napisałem do Roxen "Możesz przyjść. Jesteśmy gotowi."
- No, gotowy. - zbiegł po schodach i odłączył od kontaktu telewizor i mikrofalę. 
- Poczekamy za Roxen, i w drogę.
Przyszła po pięciu minutach. Pożegnaliśmy się z G&G i wyszliśmy na dwór, podchodząc do aut - Bill do mojego, ja do Billa samochodu.
- Co ty robisz? - skarcił mnie Czarny
- Ty serio nie masz mózgu.. - jęknąłem - Nie chcę mieć opieprzu za to, że wydałem osiemdziesiąt pięć tysięcy na nowy samochód. Jedziemy twoim, ty kierujesz.
- Jak chcesz.

środa, 21 października 2015

Dziewięć.

Nawet nie wiecie, jak bardzo komentarze pod ostatnim odcinkiem podniosły mnie na duchu.
Myślałam, że będzie problemem to, że Tom i Roxen już są parą. Wolałam was więcej nie torturować i w końcu to napisać. A tu taka miła niespodzianka. 
Cóż, zapraszam na dziewiątkę c:

Dziewięć.

Dziś w nocy, zamiast spać, leżałam i miziałam się z Tomem. Ojciec by mnie zabił!
A jak się dowie, że jesteśmy razem.. Co to będzie? "A może jesteś w ciąży?" ? W sumie, już cztery razy słyszałam to pytanie. Tata mi nie ufa, co się dziwić, skoro ma taką piękną córkę. Taka skromna ja. Kiedy Kaulitz opuścił mój pokój, nie zorientowałam się. Spało mi się komfortowo i nawet nie poczułam, kiedy odsunął się ode mnie i po prostu wyszedł przez okno. Nawet zimna nie czułam! To.. Takie wspaniałe uczucie. Nareszcie! Tom tylko mój. Na własność.
Nagle mój telefon zabrzęczał. Esemes. 
Haha! On zawsze potrafi poprawić humor. Boziu, kochany mój! Jestem ciekawa, jak w szkole zareagują na nasz związek. Nawet jak głosy będą negatywne, mam to gdzieś. Kocham Toma, i nie mam zamiaru z niego rezygnować nawet, jeśli oświadczyłby mi się Vin Diesel. 
Ubrałam się w niebieską bluzkę i czarne leginsy. Nie biorę bluzy, przecież w szkole będzie ciepło, poza tym nie idę z buta, tylko jadę z Tomem. Mimo, że jego auto nie ma ogrzewania, będzie ciepło, bo będziemy w nim razem. 
Czy ja naprawdę muszę żyć z tymi debilami?
- No Ale Kaulitz, to trzeba opić! - wrzasnął uśmiechnięty od ucha do ucha Georg.
- Palancie, ja mam szkołę, poza tym kieruję! - burknąłem, wciągając bluzę.
- O jeny, pół piwka cię nie zbawi.
- Wal się, idioto! 
- Dajmy mu spokój, w końcu jego ukochana będzie z nim jechać. - odezwał się Bill.
- A ty się nie wybierasz do szkoły? - wychyliłem się znad kanapy.
- Zbiera mi się na wymioty, muszę wziąć jakieś proszki. Rób dokładne notatki, żeby jutro się nie czepiali.  
No pięknie.. To znaczy, że mam uważać... Na lekcjach? Po*ebało go do reszty? Cóż, rodziny się nie wybiera. 
- Tom..? - usłyszałem wołanie brata
- Co? Rzygasz?
- Kocham cię, wiesz?
- Dobra, albo za dużo wczoraj wypiłeś, albo przeciąłeś mi hamulce w samochodzie. 
- Nie, mówię ci to, bo cię kocham. Kiedyś wiele razy w tygodniu ci to mówiłem, pamiętasz?
- Pamiętam, pamiętam..
Trudno nie zapomnieć. Zawsze byliśmy cholernie bardzo zżyci, nawet matka nam tego zazdrościła. A że mnie nie lubi, robiła wszystko, żeby rozdzielić mnie z Billem. 
Spojrzałem na komórkę - za dziesięć ósma. Pora wyjeżdżać. Zapiąłem bluzę, wziąłem plecak i przerzuciłem go przez ramię, zabrałem kluczyki z szafki i pożegnałem się z chłopakami, wychodząc. 
Wrzuciłem plecak na tylne siedzenie i wsiadłem, szybko zamykając drzwi. Odpaliłem auto, włączyłem radio i wyjechałem na drogę, kierując się pod dom Roxen. 
Stała tam, czekając i przytupując nogami. Była dziwnie szczupła w tej kurtce, co oznaczało, że nie ubrała bluzy.. Tak! Dam jej swoją.. Czy to nie piękne? Ej, moment... Ku*wa, co się z tobą dzieje, Kaulitz? Ogarnij się, bo niedługo się z*ebiesz na dno. 
Stanąłem przy chodniku i odblokowałem drzwi pasażera, żeby mogła wsiąść. Powitaliśmy się całusem w usta.
- Hej - mruknęła
- Yo.
Ruszyłem.
- Billa nie będzie w szkole, zbiera mu się.
- A co z nami? - zapytała niepewnie.
- W sensie....?
- Ujawniamy się już teraz, czy co? 
- Ja też oglądałem "Zmierzch", więc myślę, że tak.
Zaśmiała się. To było dobre! 
- Powiedziałaś mamie? - zdjąłem dłoń z wajchy i musnąłem ją w ramię.
- Co? Nie. - spojrzała na mnie - Poczekam trochę, może dziś jej powiem.
- Spoko.
Gdy dojechaliśmy pod szkołę, myślałam, że zwymiotuję.
napływ emocji mi nie służy. Szczęście, strach, miłość, nienawiść, zazdrość... Na szczęście, gdy otworzyłam drzwi i wysiadłam, zrobiło mi się lepiej. Świeże powietrze naprawdę pomaga. Zatrzasnęłam drzwi i poczekałam na Toma. Zamknął samochód i przerzucając plecak przez ramię, podszedł i wziął mnie pewnie za dłoń, uśmiechając się do mnie. Zbliżył się i musnął delikatnie moje usta.
- A to za co? - spytałam stawiając powolny krok w przód.
- Nawet nie wiesz, ile na to czekałem.
Kiedy tylko Tom otworzył drzwi szkolne, wszystkie spojrzenia znalazły się na nas. Szliśmy za rękę, oboje uśmiechnięci. Tom witał się z kolegami kiwając im głową "cześć", ja odmachiwałam znajomym dziewczynom ręką. W końcu zatrzymaliśmy się pod moją szafką.
- Odnieść ci kurtkę? - zapytał i złapał mnie za obie dłonie.
- Nie mam bluzy.
- Oddawaj - zaśmiał się, ściągając z siebie bluzę. 
Dałam mu swoją kurtkę i szybko założyłam jego "podarunek". Ogromna, ale muszę przyznać, ciepła. Cropp nie próżnuje!
- Zaraz wracam.
Uśmiechnęłam się, a kiedy odszedł, otworzyłam szafkę i wyjęłam z niej woreczek ze strojem na w-f. Kto układał ten plan, ja się pytam!? 
Nagle usłyszałam piszczącą Gabi i Martę.
- Jesteście razem? - wrzasnęły podekscytowane 
- Tak, jesteśmy - odparłam dumna
- Gdzie byłaś cały weekend? Nie odbierałaś telefonu, i nie było się w domu.
- Pojechałam z Kaulitzami na biwak nad jezioro.
- Biwak? - zdziwiła się Gabriela - Jest zima.
- I co z tego? Nie można zaszaleć? 
- Jestem! - wszystkie trzy spojrzałyśmy na Toma, który przyległ do mnie. 
Kaulitz jest ode mnie o co najmniej dwie głowy wyższy, co mi się cholernie podoba. 
- Co masz pierwsze? - spojrzał na mnie.
- W-f. A ty?
- Fizykę. Idziemy pod salę?
- Nie, tu jest lepiej.
- Jak chcesz.
Ścisnął mnie mocniej. Dziewczynom dałam do zrozumienia, żeby poszły, i chyba zrozumiały. Staliśmy tak przylgnięci do siebie, dopóki na korytarz nie wkroczył dyrektor placówki. 
Stanął koło nas i patrzył - był zdziwiony i pod wrażeniem. 
- Ekrem. - chrząknął - Panie Kaulitz, mogę prosić pana na moment?
- Ale..
- Pięć minut. - przekonywał.
Tom niechętnie mnie puścił i wyminął dyrektora, kierując się do jego gabinetu. 
Czego on znowu chce, huh? Przecież nie piję ani nie palę, tylko przytulam własną
dziewczynę, do jasnej ciasnej! Czyżby zazdrosny?
- Usiądź. - powiedział. Zrobiłem to. - Kolejna dziewczyna na jedną noc? Zdajesz sobie sprawę, że ona ma piętnaście lat?
- Nie, panie dyrektorze. Jesteśmy parą od wczoraj, a ja nie mam zamiaru zaciągać jej do łóżka. Kocham ją, i nie chcę jej krzywdzić. Obiję mordę, to znaczy, twarz każdemu, kto ją tknie. 
- Nie wierzę.. - spojrzał na mnie z dezaprobatą - Mnie nie oszukasz.
- Aż tak mnie pan nie lubi? Nigdy pana nie okłamałem. I tym razem też mówię prawdę. 
- Mam cię na oku. Teraz poproś do mnie Roxen.
Prychnąłem cicho i wyszedłem, kierując się w stronę zaczytanej dziewczyny.
- Masz do niego iść - zbliżyłem się do niej - Nie wierzy w to, że cię kocham.
- Czekaj, zaraz wracam - zaśmiała się.
Ja mu dam! Dlaczego wszyscy mogą być szczęśliwie w związku, a u nas muszą
się czepiać? 
Zapukałam cicho i nie czekając na odpowiedź, pchnęłam drzwi i weszłam do gabinetu dyrektora.
- Chciałem z tobą porozmawiać. 
- Słucham.
- Tom nie jest uczniem, któremu ufam. Jeśli będzie nakłaniał cię do współżycia, lub coś w tym...
- Spokojnie, tym razem jest inaczej - uśmiechnęłam się.
- Stylu, zgłoś się do mnie.
- Może być pan spokojny, serio. Kochamy się.
- Daję wam tydzień, góra dwa. Później przyjdziesz z płaczem, że cię do tego zmusił.
- Jest pan bardzo pewny siebie, jak widzę.
- Ty też, jak mniemam.
Wyszłam akurat wtedy, kiedy zadzwonił dzwonek. Ughhh... W-f. 
Przytuliłam mocno Toma i przejęłam od niego mój plecak i woreczek.
- I co? - spytał, przytulając mnie.
- Nico, spoko. Możemy być parą - zaśmiałam się i puknęłam kilkakrotnie palcem w usta. 
Chyba zrozumiał, bo uśmiechnął się zadziornie i nachylił, by mnie pocałować. 
- Minus dziesięć punktów Kaulitz! - usłyszeliśmy skrzek nauczycielki.. Pani Flag.
- Za co?! - spojrzał na kobietę.
- Za całowanie się na korytarzu, i to po dzwonku.
- Niech już pani da mi spokój, zaczynam żyć od nowa.
- Nie zaczniesz żyć od nowa po tym, co zrobiłeś. Zapraszam pana na fizykę, a panią na pani lekcje! 
Boże, jak ja jej nienawidzę.. Ma ze mną chemię. Jędza postawiła mi trójkę z odpowiedzi, bo brakowało mi punktu z notatki w zeszycie. Cholera mnie bierze, jak ją widzę! 
- Do zobaczenia - szepnął mi do ucha i podążył za nauczycielką, parodiując jej ruchy. 
O mało nie zdradziłam go swoim rechotem. 
Nie poznaję go. Czyż się nie zmienił? Jest delikatniejszy. W słowach, w zachowaniu.. We wszystkim. Może potrzebował księżniczki? Boże, ze mną jest coś nie tak! Nie zachowuję się tak, jak zawsze. A może to lepiej? Że związek mi przysłuży?
Pobiegłam szybko do szatni i w trybie natychmiastowym się przebrałam. Upiekło mi się i nie dostałam spóźnienia, bo wuefista dopiero wchodził do sali.
- Dziś stacje. Rozgrzewka.. Może Jessica.
Jako dziewczyny z 2b mamy w-f z dziewczynami z 3a i chłopakami z 3c. Wtedy Tom ma fizykę, a w środy ma, chyba, geografię.
Jessica trochę nas wymęczyła na tej rozgrzewce. Miałam nadzieję, że nie padnę po tej lekcji.
Wszedłem do klasy za Flag'ową, a wszystkie oczy powędrowały na mnie.
No pewnie, gapcie się! Jak wam gongi powystrzelam, od razu przestaniecie.
- Może zapytam? - usiadła na krześle.
Nie zdążyłem usiąść, a padło moje nazwisko.
- Kaulitz, zapraszam.
- Billa nie ma dziś w szkole. - stwierdziłem, grzebiąc w piórniku.
- Jakbym nie wiedziała. Zapraszam cię TOM do biurka. Z zeszytem. 
Niechętnie wyjąłem zeszyt od fizyki z plecaka i podszedłem do nauczycielki leniwym krokiem, rzucając jej ten zeszyt pod nos. Niech się nim wypcha. 
- Kultury, zachowuj się jak na twój wiek przystało. Dajesz zły przykład uczniom.
- Bo ze mną się nie zadziera. Robię to, żeby ich w tym uświadomić.
- Sugerujesz, że z tobą zadarłam?
- Nie to miałem na myśli.
- Bo fiu-bździu masz w głowie! Zajmij się nauką, a nie małolatą z drugiej klasy. Bo jak tak dalej pójdzie, posiedzisz tu do trzydziestego roku życia. Co wiesz na temat napięcia i  natężenia prądu burzy?
- No, W czasie burzy napięcie pomiędzy Ziemią a chmurą dochodzi do 100 000 000V. Prąd płynący w błyskawicy ma natężenie w szczycie około 10 000A a czasami i więcej.
Zwykła letnia burza wyzwala energię o mocy trzynastokrotnie większej niż energia bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę, której ładunek odpowiadał 20 000 ton trotylu - trójnitrotoluenu.
Spojrzała na mnie, a później rozejrzała się wokół siebie. Czy jej już do końca padło na mózg?
- Mam otwartą książkę?
- Nie, dlaczego? - spytałem zdziwiony.
- To niemożliwe, żebyś coś wiedział na temat mojego pytania. 
- Możliwe, jeśli się ma osobę, która otwiera mi drzwi do wolności. 
- Roxen jest za młoda, skąd ona mogła to wiedzieć?
- Jest inteligentna, wystarczy że przeczyta notatkę i wie, o co biega.
- Hmm, to w takim razie pole magnetyczne Ziemi. - wróciła do przeglądania mojego zeszytu. 
- Ziemia zachowuje się tak jak magnes. O właściwościach magnetycznych decyduje będące w ciągłym ruchu płynne jądro Ziemi składające się ze stopionego żelaza z niklem. Ziemia ma dwa bieguny magnetyczne, które nie pokrywają się z biegunami geograficznymi. Magnetyczny biegun południowy znajduje się w kanadyjskim rejonie Arktyki, około tysiąc sześćset km od bieguna geograficznego północnego, a magnetyczny biegun północny leży na Antarktydzie, na Ziemi Adeli, około 2400 km od bieguna geograficznego południowego. Bieguny magnetyczne zmieniają swoje położenie od piętnastu kilometrów do pięćdziesięciu kilometrów rocznie. Kierunki linii pola magnetycznego na równiku są równoległe do powierzchni Ziemi, na biegunach biegną pionowo, zaś w strefie pośredniej biegną pod kątem zależnym od szerokości geograficznej. Na niezbyt wielkiej przestrzeni pole magnetyczne Ziemi można traktować jako jednorodne.
Ponownie na mnie spojrzała. Rozejrzałem się po klasie, a ci znowu się lampili.
- Co? - wzruszyłem ramionami. 
- Zaskoczyłeś mnie, Kaulitz. Przyznam, że mnie zaskoczyłeś. Naturalnie, pozytywnie. 
Kącik moich ust delikatnie uniósł się w górę. 
- Jak powiesz mi, co to neutrina, dostaniesz piątkę z odpowiedzi.
- Neutrina to cząstki poruszające się niemal z prędkością światła w ogromnych ilościach przechodząc przez Ziemię. Masa neutrin jest około milion razy mniejsza od masy elektronu. Neutriny produkowane są w jądrach gwiazd, gdzie zachodzą reakcje termojądrowe, w górnych warstwach atmosfery, gdzie następuje rozpad cząstek w wyniku zderzenia z cząsteczkami atmosfery oraz wewnątrz Ziemi, gdzie zachodzą reakcje rozpadu beta.
- Piątka za odpowiedź i czwórka za zeszyt. Proszę go owinąć, podpisać i podkreślić tematy, poza tym masz nie uzupełnione zadanie domowe sprzed dwóch tygodni. 
- Dobrze, dziękuję. 
Tak to się robi! I nawet niewiele zajęła mi nauka, bo mówiła to Roxen. A ja pamiętam wszystko, co ona mi powie. 
Kiedy zadzwonił dzwonek, byłam zmachana. Kolka mnie złapała, i to cholernie mocna!
Kocham w-f, ale jakoś jak mamy siatkówkę i koszykówkę, nie jakieś testy sprawnościowe czy gimnastykę. Tego nie cierpię! Dostałam plusa za aktywność podczas rozgrzewki. Jess nawet na mnie nie spojrzała. Chyba jest zła. Zła za Toma, że jej go odbiłam. Ale w sumie, nigdy z nią nie gadałam, nie przepadam za nią, więc nie ma co się przejmować jej fochami. Jestem ciekawa, jak Dredziarzowi poszło na fizyce. Pewnie go pytała, boję się usłyszeć, co to za ocena.
Zauważyłam go przy sklepiku szkolnym (który znajduje się tuż przy sali gimnastycznej) uśmiechniętego od ucha do ucha. Nie, co on znowu wymyślił....? 
Podeszłam do niego.
- Co jej zrobiłeś? - spytałam, obserwując go podejrzliwie.
- Pytała mnie.
- Co dostałeś?
- Piątkę - uśmiechnął się - Dostanę za to misiaka? - rozłożył szeroko ramiona i zaśmiał się cicho. Odwzajemniłam śmiech i podeszłam, obejmując go w pasie.
- Gratulację. Widzę, że moja pomoc się przydała. 
- I to nawet nie wiesz, jak bardzo. 

niedziela, 11 października 2015

Osiem.

Rozdziały nie będą dodawane regularnie, więc przepraszam.
Przepraszam też za błędy, nie jestem geniuszem ortografii, za którego się uważałam.

Osiem.

Obudziłam się z lekkim kacem. Bliźniacy byli we mnie wtuleni, co mnie
bardzo rozbawiło. To przyjemne. Dotknęłam opuszką palca nos Toma. Drgnął lekko i zmarszczył go tak, że o mało się nie zaśmiałam. Powtórzyłam ruch. Chłopak otworzył oczy i westchnął.
- Chcesz znowu ponurkować? - spytał i ziewnął.
- Nie, dziękuję. - uśmiechnęłam się. - I co, dziś wyjeżdżamy? 
- Niby tak. - powiedział i zaczął strzelać z palców. - Znudziło mi się przyjeżdżanie tutaj.
- Kiedy zaczęliście? 
- Jakiś rok temu. Dowiedzieliśmy się od Georga, że jego wujek od strony babci ma córkę, która wyszła za mąż za zamożnego faceta i ten w prezencie podarował jej te działkę. Ona ją ogrodziła i w ogóle, chciała tu wybudować chyba.. 
- Schronisko. - wtrącił mu zaspany Bill. - Chciała tu zbudować schronisko.
- Dokładnie, takie dla bezdomnych. - kontynuował Dredziarz. - Nie mogliśmy pozwolić, żeby wypompowali tak dużo wody, więc "przywłaszczyliśmy" sobie tę działkę. Koleś o niej nie pamięta, a ona rzuca forsą na prawo i lewo, więc prędzej czy później to schronisko by zamknęła lub sprzedała.
- Nie obraźcie się, ale to trochę głupie. - stwierdziłam.
- Co? - zapytali równocześnie.
- Jeżdżenie tu co tydzień. Nie lepiej jechać raz w miesiącu, lub raz do roku na przykład na miesiąc? 
- Masz rację. Ale tak czy siak, już mi się tu nie podoba. Trzeba znaleźć coś innego.
- Pamiętaj, że w piątek jedziemy do rodziców. - zaśmiał się Bill - Mama się, lub nie, ucieszy. 
- Tom....?
- Hmm?
- Mogłabym.... Z wami...?
- Pewnie! - uśmiechnął się szeroko - I tak miałem zamiar ci się zapytać, czy byś nie chciała!
- Serio? - odwzajemniłam uśmiech - Miło..
- Bo to ja.. - zrobił komiczną minę.
Około godziny dwunastej byliśmy gotowi do wyruszenia.
Roxen była taka słodka, kiedy spała. Naprawdę. I mówię to JA, Tom Kaulitz we własnej osobie! Nawet zastanawiam się, czy nie założyć sobie profilu na Facebooku. Miałbym lekko ponad sto lajków pod zdjęciami, proste. Ej! To jest myśl! Ale mniejsza, nie teraz. W piątek, gdy pojedziemy do Berlina, zabiorę Roxen na kolację, w podziękowaniu za pomoc. Noo, w nauce. I może właśnie wtedy powiem jej, że.. Że mi się podoba? Dobre! No Kaulitz, widzę, że faktycznie jesteś dobry w te klocki. Ale musisz też je dobrze poukładać, żeby wyszło według instrukcji.. 

*

- No mówię ci, źle skręciłeś! - stwierdził Bill gapiąc się w mapę.
- Pizda, a nie źle skręciłem! 
- Nigdy nie słuchasz!
- Dupa!
- Tom! - wrzasnął Czarny
- CIĘŻARÓWKAAA! - rozdarła się Roxen a ja od razu skupiłem się na drodze.
Gdzie ona, ku*wa, widzi ciężarówkę?
- Gdzie? - spytałem spokojnie
- No, nareszcie jest spokój. - westchnęła wymieniając esemesy z Georgiem.
- Ei wpadłem na pomysł - pochwaliłem się.
- Co znowu? - Bill wywrócił oczami.
- Założę sobie fejsa. 
- Jakiś ty nowoczesny - prychnęła śmiechem Roxen. - Ale to nie jest taki zły pomysł.
- Widzisz? - uśmiechnąłem się - U mnie nie tylko piękne ciało ociekające seksapilem. Mózg też mam.
- Wielkości mysiego bobka. - warknął Bill. 
Pokazałem mu fuck'a i spojrzałem na drogę. Byliśmy już niedaleko domu. Bill nie miał racji, bo dobrze skręciłem. Jak inaczej wyjaśni to, że przed NASZYM domem stoi JEGO Audi? Hmm? Wróciła od lakiernika, więc nie będę musiał go znosić w swoim samochodzie. 
- No nareszcie, nie będziesz bezcześcić mi auta. - wytknąłem na niego język.
- Dzięki, chłopaki. To był świetny weekend. - uśmiechnęła się Roxen.
- Powiedz to - jęknąłem teatralnie.
- Ale co? - spytała zdziwiona.
- Było zajebiście.
- Nie powiem!
- Powiedz!
- Nie!
- Mów!
- Tom!
- No dobra...
Odstawiliśmy ją pod dom i wróciliśmy do swojego. Przez weekend zajmowali go G&G więc doszedłem do wniosku, że nie roz*ebali nam chaty. Nie pomyliłem się.
Było bardzo czysto, prawdopodobnie nawet nie odwiedzali naszych pokoi. Taa, używana była kuchnia, łazienka i salon. I dobrze! Fajnie mieć takich kumpli. 
Rzuciłem torby obok kanapy i opadłem na mebel bez sił. Byłem nie do życia. Nigdy wcześniej się tak nie czułem. Potrzebowałem snu. Cały czas kierować to nie jest fajna sprawa.
Razem z torbą weszłam do domu. Byłam wykończona, sen w samochodzie
tylko mnie zmęczył, zamiast dodać energii. Mama przywitała mnie serdecznym uśmiechem.
- Cześć, Słonko! Jak było?
- Niesamowicie. Mieliśmy straszną bekę.
- Piłaś?
- Herbatę? Owszem. - powiedziałam, patrząc na nią z zażenowaniem - Tom kupił mi piwo zero procentowe, wypiłam pół i zwymiotowałam. Oczywiście, zostałam wyśmiana.
Błagam, łyknij to! pomyślałam.
- Żałuję, że tego nie widziałam - wytknęła do mnie język i się uśmiechnęła. - Głodna?
- Nie.. Gdzie tata? 
- W Berlinie. Matko kochana, jak on przeżywał ten twój wyjazd.. Najpierw robił mi wykłady, bo ci pozwoliłam jechać, że mogą ci coś tam zrobić, zgwałcą cię, albo coś.. 
Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Bliźniaki i gwałty? Nie, to zupełnie niemożliwe. Morderstwa, kradzieże owszem, ale gwałty? Pfhhh! 
- Tak, Tom mnie zgwałcił i wrzucił do wody, a Bill mnie uratował i też mnie zgwałcił, wiesz?
Myślałam, że mama pęknie ze śmiechu. Wzięłam torbę i poszłam do swojego pokoju. Świeża pościel, umyte okna.. Poskładane, świeże pranie, ogarnięte biurko.. Idealnie!
Widocznie wydoroślałam z radyjka. Grubo się pomyliłam mówiąc, że nie przetrwam bez niego nocy. Trzeba dorosnąć.
Padłam na łóżko zmęczona. Piąta godzina, jutro szkoła. Pamiętam, że wszystko mam spakowane. Pomyślałam, że kiedy się wykąpię to będę mogła iść spać.
Wstałam niechętnie z łóżka i z szafki wyjęłam czystą, białą bieliznę. Z wieszaka zdjęłam swój szlafrok i udałam się do łazienki. Długa kąpiel w wannie dobrze mi zrobi.
Zamknęłam drzwi od łazienki na klucz i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Powoli zaczęłam się rozbierać. Telefon odłożyłam na zamkniętą deskę klozetową, jak zawsze. Zakręciłam wodę i wrzuciłam swoje ulubione, brzoskwiniowe sole kąpielowe. Poczekałam, aż woda zrobi się jasno pomarańczowa i po chwili już ogrzewałam się w pachnącej wodzie. Zamknęłam oczy i już chciałam się zanurzyć, kiedy mój telefon wydał z siebie pisk.
- Esemes? - pomyślałam zdziwiona.
Zaśmiałam się cicho. Tom jest wspaniały. Nie mogę przestać o nim myśleć. Kocham go, śmiało mogę to powiedzieć. Ale.. Czy na pewno Bill mówił prawdę? Sama nie wiem. 
Musiałem jej przypomnieć. Teraz pewnie leży w wannie i się odpręża,
ale ten esemes był koniecznością. W cale nie dlatego, że Bill zmuszał mnie, żebym go wysłał. Raczej dlatego, że straszył mnie, że każe mi stanąć przy oknie na ostatnim piętrze szkoły. W życiu! 
- Nie Geo! - warknąłem i kopnąłem go. - Nigdy ci go nie sprzedam!
- Ale Tom! Kupisz sobie nowy, nie odpowiada ci cena?
- Gówno, a nie cena! Mój samochód! Nigdy go nie sprzedam, choćbym miał żreć karaluchy z ulicy! Łapiesz? NIGDY!
- Tom, stać cię na lepsze auto. - wtrącił Gus.
- Gustav, kopnął się ktoś kiedyś w twarz? Nie wtrącaj się!
- Chłopaki, to nie ma sensu. Dopóki nie przeleci Roxen, auta nie sprzeda.
- Bill do jasnej dupy!
- Nie wiem, czy masz jasną dupę, bo nie patrzyłem.
- Ku*wa mać! 
Odwróciłem się na pięcie i wybiegłem z domu. Przysięgam, kiedyś ich pozabijam. No zatłukę! Puki co, muszę ochłonąć. Postanowiłem, że wybiorę się do Roxen. Skoro siedzi w łazience, będę mógł pogadać z jej mamą. A udobruchać sobie matkę swojej dziewczyny, to dopiero wyczyn. Chociać i tak już mnie pewnie polubiła, po tym, jak wniosłem Roxen do domu. Dobrze jest czasem przybrać maskę zabujanego nastolatka! 
Ej, co ja pie*dolę! Człowieku, ogarnij się. 
Nie no, ja potrzebuję naprawdę dobrego psychologa. Najlepiej rodzinnego. Może mi pomoże. 
Stanąłem pod domem młodej i wcisnąłem dzwonek. Po chwili otworzyła mi jej mama.
- O, Tom! Roxy się kąpie..
- Wiem, spokojnie. Mógłbym poczekać? Pilna sprawa.
- Pewnie, zapraszam - uśmiechnęła się i ustąpiła mi miejsca, żebym mógł wejść.
Wszedłem do kuchni i usiadłem przy stole. 
- Opowiadaj, jak było na biwaku? Co wrzuciliście Roxen do piwa, że zwymiotowała?
Y... Co? Jak.. Aaaaa..! 
- Nic, chyba pierwszy raz piła piwo. Procenty jej nie służą, 
- No i dobrze, niech nie nabiera w tym praktyki. A ogólnie nie sprawiała problemów?
- Nie, ona nigdy! Nie żałowaliśmy, że ją wzięliśmy. Właśnie, w następny weekend jedziemy do Berlina, odwiedzić rodziców. Mogłaby.. Z nami?
- Jeśli nie sprawiała problemów, a podobał jej się ten wyjazd, to dlaczego nie. - zaśmiała się
- Kocham panią, po prostu panią kocham!
- Oby nie dosłownie, bo to złamałoby jej serce... - kiedy wypowiedziała te słowa zrobiła wielkie oczy i umilkła.
- Słucham? - udałem, że nie słyszałem.
- Mówiłam, oby mój mąż kupił mi krem na ręce. Mam problemy z palcami.
O cię Florek, kobieta nie jest ze mną szczera. W sumie, trochę ją rozumiem, w końcu sekrety córki.. Zaraz, co?! Złamałoby jej serce.. Ja.. Ona.. Co?
Usłyszeliśmy, jak młoda wychodzi z łazienki. Trochę się zdziwiła na mój widok.
- Hej, dostałam esemesa. Tak, pamiętam. - przywitała mnie miłym uśmiechem. 
Kiedy przemknęła obok mnie, poczułem jej delikatny, brzoskwiniowy zapach. 
- Cieszę się - uniosłem kącik ust. - Twoja mama się zgodziła.
- To fajnie - rzuciła na nią okiem. - Przyszedłeś tu w konkretnym celu?
- Pogadać.
- Chodź.
Udaliśmy się do jej pokoju. Roxen należy do dziewczyn, które lubią mieć porządek, ale.. Tu nie było się do czego uczepić.
- O czym chciałeś pogadać? - usiadła na łóżku po turecku, robiąc miejsce dla mnie.
- O tobie. - opadłem obok niej.
- O mnie?
- Znaczy, o nas...
- Więc słucham - uniosła jedną brew. W jej oczach dostrzegłem błysk.
- Jakby to powiedzieć... - zacząłem - Ku*wa, robię to drugi raz w życiu, nie jest mi łatwo.. Bo.. Roxen... Jesteś wspaniała.
- Czyżby? - uśmiechnęła się.
- Najpiękniejsza dziewczyna, jaką spotkałem. Nie masz wad.
- Mówi to Tom Kaulitz, szkolny podrywacz.
- Nie, z tobą jest inaczej. Wiem, że coś do mnie czujesz, a za to ja szaleję na twoim punkcie.. Co ty na to, żeby spróbować....?
Spojrzałem na nią niepewnie. Patrzyła mi w oczy.
To już? Powiedział? Serio? Mogę umierać?
- Roxen? - dotknął mojej ręki - Zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak! - uwiesiłam mu się na szyi. - Boże, nareszcie! 
- Rozumiem, że nie byłem sam..
- Podobasz mi się od samego początku, ale zawsze bałam się do ciebie podejść..
- Wiesz, że miałem tak samo? Tamte dziewczyny miały być na pokaz, każdej nocy inna.. Ale ty... Jesteś.. Niesamowita. Nie sztuczna, lecz naturalna.. 
- Nie obchodzą mnie botoks i drogie staniki koronkowe.
- Wiem, i za to cię kocham.

*

Leżeliśmy wtuleni w siebie. Długo rozmawialiśmy. Wyciszyłem telefon tuż po tym, jak 
ciągle dzwonił. Miałem jakieś dwadzieścia nieodebranych połączeń i dziesięć esemesów, ale co mi tam. Ona jest dużo ważniejsza. I nagle, wszystko się zmieniło. Poczułem nagłą chęć chronienia jej przed wszystkim. Poczułem się za nią... Odpowiedzialny.
Kiedy skapnąłem się, że jest grubo po północy, ona już spała. Postanowiłem, że nie będę jej budził, dlatego wyskoczyłem przez okno. Na szczęście ma parterowy domek i okno całkiem nisko.
Nie ma to jak biec nocą przed siebie i pilnować nóg, żeby się nie wy*ebać. Co gorsza, wrócić do domu i odrobić lekcje. A bez wujka Google się nie obejdzie, tym bardziej po wczorajszym wieczorze.

*

Okno z esemesem robione w Paincie XD Ale zrobiłam sama, więc mam nadzieję, że zaplusowałam, bo zabrał mi godzinę czasu. Myślę też, że rozdział się spodobał i czekałyście na ten moment <3 Pozdorka!